Miało być eldorado, jest mieszkaniowy dramat. Polska pod rządami Donalda Tuska na szarym końcu Europy

Przed wyborami Polacy słyszeli potok obietnic: inflacja miała spadać, koszty życia maleć, a mieszkania miały stać się powszechnie dostępne. Rzeczywistość po kilkunastu miesiącach rządów „koalicji 13 grudnia” okazuje się jednak dla polskich rodzin koszmarem. Potwierdzają to nie polityczne deklaracje, lecz twarde liczby i analiza ponad 18 milionów ofert w 31 krajach Starego Kontynentu.
Dno europejskiej tabeli. Tak źle nie ma nigdzie
Z opublikowanego raportu wiedeńskich badaczy wynika, że Polska jest najgorszym krajem w Europie pod względem relacji cen mieszkań do realnych dochodów i kosztów obsługi długu.
Nawet przy zaciągnięciu morderczego, 30-letniego kredytu hipotecznego i przeznaczeniu na ratę aż 1/3 średnich miesięcznych dochodów, przeciętny Polak jest w stanie kupić lokal o powierzchni maksymalnie 50 mkw. W żadnym innym z 31 badanych państw europejskich sytuacja nie jest tak tragiczna. Dla porównania, w większości regionów Europy Zachodniej i Północnej taki wysiłek finansowy pozwala na zakup lokali znacznie większych i w o wiele bardziej godnych warunkach.
30 lat kredytu na… ciasną kawalerkę
Prawdziwym symbolem porażki obecnej polityki gospodarczej staje się kwestia najmniejszych lokali. Z raportu TU Wien wynika, że o ile w krajach skandynawskich czy na południu Europy małe mieszkanie do 25 mkw. spłaca się zazwyczaj w czasie krótszym niż 20 lat, o tyle w Polsce okres ten nierzadko przekracza 30 lat.
Pół życia w niewolniczym długu, by spłacić 25-metrową „klatkę” – oto ponura perspektywa, jaką obecny obóz władzy zgotował wchodzącym w dorosłość młodym ludziom. W wielkich ośrodkach, takich jak Warszawa, Kraków czy Gdańsk, zakup mikroapartamentu pochłania grubo ponad 30-35% miesięcznego wynagrodzenia netto, co dla wielu singli czy młodych małżeństw oznacza faktyczną barierę nie do przejścia.
Drożyzna kredytowa i bankowe żniwa
Co składa się na ten dramatyczny bilans? Przede wszystkim zbieg rosnących kosztów życia, stagnacji realnych możliwości nabywczych oraz drakońskich kosztów kredytów hipotecznych.
W czasie gdy rządy w Europie starają się chronić obywateli przed lichwą i wspierać podaż, w Polsce banki notują rekordowe zyski odsetkowe. Oprocentowanie kredytów mieszkaniowych nad Wisłą należy do najwyższych w UE, podczas gdy oprocentowanie depozytów i oszczędności Polaków pozostaje na głodowym poziomie. Zamiast zdecydowanych działań osłonowych czy realnego wsparcia dla rodzimego budownictwa, obóz Tuska miesiącami mamił opinię publiczną sporem o dopłaty do kredytów, co deweloperom dawało pretekst do trzymania wyśrubowanych cen, a kupujących wpędziło w stan paraliżu i niepewności.
Uderzenie w polską rodzinę i demografię
Sytuacja ta bije bezpośrednio w fundamenty bytu narodowego: w młodych Polaków i rodziny planujące dzieci. Jak zauważają autorzy raportu, Polska – która przez dekady szczyciła się wysokim odsetkiem własności mieszkaniowej – dzieli się dziś dramatycznie na tych, którzy mają własne lokum z dawnych lat, młode pokolenie, które zostało odcięte od perspektywy stabilizacji oraz "inwestorów", którzy kupili kilkanaście mieszkań i teraz zarabiają na wynajmie.
Brak dachu nad głową i perspektywa kilkudziesięciu lat spłacania horrendalnych odsetek to prosta droga do pogłębienia zapaści demograficznej oraz kolejnej fali emigracji młodych, wykształconych ludzi. Zamiast obiecanego „europejskiego standardu”, Polacy pod sterami obecnego rządu otrzymali jedne z najmniej dostępnych mieszkań w Europie i drożyznę, jakiej na rynku nieruchomości nie widziano od lat.
źr. wPolsce24 za businessinsider.com.pl









