Eksperyment na talerzu czy zbilansowany rozwój? Ekspert o diecie planetarnej i wegańskiej

Wolniejszy wzrost, zachwiany metabolizm. Dziecko to nie „mały dorosły”
Dr Anna Liber dostarcza najmocniejszych, bo naukowych argumentów: rezygnacja z pełnowartościowego białka i tłuszczów zwierzęcych w kluczowych latach rozwoju dziecka drastycznie podnosi ryzyko powikłań metabolicznych i spowolnienia wzrostu. Wprowadzona w polskich szkołach dieta nie niesie ze sobą takiego ryzyka – przede wszystkim dlatego, że nie ma nic wspólnego z eliminacyjnymi skrajnościami:
Stosowanie czystej diety wegetariańskiej i wegańskiej jest ryzykowne, niesie zdecydowanie niesie większe ryzyko niedoborów. Natomiast rozporządzenie nie zakłada wegetariańskiego sposobu żywienia. Zwróćmy uwagę na to, że trzy dni są zupełnie oparte na białku zwierzęcym. Dwa razy mięso oraz ryba. Co więcej, reguluje też sposób przetwarzania tego mięsa, ponieważ musi to być mięso świeże, a nie przetworzone, co podnosi jego wartość zdrowotną, większą jakość. Natomiast rzeczywiście sposób żywienia stricte wegański lub też nawet tam model laktoowowegetariański może mieć ryzyko niedoborów. Szczególnie jeżeli dziecko nie jest objęte opieką specjalisty.”
Niepokój pediatrów nie wynika z niechęci do roślin, ale z konkretnych danych populacyjnych. Badania pokazują, że dzieci pozbawione białka zwierzęcego nie rozwijają się tak, jak ich rówieśnicy na diecie konwencjonalnej:
Dane na bazie niemieckiej populacji pokazują, że jednak te dzieci trochę gorzej wzrastają. A dla mnie jako lekarza, który zajmuje się dziećmi, wzrastanie jest takim wskaźnikiem dobrostanu dziecka, że jeżeli mamy zaburzone wzrastanie, to znaczy, że coś w tym dziecku, jakieś procesy metaboliczne przebiegają nieprawidłowo. Więc to nie jest kwestia też tylko tego, że dziecko będzie kilka centymetrów niższe, ale to może świadczyć o tym, no że jednak pewne procesy metaboliczne zostały zachwiane” - ocenia dr Anna Liber.
Dziecięca wybiórczość a ideologia dorosłych
Podczas gdy zwolennicy diety planetarnej czy weganizmu argumentują swoje wybory kalkulacjami kalorycznymi i troską o klimat, codzienna praktyka żywieniowa dziecka rządzi się zupełnie innymi prawami. Dziecko nie wybiera jedzenia na podstawie tabel odżywczych, lecz smaku, co przy ubogiej w tłuszcze zwierzęce diecie roślinnej gwałtownie zwiększa ryzyko niedożywienia jakościowego.
Czy negujemy stosowanie diety wegańskiej czy wegetariańskiej ? Jest to wybór rodziców, szanujemy go. Natomiast dziecko, które jest w okresie intensywnego wzrostu, rozwoju, ma dużo większe zapotrzebowanie na pewne składniki. Dzieci też są tą grupą, która nie wszystko chętnie zje. Dorosła osoba, która decyduje się na przejście na taki sposób żywienia, świadomie będzie wybierać produkty, kierując się nie tylko smakiem. Dzieci często kierują się smakiem. Dlatego ryzyko u dzieci jest większe i warto, żeby takie dziecko było pod opieką zarówno lekarza, jak i dietetyka, który ma doświadczenie w pracy z dziećmi.”
Strączki w szkole: tradycja to nie weganizm
Wielu rodziców alarmowało, że wprowadzanie dni bezmięsnych do przedszkoli i szkół to próba przemycenia założeń diety planetarnej tylnymi drzwiami. Dr Anna Liber uspokaja jednak te nastroje, tłumacząc, że obecność roślin strączkowych raz w tygodniu nie ma nic wspólnego z eliminacyjnym weganizmem – to powrót do tradycyjnych polskich produktów, pod warunkiem zachowania balansu białkowego w pozostałe dni:
Czy jeżeli chodzi o sposób żywienia, który jest regulowany przez rozporządzenie, to opiera się on na modelu zdrowego żywienia, który uwzględnia produkty zarówno zwierzęce i rośliny. Duży niepokój wśród rodziców budzi dzień, w którym dzieci otrzymują posiłek na bazie strączków, posiłek roślinny. Natomiast warto zwrócić uwagę na to, że jest to tylko jeden dzień z pięciu. Jeżeli dziecko jest w wieku przedszkolnym, otrzymuje dodatkowe posiłki, które mogą, a nawet powinny zawierać białko zwierzęce.”
Ekspertka przypomina, że rodzima kuchnia od wieków korzystała z takich surowców, a ich podanie w szkole nie wyklucza dbałości o białko zwierzęce w domu:
Rośliny strączkowe w polskiej kuchni są od zawsze. Groch, fasola, bób. To są produkty, z których przygotowujemy posiłki. One są cennym źródłem kwasu foliowego. Nie są aktualnie tak bardzo popularne w diecie, ale warto, żeby one znalazły się na talerzach też dzieci. I myślę, że jeżeli jeden posiłek na pięć dziecko otrzyma na bazie roślin strączkowych, to jest to dobry przyczynek do zbilansowania diety. Jeżeli dziecko jest szkolne, warto na przykład rano podać dziecku jajko na śniadanie dla dobrego zbilansowania żywienia w ciągu dnia.”
Ślepy zaułek systemu: moda wyprzedziła ochronę zdrowia
Najpoważniejszym wnioskiem płynącym z wypowiedzi ekspertki jest fakt, że polski system publicznej opieki zdrowotnej zupełnie nie jest przygotowany na konsekwencje rosnącej fali diet eliminacyjnych u dzieci. Rodzice ulegający trendom zostają z problemem sami, ponieważ państwowa służba zdrowia nie oferuje podstawowego wsparcia specjalistycznego ani koszyka badań:
Tu mamy problem systemowy, bo o ile dostęp do lekarza pierwszego kontaktu jest, o tyle dostępu do dietetyka nie mamy. Co więcej, są też badania, które warto wykonać u tych dzieci i one też nie wszystkie są dostępne z poziomu lekarza pierwszego kontaktu” -podsumowuje dr n. med. Anna Liber.
Bez refundowanej opieki dietetyków dziecięcych i z ograniczoną diagnostyką w POZ, wdrażanie założeń weganizmu czy radykalnej diety planetarnej u najmłodszych staje się niebezpiecznym eksperymentem, za który rachunek – w postaci zachwianych procesów metabolicznych i słabszego wzrostu – zapłacą w przyszłości same dzieci.
źr. wPolsce24









