Za co teraz będą zdzierać z nas deweloperzy? Sprawdź, co właśnie zmienia się w prawie

Brzmi technicznie? W praktyce chodzi o realne pieniądze – tysiące złotych przy jednym lokalu i miliony przy całych inwestycjach.
7,6 mln zł w sporze z deweloperem
O skali problemu świadczy pozew zbiorowy przeciwko spółce Dom Development. Do postępowania przystąpiło 459 osób z blisko 300 rodzin, związanych m.in. z inwestycjami Metro Zachód, Przystanek Międzylesie, Artystyczny Żoliborz i Osiedle Amsterdam.
Łączna wartość roszczeń to ok. 7,6 mln zł plus odsetki. Sedno sporu? Metry pod ściankami działowymi doliczane do powierzchni użytkowej – a więc do ceny.
- Główna oś sporu w sprawach, które prowadzimy dotyczy interpretacji normy ISO z 1997 roku. Deweloperzy nie mieli wówczas takiego obowiązku, ale z własnej woli powoływali tę normę w umowach deweloperskich. Jednak niestety nie stosowali jej w sposób prawidłowy, doliczając do pow. użytkowej metry kwadratowe pod ścianami działowymi – powiedział portalowi money.pl mec. Piotr Terlecki z kancelarii Terlecki&Wspólnicy, reprezentującej klientów w sporach z deweloperami
To oznacza jedno: klient płacił za coś, czego fizycznie nie mógł wykorzystać.
Nowe prawo? Tak, ale bez mocy wstecznej
Problem w tym, że nowelizacja nie działa wstecz. Jeśli ktoś kupił mieszkanie wcześniej, musi walczyć w sądzie.
Co więcej, w praktyce deweloperzy zaczęli wprowadzać do umów pojęcie „powierzchni rozliczeniowej”, w której ścianki już były uwzględnione, odróżniając ją od „powierzchni użytkowej” liczonej zgodnie z normą.
Klient widział jedno, podpisywał drugie, płacił za trzecie.
Skosy, balkony, loggie – nowa przestrzeń do kreatywnej wyceny?
Nowe przepisy wiążą cenę lokalu z iloczynem powierzchni użytkowej i stawki za metr kwadratowy. Przy obliczeniach odsyłają do Polskiej Normy.
I tu zaczynają się kolejne schody.
Pojawiły się wątpliwości:
- czy do metrażu można doliczać balkony,
- jak traktować loggie,
- jak liczyć skosy na poddaszu,
- co z wewnętrznymi schodami w mieszkaniach dwupoziomowych.
Dr Agnieszka Grabowska-Toś, współautorka opinii Komitetu ds. Nieruchomości KIG, wskazuje, że w ustawie odwołano się do Polskiej Normy, podczas gdy rozporządzenie ministra rozwoju mówi coś innego.
- Z rozporządzenia wynika również, że powierzchnię użytkową budynku pomniejsza się o powierzchnię przekroju poziomego wszystkich wewnętrznych przegród budowlanych, przejść i otworów w tych przegrodach, przejść w przegrodach zewnętrznych, balkonów, tarasów, loggii, schodów wewnętrznych i podestów w lokalach mieszkalnych wielopoziomowych oraz nieużytkowych poddaszy, a z Polskiej Normy to nie wynika – twierdzi w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Dla przeciętnego kupującego to nie jest akademicki spór. To pytanie: czy zapłacę za balkon jak za salon?
Uwaga na zmienną normę
Kolejna wątpliwość: ustawa odsyła do normy technicznej. A normy można zmieniać.
Jeśli Polska Norma się zmieni, zmieni się także sposób liczenia powierzchni – bez nowelizacji ustawy.
To oznacza niepewność. A niepewność w nieruchomościach kosztuje.
A co z opóźnieniami?
Nowelizacja nie rozwiązała też problemu kar umownych za opóźnienia w przeniesieniu własności mieszkania.
Dziś, jeśli deweloper spóźnia się miesiącami – klient często musi dochodzić odszkodowania na zasadach ogólnych. To oznacza konieczność wykazania każdej złotówki szkody, związku przyczynowego i winy dewelopera.
Innymi słowy: długa i kosztowna droga sądowa.
Branża też chce interpretacji
Polski Związek Firm Deweloperskich zwrócił się do Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz UOKiK o pilną interpretację nowych przepisów i ewentualną korektę legislacyjną. To pokazuje jedno: nawet branża nie jest pewna, jak liczyć metry.
Co to oznacza dla kupujących mieszkania?
- Sprawdzaj definicję powierzchni w umowie – nie tylko metraż w ogłoszeniu.
- Dopytaj, czy balkon, loggia, skosy i schody są wliczane do ceny.
- Upewnij się, jak liczona jest powierzchnia użytkowa – według jakiej normy.
- Negocjuj zapisy o karach umownych za opóźnienia.
Nowelizacja miała zakończyć spór o „metry pod ściankami”. Być może zakończy jeden rozdział.
Ale wygląda na to, że właśnie otwiera kolejny.
Bo w mieszkaniówce jedno pozostaje niezmienne: jeśli przepis jest nieprecyzyjny, ktoś go wykorzysta. A rachunek, jak zwykle, zapłaci kupujący.
źr. wPolsce24 za money.pl, "Rzeczpospolita"











