Tragedia na Węgrzech. Polacy zostali sami. Konsulat nie pomaga – z pomocą ruszyła Polonia
Do tragicznego wypadku polskiego autokaru na Węgrzech doszło kilka dni temu. Pierwsi poszkodowani – ci w lżejszym stanie – wrócili już do kraju. Jednak osoby ciężej ranne nadal pozostają w szpitalach. I to właśnie one oraz ich rodziny mierzą się z koszmarem, który nie ma nic wspólnego z leczeniem, a z całkowitym brakiem wsparcia ze strony własnego państwa.
Konsulat w Budapeszcie nie odpowiada. Rodziny same szukają informacji
Jak relacjonuje Rafał Jarząbek, który dotarł na miejsce, polskie służby konsularne w Budapeszcie nie spełniają swojego zadania. Bliscy rannych, zamiast otrzymywać rzeczowe informacje, słyszą ciszę – lub co gorsza – są odsyłani od drzwi do drzwi.
Nikt z konsulatu nie zadzwonił, nie zapytał, czy potrzebujemy pomocy. Sami musimy wydzwaniać do szpitali, ustalać, co z naszymi bliskimi" – mówi wstrząśnięta matka jednego z poszkodowanych.
Polonia zastępuje dyplomatów. Żywność i odzież zamiast oficjalnych deklaracji
Podczas gdy oficjalne instytucje pozostają bierne, na pierwszy plan wybijają się zwykli ludzie. Lokalna Polonia z Budapesztu zorganizowała się błyskawicznie – dostarcza poszkodowanym i ich rodzinom odzież, żywność, a także pomaga w tłumaczeniach i kontakcie z węgierskimi lekarzami. To oni – nie konsulat – zapewniają podstawową egzystencję rannym Polakom.
Rodziny apelują o natychmiastową interwencję Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jednocześnie dziękują Polonii za serce – bo w tym dramacie okazało się ono ważniejsze niż urzędowe pieczątki.
Więcej w relacji Rafała Jarząbka powyżej artykułu.
źr. wPolsce24











