Uciekła z dziećmi do Polski przed norweskim urzędem. „Chcieli rozdzielić rodzeństwo”. Norwegia nie odpuszcza

Bulwersującą historię opisał "Fakt". Grothe była w związku z przemocowcem, którego ofiarą padały także ich dzieci. W 2019 roku kobieta odeszła od niego i zerwała z nim wszystkie kontakty. Mężczyzna nigdy nie próbował dochodzić swoich praw rodzicielskich przed sądem ani nie próbował się z nimi kontaktować.
Uznali, że ma problemy psychiczne
Samotną matką zainteresował się jednak Barnevernet, czyli norweski urząd ds. ochrony dzieci. Ten urząd znany jest ze skandalicznych i bezwzględnych decyzji. W przeszłości był wielokrotnie krytykowany przez europejskie instytucje za niszczenie życia rodzinnego, a Norwegia nieraz przegrywała sprawy związane z tym urzędem przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.
W tym wypadku urzędnicy stwierdzili, że skoro kobieta była przez tyle lat w przemocowym związku, to na pewno ma problemy psychiczne i powinna poddać się terapii. Grothe przeszła badania, a opinie lekarzy były jednoznaczne – z jej psychiką wszystko jest w porządku i nie wymaga terapii.
Odmowa poddania się jej sprawiła jednak, że urzędnicy postanowili odebrać kobiecie dzieci. Jak informuje "Fakt", czworo dzieci, z których najmłodsze ma 12 lat, trafiłoby do trzech różnych rodzin zastępczych. Nie mogłyby kontaktować się ani ze sobą, ani z dwojgiem dorosłego rodzeństwa; z matką widywałyby się 12 razy w roku, po maksymalnie pięć godzin.
Sąd chce porozmawiać z jej dziećmi
Przerażona takim obrotem sprawy kobieta postanowiła wyemigrować z dziećmi do Polski. W naszym kraju przebywa legalnie. Norwescy urzędnicy jednak nie odpuszczają. Jak informuje "Fakt", 28 lutego do jej mieszkania zapukała policja. - Kiedy policjanci przyjechali do mieszkania pani Grothe, można powiedzieć, że podrapali się po głowie z zakłopotania. Okazało się, że wszystkie zarzuty były niezasadne – relacjonował jej adwokat, mec. Maciej Kryczka. Dodał, że dzieci chodzą do szkoły i są pod wzorową opieką.
Norweski urząd zdecydował się skorzystać z Konwencji Haskiej. Twierdzi, że kobieta opuściła kraj bezprawnie i zwrócił się do polskiego sądu o wydanie dzieci. Pierwsza rozprawa w tej sprawie odbyła się 5 marca. Wzięli w niej udział także prawnicy reprezentujący stronę norweską. - W momencie wyjazdu pani Cathrin z Norwegii, prawo do opieki nad dziećmi przysługiwało gminie norweskiej. To od tamtejszych sądów należy rozstrzyganie o kwestiach pieczy i wszystkich innych kwestii rodzinnych. Tym samym domagamy się powrotu dzieci do Norwegii – powiedział "Faktowi" jeden z nich, Bartosz Stachowiak.
Sąd na razie nie podjął decyzji, a rozprawa została odroczona do 28 kwietnia. Wcześniej, 12 marca, odbędzie się sądowe przesłuchanie dzieci w obecności psychologa. Zdaniem Kryczki może to być decydujący element sprawy. Sąd zlecił także wizytę kuratora w ich mieszkaniu, ocenę warunków bytowych i sytuacji szkolnej jej dzieci.
źr. wPolsce24 za "Fakt"











