Tysiące polskich kierowców stracą prawo jazdy. Wszystko przez nowe przepisy

W Unii Europejskiej klamka zapadła – wypracowano ostateczny kompromis w sprawie nowych zasad oceny zdrowia kierowców. Choć eurokraci częściowo ugięli się pod presją opinii publicznej i zrezygnowali z najbardziej radykalnego pomysłu Komisji Europejskiej, jakim miało być „automatyczne” odbieranie uprawnień i przymusowe badania lekarskie co 5 lat dla każdego starszego kierowcy, to ostateczny kształt przepisów wciąż budzi ogromne kontrowersje.
Godzi bowiem w fundamentalną wolność poruszania się i grozi wykluczeniem komunikacyjnym setek tysięcy Polaków.
Brukselska „Wizja Zero”, czyli utopia kosztem obywatela
Oficjalny pretekst zmian brzmi pięknie: tzw. „Wizja Zero”, czyli dążenie do całkowitego wyeliminowania śmiertelnych wypadków na drogach UE do 2050 roku. Jednak metody, po jakie sięga Bruksela, to klasyczny pokaz biurokratycznej opresji. Zamiast inwestować w lepszą infrastrukturę czy edukację, unijni inżynierowie społeczni wolą wprowadzać odgórne nakazy, zakazy i limity.
Eksperci forsujący te zmiany powołują się na bezwzględne statystyki biologiczne. Wskazują, że po 65., a zwłaszcza po 75. roku życia drastycznie pogarsza się wzrok, słuch, a czas reakcji wydłuża się nawet dwukrotnie. Według unijnych raportów seniorzy mają potrzebować aż o 50 proc. więcej czasu na podjęcie decyzji na skrzyżowaniach niż młodzi kierowcy. To wystarczyło, by urzędnicy uznali całe pokolenie starszych ludzi za „kierowców podwyższonego ryzyka”.
Co realnie przemycono w nowych przepisach?
Przegłosowany w Parlamencie Europejskim kompromis znosi dotychczasową instytucję bezterminowego prawa jazdy. Nowe dokumenty dla kategorii amatorskich (samochody osobowe i motocykle) będą ważne maksymalnie przez 15 lat (lub 10 lat w krajach, gdzie dokument pełni funkcję dowodu tożsamości). To już zresztą w Polsce funkcjonuje. Jest jednak jeszcze jeden punkt.
Co najważniejsze dla seniorów: Bruksela dała zielone światło dla dyskryminacji wiekowej, pozwalając państwom członkowskim na drastyczne skrócenie ważności prawa jazdy dla starszych kierowców – na przykład do 5 lat. Oznacza to, że po przekroczeniu określonej „granicy wieku”, polski emeryt będzie musiał regularnie przechodzić przez biurokratyczne sito, by udowodnić, że w ogóle ma prawo wsiąść za kółko własnego samochodu.
Dla kierowców zawodowych (kierujących ciężarówkami i autobusami) okres ten obligatoryjnie wyniesie maksymalnie 5 lat, bez względu na wiek.
Test suwerenności dla polskiego rządu
Unijne prawo zostało przegłosowane, ale diabeł tkwi w szczegółach, które pozostawiono rządom narodowym. Po ostatecznym wejściu w życie dyrektywy, państwa członkowskie – w tym Polska – będą miały aż 4 lata na zaimplementowanie tych przepisów do prawa krajowego. W praktyce nowe rygory uderzą w kierowców najwcześniej w okolicach lat 2028–2029.
Kluczowa batalia rozegra się jednak na podwórku krajowym. To polskie władze zdecydują, czy ulegną brukselskiemu dyktatowi i wprowadzą drakońskie, kosztowne badania lekarskie dla starszych Polaków, czy też skorzystają z furtki, którą wywalczyli przeciwnicy unijnego centralizmu. Przepisy dopuszczają bowiem możliwość, aby zamiast upokarzających i drogich wizyt u specjalistów, kierowcy mogli składać jedynie tzw. formularz samooceny stanu zdrowia.
Doświadczenie to nie zagrożenie!
Środowiska konserwatywne i eksperci dbający o prawa obywatelskie zwracają uwagę na drugą stronę medalu, którą Bruksela ostentacyjnie ignoruje. Polscy seniorzy to statystycznie jedna z najbezpieczniej jeżdżących grup kierowców. Jeżdżą rozważnie, nie szarżują, doskonale znają swoje ograniczenia – unikają jazdy po zmierzchu, w godzinach szczytu czy podczas trudnych warunków atmosferycznych. Kompensują wolniejszy refleks dekadami doświadczenia za kierownicą.
Odbieranie im mobilności to prosta droga do skazania starszych ludzi na samotność i tzw. wykluczenie komunikacyjne, zwłaszcza w mniejszych miasteczkach i na wsiach, gdzie transport publiczny praktycznie nie istnieje. Samochód dla wielu emerytów to jedyny łącznik ze światem – możliwość dojechania do lekarza, apteki czy kościoła. Wszystko to w czasie, kiedy coraz głośniej mówi się o podniesieniu wieku emerytalnego np. do 70. roku życia.
Czy polski rząd obroni naszych seniorów przed nadgorliwością unijnych urzędników? Czas pokaże. Jedno jest pewne: klamka w Brukseli zapadła, a europejska biurokracja po raz kolejny udowodniła, że zamiast ułatwiać życie obywatelom, woli ich kontrolować i reglamentować ich podstawowe prawa.











