Prezydent poinstruuje Tuska przed Radą Europejską. Stawką miliardy z kieszeni Polaków

Jak ujawniła doradczyni społeczna prezydenta mecenas Wanda Buk w programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsatu, stanowisko zostanie przekazane premierowi w trybie ustawy o współpracy między prezydentem a rządem w sprawach unijnych.
– Uchylę rąbka tajemnicy. Stanowisko prezydenta będzie zawierało konkretne propozycje zmian, ale nie kosmetycznych. Potrzebne są zdecydowane działania – powiedziała Buk.
Postulat: likwidacja systemu ETS
Według współpracowniczki głowy państwa pierwszym postulatem ma być postawienie na forum Unii Europejskiej kwestii likwidacji systemu ETS. System handlu uprawnieniami do emisji CO₂ został wprowadzony przez Unię Europejską w 2005 roku jako mechanizm ograniczania emisji gazów cieplarnianych poprzez nadanie im ceny, która została następnie uwolniona, a same pozwolenia stały się przedmiotem spekulacji i gry giełdowej. Obecnie obejmuje on głównie energetykę i przemysł.
Jednak już w 2028 roku ma wejść w życie tzw. ETS2, który obejmie także transport i budownictwo. Oznaczałoby to dodatkowe koszty dla gospodarstw domowych – m.in. dla ogrzewania czy paliw. Krytycy systemu ostrzegają, że może to oznaczać ogromne obciążenie finansowe dla obywateli, szczególnie w krajach takich jak Polska.
„Polska płatnikiem netto”
W dyskusji o ETS często pojawia się argument, że Polska otrzymuje miliardy euro z systemu na transformację energetyczną. Według danych przywoływanych w programie w latach 2013–2025 do Polski trafiło ok. 31,5 mld euro.
Zdaniem Wandy Buk obraz jest jednak bardziej skomplikowany. – Polska jest jednym z niewielu krajów, który jest płatnikiem netto. By nadal funkcjonować, nasze firmy kupują więcej uprawnień niż finalnie trafia do budżetu państwa – stwierdziła. Według niej część zysków z systemu trafia na rynek wtórny, gdzie zarabiają instytucje finansowe.
Bruksela chce modyfikować, nie likwidować
Zupełnie inne podejście prezentuje jednak Komisja Europejska. Jej przewodnicząca Ursula von der Leyen w liście do przywódców państw UE podkreśliła, że system ETS pozostaje jednym z kluczowych narzędzi transformacji energetycznej. Według niej mechanizm sprawdził się w ograniczaniu emisji i powinien zostać dostosowany do nowych realiów, a nie likwidowany.
Szefowa Komisja Europejska zapowiedziała jedynie "przegląd systemu ETS", a także "ustalenie bardziej realistycznej ścieżki dekarbonizacji po 2030 roku" oraz "wzmocnienie rezerwy stabilności rynkowej, która ma ograniczać wahania cen uprawnień".
Spór o przyszłość polityki klimatycznej
Najbliższy szczyt Rady Europejskiej może więc stać się kolejnym polem sporu o przyszłość polityki klimatycznej w Europie. Pałac Prezydencki chce postawić sprawę radykalnie i rozpocząć dyskusję o odejściu od systemu ETS, który – zdaniem jego krytyków – prowadzi do gwałtownego wzrostu kosztów energii i niszczy europejski przemysł, który jest coraz mniej konkurencyjny.
Z kolei Komisja Europejska opowiada się za utrzymaniem mechanizmu i jego modyfikacją. To oznacza, że przed premierem Donaldem Tuskiem na unijnym szczycie stoi trudne zadanie – pogodzenie oczekiwań części państw członkowskich, instytucji europejskich oraz rosnącej presji politycznej w kraju.
źr. wPolsce24 za polsatnews.pl











