Gwiazda internetu kontra prawda. Co pisał w "Żołnierzu Wolności" ojciec Zychowicza?

O sprawie konfliktu pomiędzy Piotrem Gursztynem a Piotrem Zychowiczem pisze tygodnik "Sieci", którego publicystą jest ten pierwszy. Dziennikarze ujawniają szokującą twórczość ojca Zychowicza.
Niewybredne epitety
„Żydowska szmata”, „szabesgoj”, „menda”, „ch…j”, „krętacz”, „pseudohistoryk” – to niektóre z epitetów, jakimi fani Piotra Zychowicza obrzucają w internecie Piotra Gursztyna. Sam Zychowicz mówi o ubeckich metodach i ataku na rodzinę, wzywając prawicowe media do bojkotu i niezapraszania do swoich programów publicysty tygodnika „Sieci”.
Skrajna prawica (np. różni wariaci od Grzegorza Brauna) połączyła siły z ludźmi Adama Michnika (np. z równie zwariowanym Wojciechem Czuchnowskim), by opluć, zdyskredytować uczciwego człowieka i wnikliwego, rzetelnego autora, jakim jest Piotr Gursztyn.
Co napisał Gursztyn?
O co poszło? O artykuł, w którym Gursztyn zarzucił Zychowiczowi fałszowanie źródeł, rażące błędy rzeczowe w książkach i propagowanie groźnych dla Polski, proniemieckich koncepcji geopolitycznych.
Gursztyn zakwestionował też m.in. głoszoną przez Zychowicza wersję jego rodzinnej historii. Wedle niej autor „Paktu Piłsudski–Lenin” wychował się w patriotycznym, antykomunistycznym domu, w którym żywy był etos ziemiański i rycerski. Elementem tej kreacji była postać ojca Piotra Zychowicza, Andrzeja. W książce „Obłęd ‘44”, mającej obnażyć szaleństwo i bezsens decyzji o wywołaniu powstania warszawskiego, słynny dziś youtuber pisał o jednej z ofiar tego wariactwa – Andrzeju Zychowiczu, który miał walczyć z Niemcami jako żołnierz Szarych Szeregów. „Przenosił amunicję, chodził na zwiady. Wysyłano go na całkowicie bezsensowne i straceńcze misje. Przeżył właściwie cudem” – dowodził Zychowicz junior.
„Problem w tym, że Muzeum Powstania Warszawskiego nie ma w swoich zasobach informacji o tym, żeby uczestnikiem powstania był jakiś Andrzej Zychowicz, urodzony w Puławach w 1927 r., a zmarły w 2002 r. Trudno uwierzyć, aby syn historyk, który chwali się bohaterską przeszłością ojca, nie zadbał o to, by został on odnotowany przez muzeum” – napisał w tygodniku „Sieci” Gursztyn.
„Przez lata nikt nie kwestionował tej autoprezentacji, choć okazało się, że Zychowicz zawdzięcza swoją pozycję społeczną jednej z najgorszych plag w dziejach Polski, czyli właśnie komunizmowi” – stwierdził Gursztyn.
Lektor przy KC PZPR, autor agencji będącej przykrywką komunistycznego wywiadu
„Otóż Zychowicz senior nie był ani ziemianinem, ani powstańcem, ani żołnierzem wyklętym. Był komunistą, i to zaangażowanym” – podkreślił publicysta „Sieci”, przypominając, że Andrzej Zychowicz pełnił m.in. funkcję lektora przy KC PZPR i pracował jako dziennikarz PRL-owskiej prasy, a także w agencji Interpress, która była przykrywką dla działań agenturalnych komunistycznego wywiadu.
Ten „rodzinny” wątek artykułu Piotra Gursztyna wywołał najwięcej emocji i stał się podstawą najpoważniejszych zarzutów wobec publicysty „Sieci”. Dlatego trzeba do niego wrócić.
Wizerunek antykomunisty z dziada pradziada
Postawmy sprawę jasno. Piotr Zychowicz jak każdy z nas nie wybierał sobie rodziców. To, czym zajmowali się jego matka i ojciec, nie ma żadnego znaczenia dla oceny jego życiowych wyborów, poglądów, a tym bardziej książek, podcastów czy artykułów. Ma jednak wielkie znaczenie w sytuacji, kiedy mit ziemiańskich korzeni, wrodzonego antykomunizmu i pięknych rodzinnych wzorców służył do budowania własnej legendy. Wizerunku bezkompromisowego antykomunisty z dziada pradziada, który to wizerunek dał Zychowiczowi uznanie na prawicy, pomagał sprzedawać kolejne książki i nabijać kliki pod filmami na YouTube.
I właśnie obnażeniem tej zapierającej dech w piersiach hipokryzji, a nie – jak kłamie Zychowicz i jego ferajna – „grzebaniem w rodzinnych sprawach” był tekst Gursztyna. Można postąpić tak jak prof. Sławomir Cenckiewicz, który po wykonaniu wnikliwych badań sam ujawnił i opisał działania swojego dziadka, oficera Urzędu Bezpieczeństwa Mieczysława Cenckiewicza. Można też – jak Piotr Zychowicz – opowiadać brednie o antykomunistycznym etosie wyniesionym z domu, a o ojcu lektorze PZPR, uprawiającym najpodlejszą komunistyczną propagandę w PRL-owskiej gadzinówce „Żołnierz Wolności” powiedzieć kilka zdań w jednym z wywiadów. I to wtedy, kiedy mleko (w tym przypadku – prawda) i tak już się wylało.
Czym był "Żołnierz Wolności"?
W obliczu kolejnych manipulacji autora „Wołynia zdradzonego” prezentujemy fragment rozległej twórczości red. Andrzeja Zychowicza. Niech każdy sam wyciągnie wnioski, co był za etos.
Najpierw dwa zdania o tym, czym był „Żołnierz Wolności”, oficjalny dziennik Ludowego Wojska Polskiego, wydawany od 1943 do 1991 r. W skrócie – szmatławcem gorszym od „Trybuny Ludu”. Głównym zadaniem redaktorów „ŻW” było utrzymywanie jednolitego frontu ideologicznego wśród wojskowych, umacnianie sojuszu z bratnim ZSRR, demaskowanie knowań imperialistów z NATO, a także piętnowanie wszelkiej maści wrogów demokracji ludowej w kraju.
Zychowicz-senior pisał o "walkach z bandami"
O czym pisywał na łamach tej gadzinówki Andrzej Zychowicz? Jeden z jego pierwszych tekstów odnajdujemy w numerze z 1956 r. Ojciec „odbrązawiających” mit żołnierzy wyklętych „Skaz na pancerzu” pochylał się – jak po latach jego syn – nad problematyką „walk z bandami”, recenzując na łamach „ŻW” książkę „Biała plama” Janiny Broniewskiej. Autorka, żona Władysława Broniewskiego, a w latach stalinizmu prominentna postać Związku Literatów Polskich (była m.in. sekretarzem POP PZPR w ZLP), stworzyła tę powieść dokumentalną na podstawie m.in. „akt śledczych, rozmów bezpośrednich z bandytami osadzonymi w więzieniu białostockim i wizji lokalnych w terenie”.
Zychowicz senior wytyka primadonnie socrealizmu niedoskonałości artystyczne i nadmierne uproszczenia, ogólnie jednak książkę uważa za istotną. „Walka społeczeństwa przeciwko bandzie »Wiarusa« zostaje przedstawiona niejako w dwóch płaszczyznach: od strony organów bezpieczeństwa i KBW, prowadzących akcję z »urzędu«, oraz od strony mieszkańców białostockiej wsi” – pisze Andrzej Zychowicz.
„Do niewątpliwych osiągnięć autorki należy umiejętne pokazanie, jak coraz bardziej ludzie występujący w imieniu władzy ludowej znajdują pomocną dłoń chłopów, jak coraz bardziej wokół szczupłego zrazu aktywu partyjniaków i ormowców zaczyna konsolidować się gromada. A im bardziej terrorystycznych metod imają się członkowie bandy, im więcej zbrodni i krzywdy ludzkiej idzie ich śladami, tym większy rośnie gniew, tym większa nienawiść. Terror nie niweczy, ale rozbudza ducha walki” – czytamy w artykule sygnowanym przez ojca naszego antykomunisty.
Zychowicz senior snuje też w swojej recenzji przemyślenia na temat ziemiaństwa, warstwy społecznej, której etos wiele dekad później stanie się tak ważny dla jego syna Piotra.
„Kreśląc linię podziału klasowego, biegnącą przez wieś, autorka trafnie wskazuje na to, że nie wyznanie religijne, chociaż członkowie bandy noszą na mundurach ryngrafy, a nawet nie szlacheckie czy chłopskie tradycje leżą u podstaw tego podziału. Z ręki »Wiarusa« ginie jego wuj, człowiek religijny, żyjący nieomal na uboczu zdarzeń, za to tylko, że publicznie potępiał zbrodnie siostrzeńca. Filipkowscy, szlachta szaraczkowa, są wiernymi sojusznikami małorolnych chłopów, z którymi związał ich wspólny los – ta sama sytuacja materialna, ta sama zależność od wiejskich bogaczy”.
Syjoniści i faszyści. Zagraniczne wyjazdy redaktora Zychowicza
Domeną red. Andrzeja Zychowicza była jednak zagranica, co zaowocowało nominacją na zaszczytną funkcję szefa działu w „Żołnierzu Wolności”. Redaktor ze znawstwem opisywał kulisy wielkiego, rozgrywającego się na stu frontach starcia sił postępu z imperialistami. Jego wzrok padał wszędzie, gdzie działo się coś ciekawego. Donosił o bestialstwach wspieranego przez Amerykanów i żołnierzy NATO reżimu „czarnych pułkowników” w Grecji. Kibicował sponsorowanym przez Sowietów ruchom narodowo-wyzwoleńczym w Afryce. Krytykował brytyjski imperializm, stojący za wojną domową w Irlandii Północnej i tak dalej.
Światło kontra ciemność. Postęp kontra wstecznictwo. Wolność kontra niewola. Socjalistyczne przymierze Układu Warszawskiego kontra faszyści z NATO.
Dla przykładu: w jednym z wydań „ŻW” z 1962 r. Zychowicz senior przybliża czytelnikom los ludu pracującego miast i wsi Portugalii pod batem faszysty Salazara. „W Portugalii Salazara czasy pogardy nie minęły” – tytułuje swój tekst ojciec Piotra Zychowicza. Według publicysty „ŻW” ówczesna Portugalia jest państwem „kolonialnym i faszystowskim”, „faszystowskim imperium” wprawdzie „miniaturowym”, „biednym i zacofanym”, „wypełnionym strachem i nienawiścią”, ale groźnym, jest to wszak „państwo należące do NATO”.
Jako specjalista od zagranicy ojciec autora „Paktu Ribbentrop–Beck” często podróżował. Najczęściej chyba na Bliski Wschód, gdzie syjoniści ciągle napadali na bezbronnych Arabów. Redaktor utrzymywał świetne kontakty – jako wysłannik wojskowego pisma z kraju socjalistycznego miał otwarte drzwi do gabinetów najważniejszych wrogów Izraela. W numerze z 3 stycznia 1969 r. specjalni wysłannicy „Żołnierza Wolności” Andrzej Zychowicz i „Żołnierza Polskiego” ppłk. Remigiusz Surgiewicz rozmawiali z gen. Abdelem Riadem, szefem sztabu Zjednoczonej Republiki Arabskiej. Omawiano sytuację w wojnie na wyczerpanie, toczonej pomiędzy syjonistami a wspieranym przez m.in. Związek Sowiecki Egiptem.
Riad podzielił się z gośćmi z Polski swoimi przemyśleniami na temat „ekspansjonistycznej polityki Izraela, stawiającej w niebezpiecznym położeniu państwa arabskie”, którą popierają „siły imperializmu przy użyciu ogromnych środków”.
„Jak Pan Generał ocenia poparcie moralne, polityczne i materialne udzielane Zjednoczonej Republice Arabskie| przez kraje socjalistyczne w je| walce przeciwko Izraelowi i stojącym za nim siłom imperializmu?” – pytają redaktorzy z Polski. „Jak już powiedziałem, syjonizm stanowi przednią straż imperializmu i jego wielkich środków materialnych i tylko z pomocą — powtarzam to jeszcze raz — daną przez państwa socjalistyczne mogliśmy stawić czoło wymierzonym przeciwko nam zbrodniczym planom” – odpowiada egipski generał.
Wyprawy na Bliski Wschód były prestiżowe i ciekawe. Zdarzały się jednak fuchy nudne i sztampowe, np. obsługa zagranicznych wizyt dygnitarzy.
„Serdecznie witała stolica Bułgarii przewodniczącego Rady Państwa PRL Marszałka Polski Mariana Spychalskiego, który wraz z małżonką przybył do bratniego kraju z wizytą przyjaźni. Tradycje tej przyjaźni, sięgające odległych czasów walki oby dwu narodów o wolność, nabrały nowych treści, kiedy Polska i Bułgaria wkroczyły na drogę budowy socjalizmu” – czytamy w korespondencji Andrzeja Zychowicza z bratniego państwa z października 1969 r.
Debaty z najważniejszymi osobami komunistycznej propagandy
Przełom lat 60. i 70 XX w. był niewątpliwie czasem rozkwitu dziennikarskiej kariery Andrzeja Zychowicza. Tak wiele się wtedy działo na świecie! Trzeba było np. udzielić „bratniej pomocy” targanej kontrrewolucją Czechosłowacji. Praga od dawna była bowiem celem imperialistycznych knowań, które demaskował Zychowicz senior.
Komentując podpisanie 1 marca 1967 r. układu o przyjaźni, współpracy i wzajemnej pomocy zawartym na dalszych 20 lat pomiędzy PRL a Czechosłowacką Republiką Socjalistyczną publicysta uznał, że jest on ostrzeżeniem „pod adresem Kiesingera [Kurt Georg Kiesinger, kanclerz RFN w latach 1966–1969 – przyp. red.] i stojących za nim sil, że droga na Wschód raz na zawsze jest zamknięta”.
„Tym większego znaczenia nabierają postanowienia obronne układu polsko-czechosłowackiego, że pieczętują przymierze, które wspiera cała potęga Związku Radzieckiego i innych państw Układu Warszawskiego”.
Potęga ta wkrótce została sprawdzona w boju, radzieckie i polskie czołgi wjechały do Czechosłowacji. By zapobiec najgorszemu, rzecz jasna.
„Wydarzenia w Czechosłowacji otworzyły nam oczy na wiele spraw” – czytamy w relacji z debaty poświęconej stłumieniu Praskiej Wiosny, zamieszczonej w wydaniu „ŻW” z 5 września 1968 r. Dyskutowały same znakomitości, m.in. płk dr Józef Baryła, ówczesny szef Zarządu Propagandy Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego, szef Wojskowego Instytutu Historycznego płk prof. dr Tadeusz Jędruszczak, a także szef organu tzw. ruchu marcowego Prawo i Życie, wiodący ideolog czystek antysemickich dr Kazimierz Kąkol. Redakcję „Żołnierza Wolności” reprezentowali redaktor naczelny pisma płk Konstanty Korzeniecki, jego zastępca płk Wacław Lang i kierownik działu zagranicznego Andrzej Zychowicz.
„Witając w naszej redakcji kolejne grono pracowników frontu ideologicznego, znanych polskich dziennikarzy prasy, radia i telewizji — mam zaszczyt zaprosić do kolejnej dyskusji. Tym razem o problemach czechosłowackich” – otworzył dyskusję red. Korzeniecki.
Uczestnicy zgodzili się, że „główna taktyka sił wrogich w Czechosłowacji” polegała przede wszystkim na tym, „iż słuszny program odnowy uchwalony na styczniowym plenum zaczynał być stopniowo i coraz bardziej zuchwale wykorzystywany dla celów antysocjalistycznych”.
„Nie wolno nam ani na chwilę zapominać o realnym zagrożeniu naszego bezpieczeństwa przez siły NATO” – grzmiał płk Baryła, którego zdaniem Praska Wiosna wpisywała się w doktrynę złowrogiego, imperialistycznego sojuszu.
„Plany te w sferze politycznej obliczane są na rozbicie zwartości obozu socjalistycznego i kolejne wyłuskiwanie z niego państw socjalistycznych. Zawierają one w sobie również określone konsekwencje militarne, których główną ideą jest doprowadzenie do zmiany układu sił na korzyść imperializmu, umocnienie pozycji wyjściowych do agresji przeciwko państwom socjalistycznym” – dodawał szef wojskowej propagandy.
Dyskutanci przestrzegali przed powtórką „wydarzeń czechosłowackich” w Polsce. „Nie możemy pozwolić, aby walka toczyła się na tym polu, które wróg wybiera" – grzmiał Kazimierz Kąkol.
„Rewizjoniści żerują na wszystkim tym, co stanowi słabość kultury naszej pracy partyjnej” – alarmował redaktor naczelny „Chłopskiej Drogi” Mieczysław Róg-Świostek.
Red. Zychowicz mówił głównie o knowaniach Niemiec Zachodnich, które na szczęście zostały rozszyfrowane, a kontrrewolucję zatrzymały radzieckie i polskie czołgi. Ale trzeba być czujnym.
„Dziś z kolei niepowodzenie planów NRF wobec Czechosłowacji, fakt zawarcia porozumienia moskiewskiego, stały się odskocznią dla Bonn do nowego zaostrzenia sytuacji. Tuzy bońskiego militaryzmu, Kielmansegg i Trettner, natychmiast podnieśli zastrzeżenia pod adresem NATO, dowodząc, że pakt ten nie jest zdolny do opanowywania kryzysów. Wnioski wiadome — dalsza rozbudowa Bundeswehry, Bonn odmawia podpisania układu o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej, wyścig zbrojeń pod egidą NATO” – kreślił obraz sytuacji ojciec Piotra Zychowicza.

Śmierć w dżungli i wojna psychologiczna
Ów czas to także tragedia wojny w Wietnamie. Zychowicz senior zapełnił wiele szpalt opisami napaści amerykańskich imperialistów na miłujący pokój naród wietnamski.
„Śmierć w dżungli i jawnie okazywana nienawiść na ulicach Sajgonu – oto z czym się spotykają amerykańscy żołnierze” – pisze Andrzej Zychowicz w artykule „W dżungli i na ulicach Sajgonu” z 4 września 1970 r. Obok umieszonej na pierwszej stronie zapowiedzi tekstu Zychowicza pyszni się pean na cześć „wielkiego patrioty”, marszałka Polski Michała Żymierskiego z okazji 80. rocznicy urodzin tego agenta NKWD i Gestapo.
Jako „pracownik frontu ideologicznego” redaktor Zychowicz musiał się interesować sprawami wojny psychologicznej i propagandowej. Temu zagadnieniu była poświęcona redakcyjna dyskusja „Żołnierza Wolności” z 1968 r. Omówiono wiele zagrożeń: wrogie rozgłośnie radiowe, amerykańskie filmy, z których sączy się antysocjalistyczna propaganda, ukrywanie prawdy o syjonizmie, konieczność szkolenia żołnierzy w zakresie przeciwdziałania operacjom psychologicznym.
Red. Andrzej Zychowicz skupił się na „udziale części prasy zachodniej w wojnie psychologicznej”. „Niektóre dzienniki i czasopisma są finansowane przez organy wywiadu, przede wszystkim amerykańskiego” – ostrzegał.
„Ta część prasy krajów kapitalistycznych, która bierze udział w wojnie psychologicznej, zmierza do urabiania własnego społeczeństwa w duchu antykomunizmu, a w wielu wypadkach w duchu skrajnego szowinizmu — przykładem publikacje ukazujące się w NRF i Izraelu. Drugą stroną tej działalności jest odwrócenie uwagi od brudnych spraw imperializmu, takich jak wojna w Wietnamie, agresja Izraela czy wzrost sił neohitlerowskich” – tłumaczył.
„Sądzę, że ważnym zadaniem naszej pracy dziennikarskiej jest nieustanna kontrofensywa, polemika z tymi kampaniami prasowymi i atakami. Nie tyle może nawet obrona przed zarzutami, ile ukazywanie mechanizmu działania, pokazywanie tego, co się kryje za kulisami takich czy innych wymierzonych przeciw nam akcji prasowych” – puentował swoją wypowiedź Andrzej Zychowicz.

Ataki na "Wolną Europę"
W artykule „Ciemna strefa działalności radiowej” z 1970 r. recenzuje z kolei bardzo ważną jego zdaniem książkę Leszka Gabriela i Władysław Zielińskiego pod tytułem „Zatrute fale”, wydaną przez MON w cyklu „Ideologia, Polityka, Obronność”.
„Trzeba powiedzieć, że lektura omawianej książki zmusza do pesymistycznych refleksji. Wiadomo, jak wielką rolę może odgrywać i odgrywa radio dla rozpowszechnienia kultury i nauki, dla rzetelnego informowania o wydarzeniach na całym świecie, jak doniosłe znaczenie może mieć dla zbliżenia między narodami. A tymczasem obok tej twórczej działalności, istnieje cała ciemna strefa, w której nie obowiązują żadne zasady, ani etyki, ani prawa w prowadzeniu propagandy radiowej. Autorzy omawianej książki przypominają, że duchowym ojcem tej ciemnej działalności radiowej był minister propagandy III Rzeszy, Goebbels” – pisał Andrzej Zychowicz.
„Koniec hitlerowskiego imperium nie oznaczał jednak kresu dla stosowania metod wymyślonych przez hitlerowskiego arcymistrza kłamstwa. Aż po dziś dzień próbuje się w mniej lub więcej zręcznej formie siać zamęt w krajach, które są obiektem psychologicznych operacji, kształtować opinię publiczną według schematów wygodnych dla pewnych państw kapitalistycznych” – podkreślał.
Pogrobowcy Goebbelsa odnajdują swoje miejsce w redakcjach „różnych »Wolnych Europ«, »Wolnych Azji« i innych wolnych od skrupułów radiostacji”. „[…] w dywersyjnych audycjach próbuje się stworzyć pozory troski o sprawy atakowanego państwa, ba – w przypadku audycji wymierzonych przeciwko państwom socjalistycznym – pozory troski o sprawę socjalizmu, o czystość ideologii komunistycznej itp.” – czytamy w recenzji „Zatrutych fal” autorstwa Zychowicza seniora.
„Po raz pierwszy chyba w literaturze poświęconej wojnie psychologicznej ukazano mechanizm propagandy syjonistycznej, zarówno na przykładzie audycji radia »Kol Izrael«, jak i innych, (np. »Wolnej Europy«) wprzęgniętych do tego samego rydwanu” – zachęcał do lektury red. Andrzej Zychowicz.
A my zachęcamy –także fanatycznych obrońców rodzinnej czci Piotra Zychowicza – do wyciągnięcia wniosków.
źr. wPolsce24 za tygodnik "Sieci"











