Miała być druga Irlandia, a jest... druga Rumunia. Tak Tusk i jego ekipa rujnują Polskę na lata

Polacy doskonale pamiętają buńczuczne zapowiedzi Donalda Tuska z czasów jego kampanii wyborczej oraz pierwszego premierostwa. „Druga Irlandia” – to hasło miało stać się symbolem cywilizacyjnego skoku, dobrobytu i nowoczesnej gospodarki. Rzeczywistość zweryfikowała te mrzonki w sposób brutalny. Zamiast zielonej wyspy sukcesu, obecny gabinet funduje nam scenariusz bałkański, dryfując w kierunku najmniej stabilnych gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej.
Eksperci biją na alarm: Finanse publiczne bez kontroli
Jak wynika z rzetelnych analiz ekonomicznych publikowanych m.in. przez portal Bankier.pl, sytuacja polskiego budżetu stała się krytyczna. Finansiści i analitycy rynkowi wprost mówią o „utracie kontroli” nad przyrostem długu publicznego. Wskaźniki, które przez lata utrzymywane były w ryzach gwarantujących bezpieczeństwo państwa, dziś gwałtownie szybują w górę. Koszty obsługi długu zaczynają zjadać fundusze, które powinny trafiać na kluczowe inwestycje strategiczne, rozwój infrastruktury czy realne wsparcie dla polskich rodzin.
Polska traci wiarygodność na rynkach międzynarodowych. Tempo, w jakim obecna ekipa rządząca zadłuża przyszłe pokolenia Polaków, jest bezprecedensowe w najnowszej historii kraju”. - czytamy.
Tylko Rumunia za nami. Wstydliwy ranking Tuska
Najbardziej porażające są jednak zestawienia międzynarodowe. W Unii Europejskiej, która sama zmaga się z licznymi problemami strukturalnymi, Polska stała się jednym z głównych „czerwonych punktów” na mapie stabilności fiskalnej. W oficjalnych rankingach oceniających tempo i dynamikę pogarszania się sytuacji zadłużeniowej spadliśmy na samo dno. Gorzej od Polski wypada obecnie wyłącznie Rumunia – kraj od lat zmagający się z głębokimi problemami instytucjonalnymi i gospodarczymi.
To dramatyczny regres. Kraj, który jeszcze niedawno był stawiany za wzór odpowiedzialnego zarządzania kryzysowego i odporności na globalne zawirowania, pod rządami koalicji liberalno-lewicowej stał się maruderem Europy. Co gorsza, gabinet Tuska nie wykazuje żadnej woli politycznej, by ten niebezpieczny trend zatrzymać. Zamiast głębokich reform i ochrony polskiego kapitału, mamy do czynienia z permanentnym gaszeniem pożarów za pomocą kolejnych pożyczek.
Gdzie podziały się obietnice?
Polityka obecnego rządu opiera się na destrukcji wypracowanych wcześniej mechanizmów obronnych gospodarki. Wstrzymywanie kluczowych inwestycji rozwojowych, takich jak Centralny Port Komunikacyjny (CPK) czy elektrownie jądrowe, które miały zagwarantować Polsce skok produktywności i niezależność energetyczną, idzie w parze z gigantycznym wzrostem długu konsumpcyjnego. Pieniądze są marnotrawione, a brak strategicznego planowania ukrywa się pod płaszczykiem rzekomego „sprzątania” po poprzednikach.
Obywatele mają prawo pytać: gdzie podziały się miliardy euro, które miały rzekomo szerokim strumieniem napłynąć do Polski i uzdrowić naszą gospodarkę natychmiast po zmianie władzy? Gdzie jest obiecana ulga dla przedsiębiorców i obniżenie podatków? Zamiast tego Polacy otrzymują drożyznę, rosnące rachunki za energię oraz świadomość, że ich państwo zadłuża się w tempie uniemożliwiającym suwerenny rozwój.
Droga do utraty suwerenności gospodarczej
Zadłużanie kraju na taką skalę to nie tylko problem czysto matematyczny czy księgowy. To przede wszystkim bezpośrednie zagrożenie dla suwerenności narodowej. Państwo uzależnione od międzynarodowych instytucji finansowych i zagranicznych wierzycieli traci podmiotowość polityczną. Decyzje dotyczące losów Polaków nie będą zapadać w Warszawie, ale w gabinetach zagranicznych bankierów i brukselskich biurokratów, którzy chętnie podyktują warunki kolejnych „programów naprawczych”.
Rząd Donalda Tuska w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy udowodnił, że nie posiada żadnej długofalowej wizji gospodarczej dla Polski. Likwidacja projektów rozwojowych przy jednoczesnym doprowadzeniu finansów publicznych na skraj przepaści to prosta droga do marginalizacji Polski na arenie międzynarodowej. Jeśli Polacy nie powiedzą stanowczego „stop” tej polityce zwijania państwa, już wkrótce określenie „druga Rumunia” nie będzie jedynie publicystyczną metaforą, ale tragiczną, codzienną rzeczywistością.
źr. wPolsce24 za bankier.pl











