Potężny bunt w fabrykach Boscha przeciwko unijnym przepisom „Politycy, obudźcie się, bo zaleje nas tania chińszczyzna!”

Zderzenie z brutalną rzeczywistością jest dla europejskiego przemysłu niezwykle bolesne. Podczas gdy Unia Europejska przez lata forsowała rygorystyczne przepisy klimatyczne i zakazy dla aut spalinowych, Chiny po cichu dotowały swoje koncerny, manipulowały walutą i przygotowywały się do przejęcia rynku. Teraz chińskie „elektryki” zalewają Stary Kontynent, a europejscy giganci, tacy jak Bosch, stoją na skraju przepaści.
Stutysięczna rzeź etatów to dopiero początek?
Liczby są przerażające. Tylko w 2025 roku w europejskiej branży zlikwidowano 50 tysięcy miejsc pracy, a w tym roku z mapy znika niemal drugie tyle! Szef rady zakładowej Boscha, Frank Sell, nie owija w bawełnę i wprost ostrzega przed katastrofą w nadchodzącej dekadzie.
Apelujemy do polityków, by zrobili wszystko, co możliwe, by chronić nasze miejsca pracy i przemysł. Jeśli nie zyskamy przestrzeni do oddechu, te etaty będą bezpowrotnie utracone" – alarmuje Sell, przypominając, że tylko w europejskich zakładach Boscha aż 40 tysięcy stanowisk jest powiązanych z tradycyjną motoryzacją spalinową.
Frustracja załogi sięga zenitu. Świetnym przykładem unijnych absurdów i przestrzelonych inwestycji są linie produkcyjne napędów wodorowych do ciężarówek, w które Bosch wpompował potężne pieniądze. Efekt? Maszyny stoją bezużyteczne, bo na rynku po prostu nie ma popytu na tę technologię.
Związkowcy żądają twardego protekcjonizmu
Pracownicy (reprezentujący 74 tys. osób w samych Niemczech) mają dość unijnej nie mocy. Domagają się radykalnych działań: dopłaty do samochodów elektrycznych mają trafiać tylko i wyłącznie do tych pojazdów, których wszystkie części wyprodukowano w Europie. To potężny policzek dla niemieckiego rządu, który proponował zaledwie 70-procentowy próg lokalnych komponentów.
Co więcej, pracownicy Boscha żądają od Brukseli realnego wydłużenia życia silników spalinowych i hybryd. Poluzowanie limitów emisji i mgliste obietnice dotyczące paliw alternatywnych to dla nich stanowczo za mało, by uratować branżę przed ostatecznym zakazem sprzedaży aut spalinowych w 2035 roku.
Bunt wisi w powietrzu
Frank Sell przyznaje, że grunt pali się wszystkim pod nogami.
Potrzebujemy czasu, w przeciwnym razie w ciągu najbliższych pięciu, sześciu lat zostaniemy całkowicie zalani przez chińskie produkty" – ostrzega.
Szef rady zakładowej uderza też prosto w elity polityczne, oskarżając je o czystą hipokryzję. Deklaracje o „pełnym zrozumieniu” nie przekładają się na żadne realne decyzje, a czas ucieka. Jeśli Berlin i Bruksela natychmiast nie zmienią kursu, wyślą na bruk setki tysięcy ludzi, a „spokój społeczny” w Europie stanie się jedynie mglistym wspomnieniem.
źr. wPolsce24 za Euronews









