Norwegowie wściekli na Polaków. Co im się nie podoba?

Oficjalnie przyczyną ma być masowe pobieranie zasiłków, które zaczyna poważnie ciążyć skandynawskiemu systemowi. W tle pojawia się jednak gigantyczna hipokryzja mediów głównego nurtu.
Do imigrantów z Polski przed laty przylgnęła już niesprawiedliwa łatka „zasiłkobiorców” na Wyspach Brytyjskich. Gdy tamtejszy temat ucichł, wektor oskarżeń zmienił kierunek. Dziś to Norwegowie głośno wyrażają wściekłość, a liberalne media grzmią: „Polacy są na garnuszku Oslo i drenują budżet państwa!”. Czy rzeczywiście mamy się czego wstydzić, czy może jesteśmy świadkami wygodnej manipulacji, która ma odwrócić uwagę od znacznie większego problemu?
Liczby, które rzucają cień na wizerunek pracowitego Polaka
Dane NAV przedstawione przez Kamila Markiewicza na łamach portalu finansowego FXMAG są – na pierwszy rzut oka – bezwzględne dla naszej diaspory. Wynika z nich, że Polacy są jedną z grup imigrantów, która wyciąga z norweskiego systemu opieki społecznej gigantyczne środki. Doszło do sytuacji, w której obywatele RP pobierają z tamtejszego budżetu więcej pieniędzy niż imigranci z Afryki, Azji oraz obu Ameryk… razem wzięci!
Największe kontrowersje wzbudza zasiłek dla bezrobotnych. Z puli 420 milionów koron norweskich (ok. 165 mln zł) przeznaczonych na ten cel, do kieszeni Polaków trafia ponad połowa – aż 231 milionów koron (ponad 91 mln zł)!
To jednak nie wszystko. Polscy imigranci niezwykle chętnie korzystają również ze świadczeń chorobowych. W samym tylko ubiegłym roku na zasiłki chorobowe dla osób z polskim paszportem przeznaczono zawrotną kwotę 799 milionów koron (ponad 313 mln zł). Skandynawscy urzędnicy zwracają uwagę na jeszcze jeden fakt: duża część Polaków, którzy obecnie zgłaszają się po norweskie „socjale”, mieszka w tym kraju stosunkowo krótko.
Trudno się dziwić, że tamtejszy podatnik, przyzwyczajony do protestanckiego etosu pracy, zaczyna zadawać głośne pytania o to, dokąd płyną jego ciężko zarobione pieniądze.
Gdzie leży prawda? System stworzony do nadużyć
Zanim jednak posypiemy głowę popiołem i zaczniemy przepraszać za rodaków, warto spojrzeć na strukturę norweskiego rynku pracy. Polacy w Norwegii od lat stanowią najliczniejszą mniejszość narodową. Pracują głównie w sektorach najbardziej podatnych na wahania koniunkturalne – budownictwie, stoczniach, przetwórstwie rybnym czy usługach sezonowych. Gdy nadchodzi kryzys gospodarczy lub zima, to właśnie te branże najszybciej redukują etaty.
Norweskie prawo gwarantuje wysokie zasiłki każdemu, kto legalnie pracował i odprowadzał niemałe podatki. Polacy często po prostu korzystają z praw, które sami sobie wypracowali. Dlaczego więc lokalne media tak chętnie robią z nas „pasożytów”?
Pytanie, którego poprawność polityczna zabrania zadać
W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy i gigantycznego tabu, które paraliżuje zachodnioeuropejską debatę publiczną. Norweskie statystyki uderzają w Polaków z pełną mocą, ponieważ jesteśmy grupą łatwą do skrytykowania – biali, europejscy chrześcijanie, którzy nie są chronieni przez doktrynę „woke” ani poprawność polityczną.
Skoro norweskie urzędy tak skrupulatnie wyliczają korony wydane na bezrobotnych z Łomży czy Białogardu, to dlaczego milczą w innej kwestii? Zadajmy głośno to pytanie: Jak wyglądają całościowe, wieloletnie koszty utrzymania imigrantów z Afryki i Azji?
Chodzi nie tylko o czyste zasiłki dla bezrobotnych, ale o pełen pakiet:
-
Koszty programów integracyjnych i darmowych kursów językowych,
-
Zasiłki celowe, mieszkaniowe oraz wielodzietne zapomogi, które przyznawane są bez wcześniejszego przepracowania choćby jednego dnia w Norwegii,
-
Gigantyczne nakłady na utrzymanie bezpieczeństwa, walkę z przestępczością klanową i gettoizacją przedmieść.
Polski robotnik sezonowy, nawet jeśli przez kilka miesięcy pobiera zasiłek, wcześniej wypracował dla norweskiego PKB potężne sumy, a po zakończeniu kontraktu często wraca do kraju. Tymczasem setki tysięcy przybyszów z Bliskiego Wschodu czy Afryki Subsaharyjskiej trafiają do Skandynawii z intencją osiedlenia się na stałe, nierzadko wykazując zerową aktywność zawodową przez dekady.
O tym jednak norweski establishment woli milczeć, bo prawda o demontażu państwa dobrobytu przez masową, niekontrolowaną migrację spoza Europy mogłaby doprowadzić do upadku tamtejszych elit. Polak na zasiłku to dla nich idealny kozioł ofiarny – pozwala pokazać, że „kontroluje się system”, bez narażania się na zarzuty o rasizm. Nie dajmy sobie wmówić, że to my jesteśmy głównym problemem bogatej Północy.
źr. wPolsce24 za fxmag.pl, www.nav.no











