SKANDAL! Leszek Kraskowski odcięty od obrony? Mecenas alarmuje o działaniach służb
Karuzela absurdu i bezprawia w sprawie Leszka Kraskowskiego zdaje się nie mieć końca. Doświadczony dziennikarz śledczy, który w ostatnim czasie bezkompromisowo patrzył władzy na ręce i ostro krytykował prominentne figury obecnego układu polityczno-prawnego, znalazł się za kratami w okolicznościach przypominających najgorsze standardy państwa policyjnego.
Jakby mało było kuriozalnego zatrzymania dziennikarza, który sam wezwał policję po tym, jak został zaatakowany nożem we własnym domu, teraz system uderza w jego konstytucyjne prawo do obrony.
Pilny telefon obrońcy. „Znów uniemożliwiono widzenie”
Z redakcją wPolsce24 skontaktował się obrońca aresztowanego dziennikarza, mec. Łukasz Pawelski. Prawnik przekazał wstrząsające informacje o kolejnych barierach, jakie aparat państwowy stawia przed nim w wykonywaniu obowiązków adwokackich.
Zadzwonił do mnie właśnie mecenas Łukasz Pawelski z informacją, że znów uniemożliwiono mu widzenie z klientem - stało się tak mimo wcześniejszej deklaracji, że ma stawić się na godzinę 8:00 celem widzenia z red. Kraskowskim. Obrońca dziennikarza na miejscu został poinformowany, że rzekomo „obecnie nie ma warunków logistycznych, by spotkał się z klientem”.
To kolejny krok w bezpardonowym odcinaniu Kraskowskiego od pomocy prawnej. Już wcześniej mec. Pawelski alarmował, że o posiedzeniu aresztowym dowiedział się przypadkowo, zaledwie na kilka minut przed jego rozpoczęciem, a prokuratura ignorowała jego telefony i de facto „ukrywała” przed nim miejsce pobytu redaktora.
Ofiara napadu zamknięta w celi. W tle tajemniczy mail
Kulisy tej sprawy brzmią jak ponury thriller. Kraskowski został zaatakowany przez agresora, który groził mu nożem, żądając zwrotu nieruchomości i pieniędzy. Gdy za namową prawnika dziennikarz zadzwonił na numer alarmowy 112, na przyjazd patrolu policji w Piasecznie musiał czekać aż trzy godziny. Finał interwencji okazał się szokujący: to nie napastnik, a wzywający pomocy dziennikarz został zakuty w kajdanki i wywieziony na komendę.
Pretekstem do aresztowania Kraskowskiego stał się rzekomy mail z groźbami karalnymi wysłany do komendanta lokalnej policji. Tej wiadomości wciąż nie ujawniono, a obrona wprost sugeruje, że mogło dojść do ordynarnej prowokacji wymierzonej w niewygodnego dla wielu środowisk dziennikarza, zwłaszcza że w dobie dzisiejszej technologii podszycie się pod czyjąś skrzynkę mailową przez hakerów nie stanowi problemu.
Przypomnijmy, prokuratura do tej pory nie przedstawiła żadnych dowodów cyfrowych na tę okoliczność.
Środowisko bije na alarm. Czy to standardy białoruskie?
Działania wobec red. Kraskowskiego wywołały potężne oburzenie, nie tylko świecie mediów.
Głos w obronie aresztowanego i w obronie wolności słowa zabierają solidarnie publicyści z najróżniejszych stron barykady politycznej – od Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) po dziennikarzy mainstreamowych mediów liberalnych. Sprawą oburzony jest również Rzecznik Praw Obywatelskich, który domaga się pilnych wyjaśnień od prokuratury.
Blokowanie dostępu do adwokata pod pretekstem „problemów logistycznych” budzi jednoznaczne skojarzenia z systemami autorytarnymi ze Wschodu. Trzeba to napisać wprost, jeśli państwo zamiast chronić obywatela przed bandytami, wsadza go do celi, a jego mecenasowi zamyka drzwi przed nosem, mamy do czynienia z jawną kompromitacją instytucji publicznych i pełzającym autorytaryzmem.
źr. wPolsce24











