Szpitalny oddział był zamknięty dla zwykłych pacjentów, ale kasa z NFZ płynęła. Jak to możliwe?

Sprawa szpitala w Miastku (woj. pomorskie) to kolejny bulwersujący wątek dotyczący funkcjonowania polskiej ochrony zdrowia. Wirtualna Polska dotarła do informacji, z których wynika, że lekarze ze spółki Spine wykonywali zabiegi neurochirurgiczne na oddziale, który formalnie był w tym czasie zamknięty dla pacjentów rejonowych.
Problem jest tym poważniejszy, że zabiegi były rozliczane z NFZ, choć fundusz – jak tłumaczy – nie wiedział o zawieszeniu działalności oddziału. NFZ przekazał dziennikarzom WP, że wojewoda pomorski nie zwrócił się do Funduszu o wydanie opinii w sprawie czasowego zaprzestania działalności oddziału chirurgicznego.
458 zabiegów na zamkniętym oddziale
Z ustaleń portalu wynika, że oddział chirurgii szpitala w Miastku w latach 2024-2025 aż dziesięciokrotnie zawieszał działalność. Oficjalnym powodem miał być brak odpowiednio wykwalifikowanej kadry medycznej. Do czasowego zamknięcia oddziału wykorzystywano przy tym przepisy pozwalające na powołanie się na tzw. „siłę wyższą”, dzięki czemu nie była wymagana zgoda wojewody.
Mimo formalnego zawieszenia działalności na oddziale pojawiali się neurochirurdzy ze spółki Spine. Według WP przyjeżdżali oni do Miastka na zabiegi nawet z innych części Polski. Szczególnie mocno brzmią dane zawarte w raporcie sporządzonym przez konsultanta wojewódzkiego, dr. Wojciecha Wasilewskiego. Wynika z niego, że tylko w okresie zawieszenia działalności w 2024 roku wykonano w szpitalu 458 zabiegów.
Zabiegi te spółka Spine opisywała kodem H55 i rozliczała w ramach kontraktów z NFZ. Jednocześnie pacjentom nie zapewniano standardowej hospitalizacji. Ponieważ oddział formalnie nie działał, po wykonaniu zabiegu pacjenci mieli być kierowani bezpośrednio do domu.
Jeszcze bardziej niepokojące są informacje dotyczące dokumentacji. Według ustaleń WP zdarzały się dni, w których szpital wykazywał cztery razy więcej hospitalizacji, niż wynikałoby to z liczby dostępnych łóżek. NFZ tego nie wychwycił.
Zamknięty dla jednych, otwarty dla innych?
Z jednej strony szpital czasowo zawieszał działalność, co oznaczało brak możliwości normalnego przyjmowania pacjentów rejonowych. Z drugiej strony na tym samym oddziale wykonywano zaplanowane zabiegi neurochirurgiczne dla pacjentów przyjeżdżających z innych miejsc. Jak wynika z publikacji, niektóre zabiegi odbywały się zaledwie kilka dni po wystawieniu skierowania.
Wcześniej o działalności spółki Spine zrobiło się głośno za sprawą informacji o gigantycznych kosztach usług neurochirurgicznych w szpitalach powiatowych. Według wcześniejszych ustaleń lekarze mieli otrzymywać nawet 300 tys. zł za jeden dzień pracy. Z tej kwoty 65 proc. trafiało do medyków, a pozostała część do spółki Spine.
Wojewoda i NFZ przerzucają odpowiedzialność
Z publikacji WP wynika, że w kolejnych przypadkach zawieszania działalności szpital wskazywał jako przyczynę właśnie „siłę wyższą”. Potwierdził to rzecznik wojewody pomorskiego Krystian Kłos.
Jednocześnie przedstawiciele urzędu wskazywali również na brak kadry lekarskiej jako przyczynę czasowego zamykania oddziału.
NFZ przekonuje natomiast, że nie miał wiedzy o zawieszeniu działalności oddziału chirurgicznego. Fundusz podkreśla, że wojewoda pomorski nie zwrócił się do niego o wydanie opinii w sprawie czasowego zaprzestania działalności.
Powstaje więc pytanie, jak to możliwe, że przez tak długi czas funkcjonował system, w którym formalnie zamknięty oddział wykonywał setki procedur, a jednocześnie instytucja publiczna finansująca świadczenia nie posiadała pełnej informacji o jego statusie.
Ponad 13 mln zł kary
To nie pierwszy problem, jaki ujawniono w związku ze szpitalem w Miastku. Wcześniejsze kontrole wykazały liczne nieprawidłowości, a na placówkę nałożono karę przekraczającą 13 mln zł. Obecnie szpital czasowo zawiesił działalność, a NFZ zerwał z nim współpracę.
Sprawa 458 zabiegów wykonywanych w czasie formalnego zawieszenia oddziału pokazuje jednak znacznie szerszy problem: konieczność skutecznej kontroli nad tym, za jakie świadczenia publiczny płatnik faktycznie wypłaca pieniądze. Jeśli ustalenia dziennikarzy potwierdzą się w toku kontroli i postępowań, odpowiedzi będzie wymagało nie tylko pytanie o odpowiedzialność osób wykonujących i rozliczających świadczenia, ale także o to, dlaczego system nadzoru przez tak długi czas nie zareagował.
źr. wPolsce24 za wp.pl











