Bogaty region? Aż 25 milionów Europejczyków nie stać na auto. Bruksela szykuje dla nich kolejny cios

Oficjalny raport Eurostatu poświęcony deprywacji materialnej w Unii Europejskiej przynosi twarde liczby. Średnio 5,5% obywateli państw członkowskich żyje w gospodarstwach domowych, których po prostu nie stać na zakup i utrzymanie samochodu osobowego.
Choć w statystykach to „tylko” kilka procent, w realiach demograficznych oznacza to armię niemal 25 milionów ludzi odciętych od swobodnej mobilności z biedy. Co ciekawe, na szczycie zestawienia znalazły się kraje zmagające się z ogromnymi obciążeniami fiskalnymi i kosztami życia, jak Finlandia, gdzie wskaźnik sięga aż 11,3%, czy Węgry z wynikiem 10,4%.
Samochód to nie kaprys, to codzienne życie
W gabinetach unijnych urzędników oraz w wielkich aglomeracjach zachodniej Europy dominuje przekonanie, że własny środek transportu to relikt przeszłości, z którego łatwo zrezygnować na rzecz roweru cargo, metra lub szybkiej kolei. Tyle że rzeczywistość prowincji, mniejszych miasteczek i wsi wygląda zgoła odmiennie.
Dla milionów rodzin w Europie – w tym setek tysięcy polskich domów – samochód jest warunkiem koniecznym do przetrwania: dojazdu do zakładu pracy, dowiezienia dzieci do szkoły czy wizyty u lekarza specjalisty w sąsiednim powiecie. Tam, gdzie transport publiczny został zredukowany lub nie istnieje, rezygnacja z auta oznacza faktyczne wykluczenie cywilizacyjne i bezrobocie.
W Polsce odsetek ten utrzymuje się na relatywnie niskim poziomie (ok. 3,4%), co wynika głównie z determinacji mieszkańców i chłonności rynku aut z drugiej ręki. Polacy, mając świadomość braków w lokalnej komunikacji, zaciskają pasa i kupują kilkunastoletnie, sprawdzone pojazdy, by zapewnić byt swoim rodzinom. Jednak ten bufor bezpieczeństwa właśnie staje się celem brukselskich ideologów.
Zielony walec uderzy w najsłabszych
Zamiast odpowiedzi na problem biedy transportowej, Bruksela przygotowuje rozwiązania, które wprost windują koszty przemieszczania się:
-
System ETS 2: Nadchodzące objęcie transportu indywidualnego systemem opłat za emisje przełoży się bezpośrednio na skok cen paliw na stacjach benzynowych, drenaż kieszeni kierowców i uderzenie w koszty dostaw podstawowych produktów.
-
Zakaz aut spalinowych od 2035 roku: Administracyjny przymus przechodzenia na drogie pojazdy elektryczne pozbawi miliony gospodarstw domowych dostępu do tanich aut używanych. Dla przeciętnego kierowcy nowy elektryk pozostanie towarem luksusowym.
-
Miejskie strefy wykluczenia (SCT): Administracyjne restrykcje wjeżdżania do centrów miast starszymi autami najmocniej godzą nie w zamożnych właścicieli nowych hybryd, lecz w mieszkańców obrzeży dojeżdżających do pracy starszym modelem.
Elitaryzm zamiast solidarności
Liczby Eurostatu są bezlitosne: ubóstwo transportowe w Europie nie jest marginesem, lecz realnym problemem dla milionów rodzin na Starym Kontynencie. Zamiast wspierać rozwój gospodarczy i zamożność obywateli, europejski aparat urzędniczy forsuje kurs, który z prawa do posiadania własnego transportu ponownie czyni przywilej dla najbogatszych.
Jeśli unijni decydenci nie zweryfikują swoich założeń i nie powstrzymają fali kolejnych podatków emisyjnych, te 25 milionów wykluczonych Europejczyków błyskawicznie powiększy się o kolejne miliony obywateli, których po prostu nie będzie stać na dojazd do pracy.
To jest plan unijnych elit dla naszego kontynentu?
źr. wPolsce24 za Eurostat









