„Pomylił gin lubuski z cytrynówką lubelską” Czarnek bezlitośny dla Kierwińskiego
Do absurdalnej wpadki doszło w momencie, gdy Rosja przeprowadzała atak powietrzny na terytorium Ukrainy. Zamiast do mieszkańców Lubelszczyzny, ostrzeżenie o operowaniu polskiego lotnictwa i zagrożeniu z powietrza trafiło do mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego, Zielonej Góry czy Nowej Soli.
Rząd wystawił się na pośmiewisko
Sprawa wywołała falę oburzenia oraz natychmiastowe reakcje. Przemysław Czarnek komentował z ironią, że szefowi MSWiA Marcinowi Kierwińskiemu, któremu podlega RCB, pomylił się „gin lubuski z cytrynówką lubelską”.
Rzecznik rządu przekazał, że minister spraw wewnętrznych będzie wyjaśniał sprawę, przyznając jednocześnie, że w RCB przydadzą się dodatkowe etaty ze względu na dużą liczbę alertów i napiętą sytuację.
3 osoby na dyżurze
Kontrola poselska przeprowadzona przez posła Janusza Cieszyńskiego odsłoniła wstrząsające warunki pracy w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa. Okazało się, że podczas 24-godzinnego dyżuru w sali operacyjnej pracują równocześnie zaledwie trzy osoby. To na nich spoczywa odpowiedzialność za wysyłanie komunikatów kluczowych dla życia i zdrowia Polaków.
Feralna pomyłka nastąpiła po ponad 9 godzinach ciągłej pracy dyżurnych, co wskazuje na wycieńczenie personelu.
Eksperci alarmują, że niedoinwestowane systemy powiadamiania uderzają w powagę państwa i wysyłają sygnał do wrogich państw, takich jak Rosja, iż Polska ma problem ze sprawnym ostrzeganiem obywateli.
Krytyka płynie także ze strony polityków koalicji – przedstawiciele Lewicy zwracają uwagę na chaos informacyjny – mieszanie alertów pogodowych, ostrzeżeń o szczepionkach na lisy i komunikatów o dronach – oraz brak dedykowanego systemu powiadamiania przy wschodniej granicy.
źr. wPolsce24









