Koniec z wozami konnymi? Aktywiści chcą sami wozić turystów do Morskiego Oka

Kluczem do zmian ma być sprytny manewr prawny. Zrzeszenie Organizacji Ochrony Zwierząt zaproponowało, że otworzy własną działalność przewozową na trasie do Morskiego Oka.
Jak wyjaśnił Konrad Kuźmiński, prezes Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, celem tego kroku jest spełnienie formalnych wymogów starostwa powiatowego. Dzięki temu aktywiści zyskają status strony i będą mieli pełne prawo zaskarżyć lokalne przepisy, w tym akty prawa miejscowego, wydawane przez starostę, które obecnie zabraniają korzystania na tej trasie z pojazdów elektrycznych.
Co ważne, aktywiści deklarują, że cały dochód z tej działalności zostanie przeznaczony bezpośrednio na ochronę tatrzańskiego środowiska oraz zwierząt.
Polskie „e-fasiągi” kontra niemieckie busy. Czy to się opłaca?
W dyskusji o rewolucji transportowej kluczową rolę odgrywają finanse oraz tradycja. Podczas spotkania zaprezentowano projekt e-fasiągu – elektrycznego pojazdu stylizowanego na tradycyjny wóz góralski, zaprojektowanego i wyprodukowanego w Polsce specjalnie z myślą o tej trasie.
Rafał Szlachta z firmy Innovation AG (twórca pojazdu) przedstawił propozycję, która mogłaby mocno odciążyć budżet. Producent nie chce sprzedawać e-fasiągów, lecz udostępniać je przewoźnikom bezpłatnie, pobierając jedynie procent od wypracowanych przychodów. Szlachta ostro skrytykował obecne zakupy Tatrzańskiego Parku Narodowego, wskazując, że za kwotę przeznaczoną na zakup 16 niemieckich busów elektrycznych – kosztujących 1,5 mln zł za sztukę – można by pozyskać około 80 polskich e-fasiągów.
Dla porównania, obecnie na trasie funkcjonują już cztery busy elektryczne zakupione za niemal 3,2 mln zł z funduszy Ministerstwa Klimatu i Środowiska. TPN realizuje jednak kolejne zakupy i jest w trakcie rozstrzygania przetargu na 16 nowych pojazdów.
Co stanie się z 300 końmi?
Na trasie do Morskiego Oka pracuje obecnie około 300 koni. Aktywiści domagają się, aby zwierzęta te zostały odkupione przez TPN i spędziły dożywotnią, zasłużoną emeryturę na wypasie na górskich halach. Ich zdaniem park narodowy posiada ku temu odpowiednie warunki finansowe i przestrzenne.
Z kolei urzędnicy i lekarze weterynarii tonują emocje, wskazując na twarde dane. Według corocznych badań weterynaryjnych i ortopedycznych zdecydowana większość koni jest w dobrej kondycji. W tym roku na 282 przebadane zwierzęta negatywną ocenę otrzymały jedynie dwa.
Dane TPN wskazują, że na trasie nie odnotowano przypadków padnięcia konia z powodu wysiłku. Trzy historyczne przypadki zgonów wynikały z nagłych schorzeń, takich jak pęknięcie aorty, kolka żołądkowa lub spłoszenia przez śmigłowiec ratowniczy.
Przewozy zaprzęgami są w pełni legalne, co potwierdza Główny Lekarz Weterynarii. Przeciwko likwidacji transportu konnego opowiadają się również naukowcy oraz Polski Związek Hodowców Koni.
Pilotaż i skrócona trasa już od 1 września
Niezależnie od planów aktywistów, Tatrzański Park Narodowy wdraża własne zmiany. Szymon Ziobrowski, dyrektor TPN, zapowiedział, że od 1 września rusza pilotaż nowej organizacji transportu. W jego ramach droga przejazdu tradycyjnych wozów konnych zostanie skrócona do Wodogrzmotów Mickiewicza.
Zarówno dyrekcja parku, jak i starosta tatrzański Andrzej Skupień, podkreślają, że kluczowe jest tu bezpieczeństwo. Przy tak dużym natężeniu ruchu pieszego, pojazdów ratowniczych oraz transportu konnego, dokładanie kolejnych, niesprawdzonych środków transportu niesie za sobą duże ryzyko.
źr. wPolsce24 za gazetaprawna.pl











