WSTYD NA CAŁĄ POLSKĘ! Lewicowo-liberalny „sukces” Łodzi: Mieszkańcy bez toalet, a władza stawia im... toi-toie na podwórkach!

Fasadowa nowoczesność kontra średniowieczna rzeczywistość
W przestrzeni medialnej regularnie pojawiają się pełne oburzenia głosy samych Łodzian, jak ten redaktora naczelnego "Dziennika Łódzkiego" Marka Krzciuka, którzy wprost mówią: „Wstyd mi za moje miasto”.
I trudno im się dziwić. Podczas gdy lokalne władze chętnie wydają miliony złotych na propagandę sukcesu, strefy prestiżu oraz uderzające w kierowców zwężanie ulic, zaledwie kilkaset metrów od reprezentacyjnej ulicy Piotrkowskiej rozgrywa się dramat rodem z XIX wieku.
Mieszkańcy wielu łódzkich kamienic, zlokalizowanych w samym sercu Polski, zostali zmuszeni do egzystencji w warunkach uwłaczających ludzkiej godności. Codziennością jest tam brak toalet w mieszkaniach. Co robi w tej sytuacji nowoczesny, „progresywny” samorząd? Zamiast realnych działań infrastrukturalnych, miasto decyduje się na rozwiązanie tymczasowe, które stało się trwałym pomnikiem urzędniczej nieudolności – funduje lokatorom plastikowe przenośne kabiny sanitarne, popularne toi-toie, stawiane na zrujnowanych, błotnistych podwórkach.
TWARDE DANE: Choć urzędnicy próbują zaklinać rzeczywistość, twarde liczby ze spisów powszechnych (GUS) i audytów społecznych obnażają skalę problemu. W samej Łodzi w zasobie komunalnym wciąż znajduje się około 9 tysięcy lokali mieszkalnych pozbawionych samodzielnej toalety lub łazienki. Problem ten dotyka bezpośrednio od kilku do kilkunastu tysięcy mieszkańców, którzy zamiast we własnym domu, zmuszeni są załatwiać potrzeby fizjologiczne w warunkach polowych.
Toi-toi jako symbol „europejskości” według Platformy i Lewicy
Ustawienie plastikowych budek sanitarnych jako permanentnego substytutu sieci kanalizacyjnej w centrum dużej europejskiej metropolii to kwintesencja polityki spod znaku „ciepłej wody w kranie” – i to w dosłownym, a raczej bezwzględnym tego słowa znaczeniu, bo tej wody często również brakuje. Lokatorzy muszą zimą, przy ujemnych temperaturach, biegać przez zamarznięte podwórka do plastikowych kabin, które nierzadko są zaniedbane, nieogrzewane i po prostu zamarzają.
To nie jest problem kilku rodzin na Starych [Bałutach - przyp. red.] – to systemowa porażka zarządzania miastem. Władze Łodzi wolą ładować kasę w niepotrzebne trybuny, które zapełniają się tylko podczas derbów, a w innych meczach nawet gołębi tam nie ma. Ile siana idzie na durne projekty ideologiczne i wizerunkowe, wyjazdy do Dubajów, gdzie Hanka nie wychodzi z hotelu, bo jest na bombie, podczas gdy wyborcy, którzy na nią głosują muszą korzystać z kibli na zewnątrz budynków – mówi w rozmowie z naszą redakcją kibic jednego z łódzkich klubów piłkarskich.
Choć problem braku infrastruktury sanitarnej występuje w różnych punktach kraju, to właśnie w Łodzi – z racji specyfiki ogromnego i przez lata zaniedbywanego przez lokalną władzę zasobu kamienic – zagęszczenie tego typu lokali w ścisłym centrum jest jednym z najwyższych w Polsce. Pomimo szumnych programów, takich jak „Mia100 kamienic” czy unijne rewitalizacje obszarowe, tempo prac jest rażąco niewystarczające, a priorytety budżetowe od lat budzą głębokie kontrowersje.
Gdzie podziały się publiczne pieniądze?
Prawicowa opozycja w Radzie Miejskiej od lat alarmuje, że struktura wydatków Łodzi jest postawiona na głowie. Miasto jest dramatycznie zadłużone, a gigantyczne kwoty przeznaczane są na inwestycje, które nie przekładają się na poprawę jakości życia uboższych warstw społecznych. Zamiast priorytetowo podłączyć każdą miejską kamienicę do sieci wodno-kanalizacyjnej i zlikwidować ten cywilizacyjny wstyd, środki płyną szerokim strumieniem na eventy, promocję i dotacje dla zaprzyjaźnionych organizacji pozarządowych.
Widok plastikowego toi-toia pod oknami zabytkowej, choć sypiącej się kamienicy, to najsmutniejszy i najbardziej jaskrawy obraz rządów liberalnej koalicji. Pokazuje on kompletną kapitulację państwa samorządowego w jego najbardziej podstawowej roli – zapewnienia obywatelom elementarnych warunków bytowych. Czas skończyć z propagandą sukcesu i przypomnieć rządzącym Łodzią, że miasto to przede wszystkim ludzie, a nie fasady i PR-owe slogany.
źr. wPolsce24 za "Dziennik Łódzki", tuLodz.pl











