Dlaczego Ukraina nie przekazuje nam danych o sabotażystach? „Ukraińskie służby lubią grać na siebie”

W listopadzie ubiegłego roku dwóch ukraińskich dywersantów próbowało wykoleić dwa pociągi pasażerskie na linii kolejowej Warszawa – Lublin. Do aktów dywersji doszło w pobliżu miejscowości Mika oraz Gołąb, koło Puław.
Dwa akty sabotażu
16 listopada maszynista jednego ze składów zauważył nieprawidłowości w torowisku. Służby na miejscu stwierdziły, że tory zostały uszkodzone w wyniku eksplozji. W rejonie Puław doszło do uszkodzenia sieci trakcyjnej, co spowodowało wybicie szyby w jednym z wagonów pociągu relacji Świnoujście – Rzeszów.
Szybko okazało się, że bezpośrednimi sprawcami obu aktów sabotażu są obywatele Ukrainy.
Spis dywersantów
W konsekwencji, jak przypomina „Rzeczpospolita”, Polska zażądała od Ukrainy przekazywania danych dotyczących przestępców oraz osób współpracujących z rosyjskimi służbami.
„Ukraiński kontrwywiad prowadzi specjalną bazę swoich obywateli podejrzewanych o terroryzm i osób sympatyzujących z Rosją (w samej Ukrainie toczy się aż 2,8 tys. śledztw o sabotaż i szpiegostwo), ale tymi informacjami nie dzieli się z polskimi służbami – choć to właśnie z Ukrainy pochodzi procentowo najwięcej sprawców dokonujących w Polsce i Europie aktów sabotażu i dywersji” – pisze dziennik, zwracając uwagę, że bez ukraińskich danych wywiadowczych o osobach wysługujących się Rosji Polska nie poradzi sobie z dywersantami.
Nowa umowa
11 grudnia 2025 roku ministrowie spraw wewnętrznych obu państw – Marcin Kierwiński i Ihor Kłymenko – podpisali międzynarodową umowę "o współpracy w zapobieganiu, wykrywaniu i zwalczaniu przestępczości, a także ściganiu sprawców przestępstw".
Ma ona ma pomóc zapobiegać aktom dywersji w naszym kraju, ale także postawić tamę ukraińskiej cyberprzestępczości, czyli wyłudzeniom metodą „na bankowca”, często sterowanym z terytorium Ukrainy.
Sęk w tym, że – jak pisze „Rz” – dokument wciąż nie obowiązuje, ponieważ wymaga ratyfikacji przez Sejm, a służby po obu stronach granicy dopiero ustalają szczegóły praktycznej współpracy.
Polskie służby ostrożne
Z nieoficjalnych ustaleń gazety wynika jednak, że "Polska strona ma ograniczone zaufanie i nie zamierza stronie ukraińskiej udostępniać informacji o rozpoznawanych sabotażystach z ukraińskim obywatelstwem" – pisze dziennik.
– Pamiętajmy o ograniczonym zaufaniu do ukraińskich służb, które podobnie jak np. służby izraelskie lubią kombinować i grać „na siebie – podkreśla oficer ABW, zajmujący się kontrwywiadem, z którym rozmawiały dziennikarki "Rz".
Funkcjonariusz nie dziwi się, że polskie służby nie chcą zagwarantować Ukraińcom dostępu do naszych baz. – Jedyną służbą w miarę szczelną przed ruskim handlem danymi jest antykorupcyjna NABU, tylko dlatego, że chronią ją Amerykanie, by rozgrywać nią swoje interesy na Ukrainie – zaznacza funkcjonariusz ABW.
Wciąż nie wiadomo więc, czy nowa umowa realnie zablokuje wjazd do Polski potencjalnym sabotażystom, czy też okaże się jedynie politycznym gestem bez znaczenia.
źr. wPolsce24 za "Rzeczpospolita"











