Gospodarka

Nowy bat na właścicieli działek. Za gałęzie czy gruz grozi sąd. Czeka nas lawina donosów

opublikowano:
Ogródki działkowe staną się miejscem wojny sąsiedzkiej
Ogródki działkowe staną się miejscem wojny sąsiedzkiej (fot. shutterstock)
Własność prywatna w Polsce kurczy się na naszych oczach, ustępując pola wszechobecnej biurokracji i państwowemu wścibstwu. Jak donosi portal Forsal.pl, Twoja własna, działka przestaje być Twoją twierdzą.

Wystarczy, że na własnym podwórku złożysz gałęzie po wiosennej wycince, odłożysz opony lub gruz po remoncie, a nadgorliwy sąsiad – zamiast po ludzku pogadać – natychmiast wezwie na Ciebie służby. Efekt? Mandaty, nękanie przez Straż Miejską, a w finale nawet rozprawa przed sądem. Witamy w realiach urzędniczego terroru i nowego, sankcjonowanego prawem donosicielstwa.

Moja działka, nie moja sprawa?

Przez wieki kanonem polskiego poczucia wolności była zasada: „Wolność Tomku w swoim domku”. Polak na swojej ziemi gospodarował tak, jak uważał za stosowne. Niestety, współczesne ustawodawstwo idzie w kierunku totalnej kontroli i regulacji każdego aspektu naszego życia.

Zgodnie z bezduszną literą prawa – a konkretnie art. 117 Kodeksu wykroczeń – na właścicielach nieruchomości ciąży restrykcyjny obowiązek utrzymania „czystości i porządku” nie tylko na samej działce, ale również wokół niej (w tym na przylegającym chodniku).

Co to oznacza w praktyce? O tym, co jest „porządkiem”, a co „bałaganem”, nie decydujesz już Ty, ale urzędnik lub wezwany na miejsce strażnik miejski. Pozostałości po remoncie, materiały budowlane, składowane drewno czy nieszczęsne stare opony mogą zostać uznane za nielegalne składowisko odpadów.

Kara za to wykroczenie wynosi  do 1500 złotych grzywny lub naganę. Co najgorsze, machina urzędnicza potrafi być bezwzględna: mandaty mogą być nakładane wielokrotnie, aż do momentu, w którym właściciel ugnie się przed żądaniami władzy i uprzątnie teren zgodnie z urzędniczym widzimisię.

Od donosu sąsiada do sali sądowej

Najbardziej niepokojącym elementem tej układanki jest jednak niszczenie tradycyjnych więzi społecznych. Zamiast sąsiedzkiej solidarności, rozmowy przez płot i wzajemnej pomocy, państwo promuje i ułatwia kulturę donosu. Jeśli sąsiadowi nie podoba się widok gałęzi na Twojej posesji, zamiast zapukać do drzwi, wybiera numer do służb mundurowych.

Jak podają media, ignorowanie wezwań do „uporządkowania” własnej ziemi kończy się bezwzględną ścieżką sądową. W rażących przypadkach, dotyczących na przykład zaniedbanych, starych budynków czy ruin (gdzie wkraczają przepisy art. 67 Prawa budowlanego), nadzór budowlany może nałożyć karę sięgającą nawet 5 tysięcy złotych, a sprawa może otrzeć się o odpowiedzialność cywilną, a nawet karną. Służby coraz częściej nie znają litości, sprawdzając posesje z aptekarską dokładnością i traktując wolnych ludzi jak przestępców na ich własnym gruncie.

Urzędnicza pętla zaciska się na gardle Polaków

Przypadek ten idealnie obrazuje szerszy, niepokojący trend. Pod płaszczykiem dbania o estetykę, ekologię czy mityczny „porządek społeczny”, krok po kroku odbiera się obywatelom autonomię. Państwo i samorządy chcą decydować o wszystkim: o tym, jak wysoki masz żywopłot, czym palisz w piecu, a teraz – jak idealnie przystrzyżony i pusty ma być Twój własny trawnik.

Jeśli nie postawimy tamy temu pełzającemu etatyzmowi, niedługo o kolorze elewacji, liczbie skrzynek z narzędziami w ogrodzie czy sposobie układania drewna kominkowego decydować będzie komisarz polityczno-urzędniczy. Prawo powinno chronić obywatela i jego własność, tymczasem coraz częściej staje się narzędziem opresji w rękach zawistnych sąsiadów i nadgorliwych urzędników. Czas najwyższy zadać pytanie: gdzie kończy się dbałość o czystość, a zaczyna jawny zamach na resztki naszej osobistej wolności?

źr. wPolsce24 za forsal.pl

Gospodarka

Gdzie można oddawać plastikowe butelki? System kaucyjny w Polsce

opublikowano:
screenshot-www_youtube_com-2024_10_11-09_22_39
Grzegorz Szafraniec, redaktor Gazety Bankowej i portalu wGospodarce.pl, tłumaczy, jak będzie działał system kaucyjny w Polsce.
Gospodarka

Tysiące Polaków zapłacą większe podatki. Podwyżki sprytnie ukryto

opublikowano:
supermarket-5202138_1280
Inflacja zjada nasze pensje, a Tusk w podatkach zabierze ich podwyżki?
Miało być podniesienie kwoty wolnej od podatków do 60 tys. złotych, będzie podniesienie samych podatków. Chodzi o tzw. ukrytą podwyżkę podatku dochodowego PIT.
Gospodarka

Drastyczny wzrost cen żywności. Podwyżki drenują nasze kieszenie

opublikowano:
2410-25 - graf2
Wzrastają ceny w sklepach (fot. PiS)
Miało być taniej, jest jeszcze drożej. Choć Donald Tusk obiecywał, że wraz z dojściem do władzy powstrzyma wzrost cen jedzenia, na skutek jego decyzji, takich jak zniesienie "zerowego" VAT-u na żywność, ceny podstawowych produktów drastycznie rosną. PiS opublikował specjalny spot, który uderza w rząd
Gospodarka

"Dziura Tuska pustoszy budżet Polski". To odbije się na finansach nas wszystkich

opublikowano:
mid-24a30064
Przewodniczący KP PiS Mariusz Błaszczak oraz posłowie PiS Mateusz Morawiecki, Zbigniew Kuźmiuk i Małgorzata Golińska podczas konferencji prasowej o dziurze budżetowej (fot. PAP/Albert Zawada)
Mamy do czynienia z największym deficytem budżetowym w historii Polski. Rząd wydaje rekordowe kwoty, jednocześnie tnąc pieniądze na służbę zdrowia, czy strategiczne inwestycje. Wystarczyło kilka miesięcy rządów tej ekipy, by sytuacja państwa drastycznie się pogorszyła.
Gospodarka

Gdzie są pieniądze z naszych podatków? KAS odbierane są narzędzia do ścigania podatkowych oszustów

opublikowano:
mid-24b07006
Gdzie są nasze pieniądze z podatków panie premierze? (fot. PAP/Leszek Szymański)
"Pieniędzy nie ma i nie będzie" - te słowa Jacka Vincenta Rostowskiego, ministra finansów w drugim rządzie Donalda Tuska, na dobre przylgnęły do polityki obecnego premiera. Niestety, kolejna kadencja Platformy Obywatelskiej to znowu okres zapaści finansów publicznych. Gdzie podziały się pieniądze z naszych podatków? Pytał w Sejmie poseł PiS Zbigniew Bogucki. Jest mniejszy nacisk na walkę z przestępczością - odpowiada urzędniczka z Krajowej Administracji Skarbowej.
Gospodarka

Daniel Obajtek, były prezes Grupy Orlen, skomentował wyniki finansowe koncernu. Padły słowa o "zaorywaniu"

opublikowano:
AWIK_Obajtek_30012024_34 (1)
Daniel Obajtek przygląda się ze smutkiem jak firma, którą rozwijał jest dziś zwijana (fot. Fratria/Andrzej Wiktor)
Były prezes Grupy Orlen, a obecnie europoseł Daniel Obajtek skomentował wyniki finansowe jakie koncern opublikował w środę wieczorem. Fatalne dane, jakie przedstawił Orlen są drastycznie niższe od tych jakie notowała Grupa pod kierownictwem Obajtka. Szymon Hołownia mówi wprost: trzeba przekuć ten balon wielkich inwestycji związanych z marzeniami o wielkiej spółce.