Gospodarka

Kiedyś Polacy jeździli tam „Maluchami”, dziś ten raj umiera. Wystarczyło wprowadzić euro

opublikowano:
Czerwony Fiat 126p
Dla pokoleń Polaków Bułgaria była synonimem wakacyjnego luksusu. Dziś przeżywa turystyczny kryzys. (fot. Fratria)
Dla pokoleń Polaków Bułgaria była synonimem wakacyjnego luksusu. W czasach PRL-u rodziny pakowały się do ciasnych Fiatów 126p i ruszały w morderczą podróż nad Morze Czarne, by poczuć powiew zachodniego świata. Dziś, po dekadach stabilnej popularności, ten kultowy kierunek turystyczny przeżywa dramatyczny kryzys . Powód? Przyjęcie wspólnej waluty europejskiej na początku 2026 roku, które w zaledwie kilka miesięcy zmieniło wakacyjny raj w strefę cenowego szoku

Przyjęcie waluty Euro przez Bułgarię na początku 2026 roku wywołało potężny wstrząs na tamtejszym wybrzeżu Morza Czarnego. Choć zmiana z lewa na euro miała w założeniu napędzić gospodarkę i ułatwić podróżowanie zagranicznym urlopowiczom, rzeczywistość okazała się niezwykle bolesna dla branży turystycznej. Kurorty świecą pustkami, a wściekli turyści masowo alarmują o drastycznych podwyżkach i nieuczciwych praktykach cenowych.

"Nigdy nie było tak źle"

Sytuacja w kultowych miejscach, takich jak Złote Piaski – dotychczasowa wizytówka bułgarskiej turystyki – jest alarmująca. Ruch na plażach i deptakach drastycznie zmalał. Oficjalne statystyki z północnego wybrzeża potwierdzają niepokojący trend. W czerwcu 2026 roku liczba zagranicznych gości spadła aż o 35 proc. w ujęciu rocznym.

Wielu hotelarzy zdołało zapełnić zaledwie połowę swoich miejsc noclegowych. Mimo że właściciele próbują ratować sezon, oferując głębokie rabaty, chętnych wciąż brakuje.

- Nigdy wcześniej nie było tak źle – ocenia bez ogródek Stanisław Stojanow, wiceprzewodniczący związku zawodowego hotelarzy w Złotych Piaskach. Z tamtejszych plaż niemal całkowicie zniknęli Niemcy i Rumuni. Kryzys pogłębia fakt, że bułgarski rynek już wcześniej mocno odczuł utratę gości z Rosji.

„Paragony grozy” nad Morzem Czarnym. Jak podwoić cenę jednym symbolem?

Głównym powodem ucieczki turystów jest wszechobecna drożyzna oraz manipulacje cenowe lokalnych biznesmenów. Wszystko zaczęło się jednak, gdy na początku roku Bułgarzy przyjęli nową walutę. Wielu restauratorów i sprzedawców zastosowało najprostszy, a zarazem najbardziej bezczelny mechanizm: na etykietach i paragonach po prostu podmieniono symbol waluty z lewa na euro, pozostawiając te same wartości liczbowe. W praktyce oznacza to niemal dwukrotne podwyżki.

Doskonale obrazują to relacje oburzonych turystów z Wielkiej Brytanii. W poprzednich sezonach za butelkę piwa w nadmorskim barze płacono 3,50 lewa. Obecnie to samo piwo kosztuje 2,80 euro. Po przeliczeniu na starą walutę daje to około 5,60 lewa.

Regularnie odwiedzający Bułgarię turyści szacują, że ogólne koszty urlopu wzrosły o około 33 proc. względem ubiegłego roku. Dawniej kwota 100 lewów pozwalała parze na swobodne funkcjonowanie przez trzy dni. Dzisiaj równowartość 50 euro znika z portfela w zaledwie dwa dni.

Na lokalnych portalach gospodarczych, takich jak Investor.bg, urlopowicze wymieniają się skrajnymi przykładami drożyzny z nadmorskich deptaków. Internauci donoszą m.in. o tradycyjnym chłodniku tarator wycenianym na 9 euro, spaghetti za 25 euro czy lodach sprzedawanych za kosmiczne 35 euro. Podobne stawki zaczynają przewyższać nawet te znane z luksusowego Monte Carlo.

Rząd próbował walczyć, ale inflacja wystrzeliła

Władze w Sofii przewidywały ryzyko spekulacji cenowych. Przed oficjalnym wejściem do strefy euro powołano specjalne Centrum Koordynacyjne do monitorowania rynku, a do walki z drożyzną zaangażowano Krajową Agencję Skarbową, Komisję Ochrony Konkurencji oraz Komisję Ochrony Konsumentów. Mimo to aparat państwowy okazał się bezradny.

Wskaźniki inflacji po przyjęciu euro gwałtownie przyspieszyły. W marcu wskaźnik ten wyniósł 4,1 proc., a w kolejnym miesiącu było już na poziomie 6,8 proc. W maju wzrósł do 6,9 proc. W czerwcu wskaźnik spadł do poziomu 5,3 proc., ale mimo delikatnego wyhamowania, Bułgaria nadal pozostaje w czołówce najszybciej drożejących państw strefy euro.

Ekonomiści Allianz Trade wskazują, że winy nie ponoszą wyłącznie lokalni handlowcy. Na reformę walutową nałożył się globalny kryzys paliwowy wywołany konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie, który wygenerował silny impuls proinflacyjny, uderzając w ceny żywności oraz koszty usług hotelowych i gastronomicznych.

Hotelarze w pułapce długoterminowych umów

Z punktu widzenia właścicieli hoteli sytuacja wygląda jeszcze bardziej dramatycznie. Georgi Duchev, dyrektor wykonawczy Bułgarskiego Stowarzyszenia Profesjonalistów w Zarządzaniu Hotelami, wskazuje na ukryty problem branży.

Chociaż część obiektów nadal notuje niezłe obłożenie, ich rentowność drastycznie spada. Koszty utrzymania hoteli w pierwszej połowie 2026 roku wzrosły o około 20 proc. w stosunku do ubiegłego roku, podczas gdy przychody pozostały bez zmian lub wręcz zmalały.

Wszystko przez specyfikę kontraktowania ofert. Większość pakietów na lato 2026 została wynegocjowana i sprzedana biurom podróży pod koniec ubiegłego roku. Kiedy koszty pracy, energii i dostaw gwałtownie wzrosły po wejściu euro, hotelarze nie mogli już zmienić cen zakontraktowanych wcześniej pobytów. W przeciwieństwie do restauracji, które mogą zmieniać menu codziennie, hotelarze musieli wziąć gigantyczny wzrost kosztów na własne barki, co stawia wiele biznesów na granicy opłacalności.

źr. wPolsce24 za money.pl

Gospodarka

Gdzie można oddawać plastikowe butelki? System kaucyjny w Polsce

opublikowano:
screenshot-www_youtube_com-2024_10_11-09_22_39
Grzegorz Szafraniec, redaktor Gazety Bankowej i portalu wGospodarce.pl, tłumaczy, jak będzie działał system kaucyjny w Polsce.
Gospodarka

Tysiące Polaków zapłacą większe podatki. Podwyżki sprytnie ukryto

opublikowano:
supermarket-5202138_1280
Inflacja zjada nasze pensje, a Tusk w podatkach zabierze ich podwyżki?
Miało być podniesienie kwoty wolnej od podatków do 60 tys. złotych, będzie podniesienie samych podatków. Chodzi o tzw. ukrytą podwyżkę podatku dochodowego PIT.
Gospodarka

Drastyczny wzrost cen żywności. Podwyżki drenują nasze kieszenie

opublikowano:
2410-25 - graf2
Wzrastają ceny w sklepach (fot. PiS)
Miało być taniej, jest jeszcze drożej. Choć Donald Tusk obiecywał, że wraz z dojściem do władzy powstrzyma wzrost cen jedzenia, na skutek jego decyzji, takich jak zniesienie "zerowego" VAT-u na żywność, ceny podstawowych produktów drastycznie rosną. PiS opublikował specjalny spot, który uderza w rząd
Gospodarka

"Dziura Tuska pustoszy budżet Polski". To odbije się na finansach nas wszystkich

opublikowano:
mid-24a30064
Przewodniczący KP PiS Mariusz Błaszczak oraz posłowie PiS Mateusz Morawiecki, Zbigniew Kuźmiuk i Małgorzata Golińska podczas konferencji prasowej o dziurze budżetowej (fot. PAP/Albert Zawada)
Mamy do czynienia z największym deficytem budżetowym w historii Polski. Rząd wydaje rekordowe kwoty, jednocześnie tnąc pieniądze na służbę zdrowia, czy strategiczne inwestycje. Wystarczyło kilka miesięcy rządów tej ekipy, by sytuacja państwa drastycznie się pogorszyła.
Gospodarka

Gdzie są pieniądze z naszych podatków? KAS odbierane są narzędzia do ścigania podatkowych oszustów

opublikowano:
mid-24b07006
Gdzie są nasze pieniądze z podatków panie premierze? (fot. PAP/Leszek Szymański)
"Pieniędzy nie ma i nie będzie" - te słowa Jacka Vincenta Rostowskiego, ministra finansów w drugim rządzie Donalda Tuska, na dobre przylgnęły do polityki obecnego premiera. Niestety, kolejna kadencja Platformy Obywatelskiej to znowu okres zapaści finansów publicznych. Gdzie podziały się pieniądze z naszych podatków? Pytał w Sejmie poseł PiS Zbigniew Bogucki. Jest mniejszy nacisk na walkę z przestępczością - odpowiada urzędniczka z Krajowej Administracji Skarbowej.
Gospodarka

Daniel Obajtek, były prezes Grupy Orlen, skomentował wyniki finansowe koncernu. Padły słowa o "zaorywaniu"

opublikowano:
AWIK_Obajtek_30012024_34 (1)
Daniel Obajtek przygląda się ze smutkiem jak firma, którą rozwijał jest dziś zwijana (fot. Fratria/Andrzej Wiktor)
Były prezes Grupy Orlen, a obecnie europoseł Daniel Obajtek skomentował wyniki finansowe jakie koncern opublikował w środę wieczorem. Fatalne dane, jakie przedstawił Orlen są drastycznie niższe od tych jakie notowała Grupa pod kierownictwem Obajtka. Szymon Hołownia mówi wprost: trzeba przekuć ten balon wielkich inwestycji związanych z marzeniami o wielkiej spółce.