Zdrowie

Tam Polacy masowo uciekają się leczyć. NFZ musi za to płacić

opublikowano:
W Czechach służba zdrowia jest na wyższym poziomie niż w Polsce
W Czechach służba zdrowia jest na wyższym poziomie niż w Polsce (fot. shutterstock)
Polacy mają już dość wielomiesięcznych, a czasem wieloletnich kolejek do specjalistów, upokarzających procedur i wiecznego kryzysu w państwowej służbie zdrowia. Jak wynika z najnowszych danych, nasi rodacy coraz częściej wybierają „medyczną emigrację” i leczą się u naszych południowych sąsiadów.

Symbolem tej ucieczki przed niewydolnością systemu stały się zabiegi usunięcia zaćmy oraz nowoczesna stomatologia. Dlaczego czeski system działa jak szwajcarski zegarek, podczas gdy polski wciąż przypomina skansen minionej epoki?

NFZ płaci miliony za zagraniczne leczenie Polaków

Z najnowszego podsumowania danych za 2025 rok wyłania się obraz głębokiego kryzysu zaufania obywateli do rodzimego systemu ochrony zdrowia. Jak donosi dziennik „Rzeczpospolita”, Narodowy Fundusz Zdrowia musiał wydać w ubiegłym roku aż 52,8 miliona złotych na sfinansowanie planowanego leczenia Polaków w innych krajach Unii Europejskiej.

Zamiast inwestować te pieniądze w rozwój lokalnych placówek, środki te transferowane są za granicę, ponieważ polski pacjent, postawiony pod ścianą przez urzędników, woli spakować walizkę. Królestwem polskiej turystyki medycznej stały się Czechy. To tam najczęściej jeździmy, by ratować wzrok przed zaćmą oraz kompleksowo leczyć zęby. Co kluczowe, dzięki unijnej dyrektywie transgranicznej, Polacy mogą legalnie ominąć gigantyczne kolejki w kraju, poddać się profesjonalnemu zabiegowi w Czechach, a NFZ ma prawny obowiązek zwrócić im koszty. Polacy masowo korzystają z tej furtki, wybierając wolny rynek i czeską sprawność zamiast polskiej medycznej udręki.

Czeski fenomen: Jedna z najlepszych służb zdrowia w Europie

Dla wielu Polaków, karmionych propagandą o rzekomych sukcesach kolejnych reform, szokiem może być fakt, że Czechy dysponują jedną z absolutnie najlepszych, najbardziej efektywnych i przyjaznych pacjentowi służb zdrowia w całej Europie. W prestiżowych rankingach, takich jak Euro Health Consumer Index, nasi południowi sąsiedzi regularnie deklasują Polskę, plasując się w ścisłej europejskiej czołówce, tuż obok bogatych krajów skandynawskich czy Holandii.

Podczas gdy w Polsce aż 75% obywateli deklaruje głębokie niezadowolenie z państwowej opieki medycznej, w Czechach sytuacja jest dokładnym odwróceniem tej patologii – blisko 80% Czechów jest w pełni zadowolonych ze swojego systemu. Czesi praktycznie nie znają pojęcia „prywatnego leczenia”, które w Polsce dla milionów rodzin stało się jedyną alternatywą dla wielomiesięcznego oczekiwania na wizytę. U naszych sąsiadów czas oczekiwania na wizytę u specjalisty (kardiologa, ortopedy czy neurologa) rzadko przekracza 2–3 tygodnie.

Dlaczego im się udaje, a nam nie?

Sukces Czechów nie jest dziełem przypadku, ale owocem zdroworozsądkowego podejścia, wyższych nakładów oraz odrzucenia socjalistycznego monopolu na rzecz kontrolowanej konkurencyjności. Oto główne filary czeskiego sukcesu:

  1. Uczciwe finansowanie zamiast pudrowania rzeczywistości Czechy od lat przeznaczają na ochronę zdrowia znacznie większą część swojego PKB niż Polska (w ujęciu publicznym jest to poziom ponad 7-8% PKB, podczas gdy w Polsce realne publiczne nakłady wciąż szorują po dnie tabeli UE). Składka zdrowotna u naszych sąsiadów wynosi 13,5% wynagrodzenia brutto, podczas gdy w Polsce wynosiła ona bazowo 9%. Czesi zrozumieli, że bez realnego pieniądza nie da się zbudować nowoczesnej medycyny.

  2. Koniec z monopolem – system Kas Chorych W przeciwieństwie do polskiego, centralistycznego molocha w postaci NFZ, który dyktuje warunki odgórnie z Warszawy, w Czechach funkcjonuje system kilku konkurujących ze sobą Kas Chorych (ubezpieczalni). Pacjent ma wybór, a ubezpieczyciele muszą walczyć o klienta, oferując jak najlepsze kontrakty ze szpitalami i przychodniami. Taki model wymusza efektywność i natychmiast eliminuje marnotrawstwo.

  3. Szacunek dla kadry medycznej i ryczałty Czechy skutecznie powstrzymały emigrację lekarzy i pielęgniarek do Niemiec czy Austrii poprzez godne zarobki i partnerskie traktowanie. Co więcej, szpitale otrzymują roczne ryczałty, którymi muszą mądrze gospodarować, a lekarze w przychodniach są motywowani finansowo za każdego realnie przyjętego i zdiagnozowanego pacjenta. System nakierowany jest na wynik, a nie na biurokratyczną „produkcję papierów”.

Wnioski dla Polski: Czas na systemowy wstrząs

Masowy odpływ polskich pacjentów do czeskich klinik to potężne wotum nieufności wobec systemu, który od dekad drenuje portfele pracujących Polaków, oferując w zamian upokorzenie w kolejkach. Przykład Czech dowodzi, że państwo średniej wielkości w Europie Środkowo-Wschodniej może mieć opiekę medyczną na poziomie światowym.

Warunek jest jeden: trzeba zerwać z monopolem jednego urzędniczego molocha, postawić na decentralizację, uruchomić mechanizmy rynkowej konkurencyjności między ubezpieczycielami oraz zacząć realnie, a nie tylko na papierze, szanować pieniądze podatników i pracę lekarzy. Dopóki tego nie zrozumiemy, miliony złotych z NFZ będą budować dobrobyt czeskich, a nie polskich szpitali.

źr. wPolsce24 za rp.pl, Euro Health Consumer Index

Zdrowie

Nawet progresywni rodzice niezadowoleni. Miażdżący werdykt w sprawie diety planetarnej w szkołach

opublikowano:
Dieta planetarna w polskich szkołach – nowe zasady żywienia uczniów zakładające ograniczenie mięsa i zwiększenie udziału posiłków roślinnych.
Zdjęcie ilustracyjne (fot.PxHere)
Rodzice twierdzą, że ich dzieci niechętnie jedzą nowe dania, a ze szkoły wracają głodne – pisze z pewnym zdumieniem należący do Agory portal edziecko.pl, który postanowił sprawdzić, jak jego czytelnicy oceniają najnowsze pomysł minister edukacji Barbary Nowackiej.
Zdrowie

22,5 tys. złotych dla studenta medycyny. Częstochowianie fundują, ale jest też warunek

opublikowano:
W Częstochowie przyszli lekarze mogą liczyć na "tłuste" stypendium z miejskiej kasy
W Częstochowie przyszli lekarze mogą liczyć na "tłuste" stypendium z miejskiej kasy (Fot. Fratria)
Studiujesz medycynę i jesteś na ostatnim roku? W Częstochowie możesz dostać od miasta 2,5 tys. zł brutto miesięcznie. Przez dziewięć miesięcy daje to 22,5 tys. zł. Pielęgniarki i przyszli ratownicy medyczni mogą liczyć na 1500 zł miesięcznie. Jest jednak haczyk – po studiach trzeba zostać w Częstochowie i pracować tam w wyuczonym medycznym zawodzie co najmniej przez trzy lata. Samorząd wprost mówi, o co chodzi: chce w ten sposób przyciągnąć i zatrzymać medyków, których brakuje.
Zdrowie

Maskotki w Sejmie, a dla chorych odwołane badania. Skandaliczne priorytety rządu w ochronie zdrowia

opublikowano:
4 (4)
Pacjenci tracą dostęp do badań, a władza bawi się z maskotkami (fot. wPolsce24)
Podczas gdy prominentni politycy obozu władzy promują się na korytarzach w towarzystwie gigantycznych maskotek, zwykli Polacy otrzymują wiadomości o odwołanych badaniach ratujących życie. Polska ochrona zdrowia znalazła się na krawędzi zapaści finansowej. Z jednej strony rząd błyskawicznie tnie środki na kluczową diagnostykę, a z drugiej – w obawie przed wyborczą porażką – zamraża reformy uderzające w gigantyczne zarobki lekarzy. 
Zdrowie

Porażające dane unijnych statystyków. W Polsce co dwie godziny dochodzi do tragedii

opublikowano:
mezczyznazdepresja
Najnowsze dane unijnego urzędu statystycznego Eurostat nie pozostawiają złudzeń: Europa zmaga się z potężnym kryzysem zdrowia psychicznego, którego głównymi ofiarami padają mężczyźni. O ile na zachodzie kontynentu statystyki budzą niepokój, o tyle w Polsce mamy do czynienia z prawdziwą katastrofą demograficzną i społeczną. Co znamienne, w debacie publicznej zdominowanej przez lewicowo-liberalną agendę temat ten niemal nie istnieje – jedynym politykiem tego obozu, który otwarcie o tym mówi jest poseł Marcin Józefaciuk.
Zdrowie

Tajemnicza zaraza dziesiątkuje wróble. Eksperci alarmują: to groźba plagi szkodników

opublikowano:
Wróble na chodniku wydziobują
Wróble na chodniku (fot. shutterstock)
Wróbel domowy – ptak, który przez pokolenia był nieodłącznym elementem naszych podwórek, rynków i gospodarstw – znika w zastraszającym tempie. Jak wynika z danych opublikowanych przez dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung", w metropoliach za naszą zachodnią granicą doszło do zapaści populacji, jakiej dotąd nie notowano. Eksperci wskazują, że za katastrofalnym spadkiem nie stoją jednak rzekome „zmiany cywilizacyjne”, lecz bezwzględny biologiczny czynnik: uderzenie zabójczego patogenu. Sytuacja może dotyczyć również Polski.
Zdrowie

Szpital zaprzecza, że Kacprzyk u nich pracuje. To było kolejne kłamstwo?

opublikowano:
Kacprzyk
Dawid Kacprzyk (fot.Screenshot - X/@PanP23929)
Dawid Kacprzyk nie pracuje obecnie w Szpitalu św. Anny w Warszawie – zapewnia Jolanta Wiśniewska z zarządu spółki prowadzącej placówkę. Lekarz jeszcze wczoraj miał jednak wskazany ten szpital jako jedno z miejsc, w których przyjmuje. Po pytaniach dziennikarzy informacja zniknęła z jego profilu.