Świętowali 50. rocznicę ślubu, z pielgrzymki wrócił sam. „Tak bardzo się kochaliśmy”

Państwo Helena i Zdzisław ze Strzyżowa na Podkarpaciu stanowili wyjątkowo zgodne małżeństwo. W rozmowie z "Super Expressem" senior nie ukrywa, że ich związek przez lata był pełen szacunku i miłości. Aby uroczyście uczcić wyjątkowy jubileusz – 50. rocznicę ślubu – zdecydowali się na daleką podróż do bośniackiego Medziugorie. Miejsce to odwiedzali regularnie od lat, dziękując za wspólnie spędzony czas.
Jeszcze przed wyjazdem seniorzy zapowiedzieli swoim najbliższym, że ze względu na upływający czas i wiek, rezygnują z tak odległych wypraw.
- W domu mówili, że to już ostatnia pielgrzymka. No i tak wyszło… – mówi pan Zdzisław. Z tej podróży do wspólnego domu wrócił bowiem samotnie.
Decyzja, która uratowała życie
Do tragicznego wypadku doszło w nocy, 17 sierpnia 2026 roku, na terenie Węgier. Polski autokar z pielgrzymami zmierzał z Bałkanów z powrotem do kraju. Droga upływała spokojnie, a większość zmęczonych pasażerów spała.
Pan Zdzisław, chcąc ułożyć się w wygodniejszej pozycji, postanowił położyć się na podłodze w przejściu między fotelami. To właśnie ten krok ocalił mu życie. Pani Helena zajmowała miejsce tuż przy oknie – dokładnie po tej stronie autokaru, na którą ostatecznie z ogromną siłą przewrócił się pojazd.
- Jak trzasnęło, to się obudziłem. Wszyscy spali, nikt nic nie widział – wspomina ocalały senior na łamach „Super Expressu”.
Dramatyczna akcja ratunkowa i bolesne pożegnanie
Pan Zdzisław przeżył wypadek wciśnięty w szczelinę między rzędami foteli. Ponieważ odniósł obrażenia, został przetransportowany do węgierskiego szpitala jako jeden z pierwszych. Jak sam wspomina, na miejscu katastrofy ratownicy musieli mierzyć się z dramatyczną rzeczywistością.
- Mnie zabrali, a żonę dopiero później wyciągali. Ratowali tych, którzy żyli. Tych, o których stwierdzili, że nie żyją, zostawili na później – relacjonuje mężczyzna.
Prawdziwy cios nadszedł jednak dopiero w szpitalu, podczas procedury identyfikacji ciała żony.
- Dopóki jej nie widziałem, to było inaczej. Teraz mam ją cały czas przed oczami… Jak widziałem teraz, jak wygląda… – przyznaje senior.
Nadzieja w obliczu samotności
Pan Zdzisław sam przyznaje, że najtrudniejsze chwile dopiero nadejdą, gdy wróci do pustego domu w Strzyżowie. „
- Dopiero będę przeżywał, jak do domu przyjadę, zupełnie sam – mówi. Tragedia kładzie się cieniem na całej rodzinie, zwłaszcza że w najbliższym czasie córka małżeństwa wydaje ich wnuczkę za mąż.
Mimo tak potwornej straty i niewyobrażalnego bólu, ocalały wdowiec szuka ukojenia i siły w głębokiej wierze.
- Wierzę w Boga. Uważam, że Bóg wie, co robi. Myślę, że Bóg zabiera do siebie najlepszych, wie, co robi…” – podsumowuje z pokorą pan Zdzisław.
źr. wPolsce24 za se.pl











