Prawie milion Polaków w jednej kolejce. Minister zdrowia ogłasza reformy, które nie dają nadziei pacjentom

Z danych NFZ wynika, że najbardziej dramatyczna sytuacja panuje w obszarze fizjoterapii ambulatoryjnej, gdzie na pomoc czeka aż 931,2 tysiąca osób zakwalifikowanych jako przypadki stabilne. Niezwykle trudna jest również sytuacja w diagnostyce obrazowej oraz badaniach endoskopowych, które są kluczowe dla wykrywania najpoważniejszych schorzeń, w tym nowotworów.
Na rezonans magnetyczny oczekuje ponad 246 tysięcy pacjentów, a na kolonoskopię blisko 230 tysięcy osób. Kolejne tysiące pacjentów czekają na tomografię komputerową oraz gastroskopię, co przy jednoczesnym zmniejszeniu od 1 kwietnia płatności za nadwykonania w tych dziedzinach może doprowadzić do jeszcze większego wydłużenia list oczekujących.
Lata oczekiwania na podstawowe badania specjalistyczne
Analiza konkretnych terminów w systemie e-rejestracji obnaża niewydolność systemu w poszczególnych miastach. Przykładowo w Krakowie najbliższy wolny termin na kolonoskopię to grudzień 2027 roku, natomiast pacjenci z Rzeszowa wymagający gastroskopii muszą liczyć się z oczekiwaniem aż do maja 2028 roku. Problem dotyczy również poradni specjalistycznych, gdzie do okulisty w kolejce ustawia się blisko 354 tysiące osób, a do stomatologa ponad 279 tysięcy pacjentów.
Średni czas oczekiwania dla przypadku stabilnego do gastroenterologa wynosi obecnie 187 dni, a do endokrynologa 140 dni. Nawet w przypadkach pilnych pacjenci muszą czekać średnio ponad trzy miesiące na wizytę u gastroenterologa.
Plan ministerstwa pod ostrzałem krytyki ekspertów
W odpowiedzi na narastający kryzys minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zaprezentowała plan naprawy ochrony zdrowia, jednak wzbudza on wiele kontrowersji. Głównymi założeniami propozycji resortu jest ograniczenie wynagrodzeń lekarzy w placówkach finansowanych przez NFZ do maksymalnie 240 złotych za godzinę oraz wprowadzenie obowiązku zatrudnienia na co najmniej pół etatu w państwowym systemie.
Ministerstwo planuje również rozszerzenie e-rejestracji oraz wprowadzenie e-kolejek na zabiegi szpitalne, co ma ukrócić zapisywanie pacjentów po znajomości. Eksperci i środowiska medyczne oceniają te propozycje sceptycznie, nazywając je teatrem politycznym, ponieważ w przedstawionym planie brakuje jakichkolwiek konkretnych mechanizmów, które mogłyby faktycznie skrócić czas oczekiwania pacjentów na leczenie.
Finansowa przepaść i niepewna przyszłość pacjentów
System ochrony zdrowia boryka się nie tylko z problemami organizacyjnymi, ale i gigantycznym deficytem. Na same podwyżki dla personelu medycznego, które weszły w życie w lipcu, potrzeba będzie 9,5 miliarda złotych, z czego ponad połowę NFZ musi znaleźć jeszcze w bieżącym roku.
Choć rząd zapewnia o bezpieczeństwie finansowym leczenia, to realne działania funduszu, takie jak ograniczanie płatności za badania diagnostyczne, sugerują coś przeciwnego. W efekcie pacjenci coraz częściej decydują się na leczenie prywatne, o ile pozwalają im na to zasoby finansowe, podczas gdy pozostali są zmuszeni do wieloletniego wyczekiwania w kolejkach, które według raportu NFZ stale się wydłużają.
źr. wPolsce24 za Fakt











