1,6 miliona złotych rocznie dla 29-letniego lekarza bez specjalizacji związanego z KO. Rzeczniczka klubu nie widzi w tym nic zdrożnego

Rzeczniczka klubu KO Dorota Łoboda w Radiu ZET rozbrajająco tłumaczy: „nie pojawia się jakikolwiek zarzut, że zarobił te pieniądze w sposób nieuczciwy”. Czy to nowy standard „uśmiechniętej Polski”?
Błyskawiczna kariera i miliony na koncie
Jak wynika z najnowszego oświadczenia majątkowego Dawida Kacprzyka, radnego dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej, rok 2025 był dla niego finansowym eldorado. W wieku zaledwie 29 lat, będąc lekarzem w trakcie specjalizacji (czyli rezydentem), zadeklarował zarobki z działalności lekarskiej na poziomie 1,6 miliona złotych (w przeliczeniu ok. 133 tys. złotych miesięcznie)
Dla przeciętnego Polaka, zmagającego się z drożyzną, wysokimi rachunkami i kryzysem gospodarczym, taka kwota to absolutna abstrakcja. Jeszcze bardziej bulwersuje fakt, że uprawnienia lekarskie Kacprzyk uzyskał stosunkowo niedawno (w 2024 roku), a w swoich wcześniejszych deklaracjach zapewniał, że przyjmuje pacjentów wyłącznie w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) i nie realizuje komercyjnych wizyt prywatnych. Skąd więc na jego koncie tak potężne miliony?
Okazuje się, że młody działacz KO – mimo braku pełnej specjalizacji – został koordynatorem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) w Warszawskim Szpitalu Południowym. Ponadto, jak wynika z doniesień medialnych, jego majątek zasiliło luksusowe Porsche Panamera warte ponad pół miliona złotych oraz mieszkanie o wartości blisko miliona złotych – i to wszystko kupione bez żadnych kredytów.
„Nic nie wskazuje na nadużycia” – KO murem za swoim milionerem
Sytuacja ta wywołała ogromne poruszenie opinii publicznej. Pytania o moralną, systemową i polityczną stronę tak gigantycznych zarobków młodego polityka na styku publicznej służby zdrowia zaczęły płynąć z każdej strony. O komentarz w tej sprawie została zapytana rzeczniczka klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej, Dorota Łoboda, która była gościem na antenie Radia ZET.
Jej odpowiedź idealnie wpisuje się w taktykę obrony „swoich”, niezależnie od skali kontrowersji. Łoboda stwierdziła wprost, że:
Nie pojawia się jakikolwiek zarzut, że pan Dawid Kacprzyk zarobił te pieniądze w sposób nieuczciwy. Trudno mi się do tego odnosić. To informacja z oświadczenia, ale nie wynika, że były nadużyciem”.
Posłanka partii rządzącej próbowała co prawda balansować swoją wypowiedź, zauważając, że system potrzebuje korekty, jednak końcowy wniosek brzmi jak próba wygaszenia tematu:
Gdzieś pewnie trzeba byłoby znaleźć złoty środek, czyli z jednej strony, żeby pensje lekarzy były godne, ale z drugiej strony byśmy nie mieli sytuacji, które oburzają społeczeństwo, bo lekarz zarabia wielokrotnie więcej niż zwykły obywatel”.
Biznes na publicznym systemie, czyli „złote dzieci” władzy?
Dla komentatorów i wyborców prawicy sprawa ta jest kolejnym dowodem na bizantyjskie standardy panujące w szeregach partii Donalda Tuska. Podczas gdy publiczna służba zdrowia tonie w długach, pacjenci miesiącami czekają w kolejkach do specjalistów, a pielęgniarki i ratownicy medyczni walczą o godne podwyżki, młody działacz partyjny bez pełnych kwalifikacji wyciąga z systemu miliony.
Jak to możliwe, że 29-latek bez specjalizacji koordynuje jeden z najważniejszych oddziałów ratunkowych w stolicy i inkasuje stawki, o jakich wybitni profesorowie medycyny z wieloletnim stażem mogą jedynie pomarzyć? Czy legitymacja partyjna Koalicji Obywatelskiej otwiera drzwi do finansowego raju w publicznych placówkach?
Media branżowe regularnie alarmują o patologiach płacowych w ochronie zdrowia, gdzie gigantyczne kontrakty na dyżurach drenują budżety szpitali. Przypadek Dawida Kacprzyka pokazuje jednak, że jeśli jest się radnym właściwej formacji, system staje się wyjątkowo łaskawy. Czekamy na dalsze wyjaśnienia – choć patrząc na reakcję rzeczniczki KO, partia zrobi wszystko, aby zamieść tę sprawę pod dywan.
źr. wPolsce24 za RadioZet, rynekzdrowia.pl











