Ofiara mówi o „on”, a lewicowe media „ona”. „Trans” zgwałcił nastolatkę w toalecie. Głośny proces

Proces Mai S., bo tak się teraz nazywa gwałciciel, rozpoczął się 16 września przed Sądem Okręgowym w Traunstein w Bawarii. Wcześniej, czyli przed formalną zmianą dokumentów na damskie i terapią hormonalną, był on funkcjonariuszem elitarnej jednostki policyjnej, weteranem z Afganistanu. Potem nadal pracował w policji.
Nie wiadomo, kiedy zdecydował się na zmianę płci. „W momencie aresztowania podejrzanej przedstawiono aktualny dokument tożsamości, w którym jej imię było wyraźnie określone jako żeńskie” – poinformował dziennik "Welt" wydział policji w odpowiedzi na pytanie dziennikarza. Nie jest jednak jasne, czy doszło do operacji korekty płci. Według sądu nie ma to znaczenia, bo liczy się przestępstwo.
Gwałt na wycieczce
Do gwałtu doszło przed rokiem. Jak opisuje niemiecki tabloid „Bild”, w sierpniu 2025 roku Maja S. zaprosiła nastoletnią córkę przyjaciółki na wycieczkę motocyklową. Zatrzymały się w restauracji McDonald's. Kiedy dziewczyna poszła do toalety, oskarżona miała wejść za nią. Wykorzystując przewagę fizyczną, „trans-kobieta” wtargnęła do kabiny zajmowanej przez nastolatkę i zamknęła drzwi. Wtedy miało dojść do gwałtu.
Wiadomość z telefonu
Sprawa wyszła na jaw dopiero kilka miesięcy później. Według brytyjskiego "Daily Mail" obecna partnerka „trans-kobiety”, Stefanie Z., znalazła w telefonie Mai S. wiadomość o treści seksualnej skierowaną do 15-latki. Skontaktowała się więc z dziewczyną z pytaniem, czy wszystko w porządku.
"Byłam zrozpaczona i zszokowana, więc odezwałam się do dziewczynki i zapytałam ją, czy wszystko w porządku. O wszystkim mi opowiedziała. Poszłam na policję i złożyłam doniesienie w imieniu dziecka" – zeznawała przed sądem Stefanie Z.
Pedofil i zoofil
Po zatrzymaniu gwałciciela śledczy przeszukali jego rzeczy. Według medialnych doniesień zabezpieczono około 2 tys. plików zawierających pornografię dziecięcą oraz materiały pornograficzne z udziałem zwierząt. Znaleziono również karabin Kałasznikowa.
Po zatrzymaniu Maję S. osadzono w więzieniu dla kobiet. Potem zmieniono zdanie. Według "Daily Mail" od około pięciu miesięcy sprawca przebywa w męskiej części więzienia Stadelheim.
Drugi akt przemocy
Jak zauważa Adam Gwiazda, publicysta specjalizujący się w tematyce zagranicznej, „ofiara jest tak straumatyzowana, że w sądzie odmawia zeznań, gdy zboczeniec jest na sali. O sprawcy konsekwentnie mówi >on<. Media poprawiają jednak i piszą >ona<, >policjantka<, >oskarżona<, >55-latka< etc. Dziewczyna widzi rzeczywistość, której media i część wymiaru sprawiedliwości nie chcą nazwać. Nazywanie gwałciciela „transkobietą” i mówienie per „ona” to drugi akt przemocy wobec ofiary: zmuszanie jej do kłamstwa o płci sprawcy”.
źr. wPolsce24 za "Welt"/"Bild"/"Daily Mail"/X









