Klimatyczny obłęd czy nowy gigantyczny biznes? Dania zaczyna wtłaczać CO₂ pod dno Morza Północnego. Czy grozi nam gigantyczna katastrofa?

Oficjalny przekaz unijnego establishmentu brzmi jak laurka: Dania rzekomo „ratuje planetę”. Koncern chemiczny INEOS wraz z partnerami uruchomił instalację, która w pierwszej fazie ma pochłaniać 400 tysięcy ton CO₂ rocznie, by do końca dekady zwiększyć tę liczbę do 4–8 milionów ton. Skroplony gaz, zwożony ciężarówkami i transportowany specjalnym statkiem „Carbon Destroyer 1”, trafia do wyeksploatowanego złoża naftowego Nini West, około 200–250 km od wybrzeża Danii, gdzie jest wtłaczany 1800 metrów pod dno morskie.
Obecny na uroczystości unijny komisarz ds. energii Dan Jørgensen ogłosił sukces, twierdząc, że to „nowy front w walce ze zmianami klimatu” i droga do ocalenia unijnego przemysłu. Jednak pod tą patetyczną retoryką kryją się znacznie bardziej przyziemne realia.
Dlaczego to robią? Unijny bat i ucieczka przed katastrofą
Projekt Greensand nie powstał z bezinteresownej troski o przyrodę. To bezpośredni skutek drakońskich regulacji, jakie Bruksela narzuca państwom członkowskim. W ramach tzw. Net-Zero Industry Act (NZIA) Unia wyznaczyła sztywny cel: do 2030 roku na terenie wspólnoty ma funkcjonować infrastruktura magazynująca co najmniej 50 milionów ton CO₂ rocznie.
Europejski przemysł ciężki – hutnictwo, cementownie, zakłady nawozowe i chemiczne – został postawiony pod ścianą. Przez spekulacyjny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS), drastycznie podnoszący koszty produkcji, europejskie fabryki przegrywają konkurencję z Chinami, Indiami czy USA, gdzie nikt nie obkłada przedsiębiorców ideologicznymi daninami.
Dla wielkich koncernów technologia CCS (ang. Carbon Capture and Storage – wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla) stała się ostatnią deską ratunku przed przymusową likwidacją zakładów lub ich ucieczką poza granice Europy. Sam szef koncernu INEOS, Jim Ratcliffe, otwarcie przyznał, że kontynent nie może osiągnąć mitycznego „zeroemisyjności” poprzez zamykanie fabryk i eksportowanie miejsc pracy.
Wychwytywanie i grzebanie gazu pod dnem morza to zatem kosztowna próba obejścia absurdalnych barier, które Bruksela sama na gospodarkę nałożyła.
Co to oznacza w praktyce? Nowy podatek i drenowanie kieszeni
Uruchomienie projektu Greensand to formalny początek nowego, wartego miliardy euro rynku komercyjnego składowania emisji. Dania, podobnie jak wcześniej Norwegia z projektem „Northern Lights”, chce stać się unijnym hubem utylizacji CO₂ i czerpać z tego gigantyczne zyski.
Oznacza to jednak fatalne wieści dla zwykłych obywateli i państw takich jak Polska:
-
Dalszy wzrost cen produktów: Technologie CCS są skrajnie skomplikowane i astronomicznie drogie. Budowa specjalnych gazowców, infrastruktury kompresyjnej, terminali portowych i rurociągów kosztuje miliardy. Kto za to zapłaci? Ostatecznie koszty wychwytywania i magazynowania gazu zostaną przerzucone na konsumentów w cenach materiałów budowlanych, energii, nawozów i żywności.
-
Pogłębienie podziału na kraje „rdzenia” i peryferia: Bogatsze państwa północnej Europy, dysponujące podmorskimi złożami po wyczerpanej ropie, będą pobierać od przemysłu z reszty kontynentu gigantyczne opłaty za „przyjęcie” gazu.
Czy to czymś grozi? Eksperyment pod morskim dnem
Entuzjaści projektu zapewniają, że skały pod dnem Morza Północnego zostały dokładnie zbadane, a ryzyko jest zerowe. Jednak w kręgach inżynierów i geologów pojawia się zasadne pytanie: czy wtłaczanie milionów ton sprężonego gazu pod wysokim ciśnieniem pod dno morskie jest w pełni bezpieczne?
-
Ryzyko rozszczelnienia i ucieczki gazu: Dwutlenek węgla w stężonej postaci jest gazem duszącym i cięższym od powietrza. Ewentualny gwałtowny wyciek w rejonie platformy wiertniczej lub na trasie transportu morskiego stanowiłby śmiertelne zagrożenie dla ludzi pracujących przy instalacji.
-
Zakwaszenie ekosystemów morskich: Stopniowe sączenie się CO₂ przez uskoki tektoniczne lub nieszczelne odwierty może doprowadzić do lokalnego, gwałtownego zakwaszenia wód morskich, niszcząc faunę i florę Morza Północnego.
-
Aktywność sejsmiczna: Doświadczenia z wtłaczaniem płynów i gazów pod ziemię (np. przy szczelinowaniu hydraulicznym) pokazują, że gwałtowne zmiany ciśnienia w formacjach geologicznych mogą wywoływać zjawisko tzw. sejsmiczności indukowanej – mikrowstrząsy, które z czasem mogą naruszyć strukturę składowiska.
Unijni technokraci świętują inaugurację „zielonego postępu”, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że zamiast zrewidować utopijną politykę klimatyczną niszczącą europejską gospodarkę, Bruksela woli uprawiać technologiczną ekwilibrystykę i zakopywać problem – dosłownie – pod morskim dnem. Na koszt podatników i konsumentów.
źr. wPolsce24 za thehindu.com









