Bezczelny wyczyn ukraińskiego influencera. Sportowym autem wjechał nad Morskie Oko

Zdjęcia z wycieczki nad Morskie Oko influencer opublikował w piątek około południa i rozpętał burzę. Internauci byli oburzeni zachowaniem Ukraińca, zwracali uwagę, że na trasie do Morskiego Oka nie można poruszać się prywatnymi pojazdami. Morskie Oko leży bowiem na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego i jest całkowicie objęte ścisłą ochroną przyrodniczą.
Mętne tłumaczenia
Kiedy Hawryliw zorientował się, jaką karierę zrobił jego post, po kilku godzinach zamieścił kolejny, w którym próbował się tłumaczyć:
"Jesteśmy pierwszymi ludźmi w historii, którzy podjechali samochodem do Morskiego Oka. Było to jedno z miejsc, do których chcieliśmy dotrzeć podczas tej podróży, a wszyscy znajomi i przyjaciele mówili, że do Morskiego Oka nie da się dojechać samochodem" - napisał.
Przekonywał, że źle zrozumiał ostrzeżenia. "Myślałem, że to dlatego, że po prostu nie ma tam drogi, bo to góry, a karetka by tam nie przejechała" - wyjaśnił.
Influencer, którego na Instagramie obserwuje blisko 900 tys. osób, twierdzi, nie zauważył znaku zakazu, który informował, że na obszarze chronionym nie wolno poruszać się autem.
Śmieszny mandat
"Chcę przeprosić Polaków, bo po prostu nie wiedziałem, że nie wolno tam wjeżdżać" - napisał.
Jak relacjonował dalej, w drodze powrotnej został zatrzymany przez policję i ukaranym mandatem w wysokości 100 zł oraz ośmiu punktów karnych. Nie wiadomo, czy zrobiło to na nim wrażenie.
"Być może w pewnym sensie to wyjątkowe zdjęcie było warte tych 100 złotych" – napisał, choć jednoczesnie zapewnił, że gdyby mógł cofnąć czas, wybrałby pieszą wędrówkę nad Morskie Oko.
Kilka godzin po publikacji pierwszych postów konto influencera na Instagramie zostało zmienione na prywatne, a zawartość ukryta przed osobami, które go nie obserwują. Na niewiele się to zdało, bo post zaczęli już powielać inni internauci.
źr. wPolsce24 za wp.pl/Facebook











