Gigantyczne długi lubelskiej Platformy. „Nie potrafią zarządzać własną kasą, a chcą rządzić Polską?”

Z najnowszych doniesień wynika, że sytuacja finansowa Koalicji Obywatelskiej w województwie lubelskim jest daleka od ideału. Kwota ponad 213 tysięcy złotych zaległości wobec warszawskiej centrali, to nie tylko suche liczby – to dowód na głębszy kryzys organizacyjny i brak dyscypliny budżetowej w szeregach partii, która obiecywała „nową jakość” w polityce.
Kampania na kredyt, rzeczywistość na debecie
Głównym źródłem problemów mają być kwoty płacone za wynajem siedziby partii w Lublinie, które miały trafiać do lokalnego biznesmena.
Tak naprawdę jest to dług wykreowany przez poprzedniego przewodniczącego [Stanisława Żmijana]. Staszek samodzielnie podjął decyzję o wynajmie biura regionu przy placu Litewskim od spółki Corner House. Miesięczny koszt wynajmu to blisko 8 tys. zł plus media. Sęk w tym, że dodatkowe opłaty za media windowały miesięczny koszt wynajmu do 12-13 tys. zł" - mówi w rozmowie z portalem Onet.pl „ważny na Lubelszczyźnie polityk KO”.
Fakt, że o sprawie informuje właśnie Onet, portal, który trudno uznać za nieprzychylny Koalicji Obywatelskiej tylko podgrzewa atmosferę i zdaje się potwierdzać tezę, że w lubelskiej KO wciąż trwa potężna walka frakcji - tej związanej z byłym szefem struktur Stanisławem Żmijanem, frakcją posła Michała Krawczyka, który walczył o przywództwo na Lubelszczyźnie i grupą obecnej przewodniczącej europoseł Marty Wcisło.
Przypomnijmy, że wybory przewodniczącego odbywały się w cieniu głębokich wewnętrznych walk.
Już podczas kampanii do mediów wyciekły fragmenty wewnętrznych rozmów działaczy prowadzonych na czatach. Pełno w nich zarzutów, oskarżeń o kłamstwa i manipulacje i ostrych słów.
To klasyczny przykład hipokryzji – komentują lokalni działacze prawicowi. - Z jednej strony słyszymy o zaciskaniu pasa i trudnej sytuacji budżetowej państwa, którą rzekomo zastali po poprzednikach, a z drugiej strony ich własne struktury działają ponad stan, generując długi, których nie potrafią spłacić".
Gdzie podziały się pieniądze?
Pytanie o transparentność finansową KO w Lublinie staje się kluczowe. Jak to możliwe, że przy silnym zasilaniu zewnętrznym, lokalne struktury dopuściły do powstania tak znacznego manka?
Mieszkańcy Lubelszczyzny mają prawo pytać: skoro politycy Koalicji Obywatelskiej wykazują się taką beztroską w zarządzaniu partyjnym portfelem, to jak będą wyglądały ich decyzje dotyczące finansów samorządowych czy centralnych? Czy model „życia na kredyt” i zostawiania długów następcom to oficjalna doktryna tej formacji?
Choć liderzy lubelskiej PO próbują uspokajać nastroje, twierdząc, że sytuacja jest pod kontrolą, a długi będą sukcesywnie spłacane, niesmak pozostaje. W regionie, gdzie przedsiębiorcy każdego dnia muszą walczyć o płynność finansową i rzetelnie rozliczać się z kontrahentami, partyjne zaległości na setki tysięcy złotych wyglądają po prostu nieprzyzwoicie.
Sprawa lubelskich długów KO to kolejny sygnał ostrzegawczy. To obraz partii, która świetnie radzi sobie z PR-em i marketingiem politycznym, ale oblewa fundamentalny test z rzetelności i gospodarności. Czy wyborcy zaufają ludziom, którzy we własnych strukturach doprowadzili do finansowego chaosu?
Czas na twarde odpowiedzi, a nie kolejne „uśmiechnięte” uniki. Pieniądze, zwłaszcza te publiczne i te należne uczciwym przedsiębiorcom, wymagają powagi – a tej w lubelskiej Platformie wyraźnie zabrakło.
źr. wPolsce24











