SKANDAL W GDYNI! „Szpitale Pomorskie” pod lupą posłów. Ponad pół miliona dla minister zdrowia za... niekonkurowanie? Szokujące kulisy kontroli
W środę, 8 lipca 2026 roku, czterej parlamentarzyści – Dorota Arciszewska-Mielewczyk, Kacper Płażyński, Michał Kowalski oraz Patryk Wicher (członek sejmowej Komisji Zdrowia) – przeprowadzili zapowiedzianą kontrolę poselską w siedzibie zarządu spółki Szpitale Pomorskie sp. z o.o. w Gdyni.
Cel wizyty był jasny: ocena, czy w spółce zarządzającej czterema kluczowymi placówkami na Pomorzu (Szpital Morski im. PCK w Gdyni, Szpital św. Wincentego a Paulo w Gdyni, Szpital Specjalistyczny im. F. Ceynowy w Wejherowie oraz Centrum Medyczne Smoluchowskiego w Gdańsku) funkcjonuje skuteczny i transparentny system kontroli wynagrodzeń, kontraktów oraz łącznego czasu pracy lekarzy.
Ukryty wiceprezes i "puste" gabinety. Skandaliczne sceny przed szpitalem
Oficjalny komunikat, jaki usłyszeli kontrolujący posłowie od przedstawicieli placówki, brzmiał jednoznacznie: prezes Dariusz Nałęcz przebywa na urlopie, a w szpitalu nie ma absolutnie nikogo z pozostałych członków zarządu. Prawda okazała się jednak zupełnie inna, a kulisy tej sprawy przypominają niemal film szpiegowski.
W pewnym momencie do zgromadzonych przed budynkiem posłów i dziennikarzy niespodziewanie wyszła kobieta w lekarskim kitlu. Bez słowa wyjaśnienia wyciągnęła telefon, zrobiła obecnym zdjęcie, po czym pospiesznie obróciła się i zaczęła odchodzić w kierunku swojego samochodu. Zdezorientowani parlamentarzyści i media ruszyli za nią z pytaniami, kim jest i co oznacza to zachowanie. Kobieta rzuciła jedynie, że... jest wiceprezesem spółki Szpitale Pomorskie. Nie chciała podjąć jakiejkolwiek rozmowy z posłami realizującymi swój ustawowy mandat, odmówiła też jakichkolwiek wyjaśnień i tłumaczeń mediom, po czym wsiadła do auta i odjechała.
– Sytuacja jest kuriozalna i żenująca. Szef zespołu radców prawnych twierdził, że nie ma żadnego z wiceprezesów, a prezes jest na urlopie. Mamy lipiec, urlopy są zrozumiałe. Ale nagle pojawia się pani wiceprezes, robi nam zdjęcia i ucieka. Przed nią stoi czterech parlamentarzystów reprezentujących społeczeństwo, a ona odwraca się i odchodzi do samochodu. To skrajnie nieeleganckie i nieadekwatne do pełnionej funkcji w tak ogromnym konglomeracie medycznym, zatrudniającym ponad 4 tysiące osób – komentował na gorąco wyraźnie zbulwersowany poseł Michał Kowalski.
Ponad pół miliona złotych dla minister zdrowia. Za co?
Najcięższe zarzuty posłów dotyczą jednak kwestii finansowych i personalnych powiązań na szczytach pomorskiej Koalicji Obywatelskiej. To właśnie z tą placówką medyczną przez lata związana była Jolanta Sobierajska-Grenda – obecna minister zdrowia w rządzie Donalda Tuska.
Z relacji posłów wynika, iż Sobierajska-Greda - już po zakończeniu pełnienia funkcji w pomorskiej spółce, mając pełną świadomość, że obejmie tekę ministra zdrowia w Warszawie – otrzymała od Szpitali Pomorskich gigantyczne środki finansowe z tytułu... zakazu konkurencji. Wypłacono jej z tego tytułu z publicznych pieniędzy ponad pół miliona złotych (dokładnie ok. 530 tysięcy złotych).
– Mamy do czynienia z wielką patologią – alarmuje poseł Michał Kowalski.
Pani minister, obejmując stanowisko w resorcie zdrowia, z mocy prawa i tak nie mogłaby prowadzić żadnej konkurencyjnej działalności medycznej czy pracować w prywatnej służbie zdrowia. Mimo to pobrała z gdyńskiego szpitala ponad 500 tysięcy złotych za zakaz konkurencji! To wyciąganie publicznych pieniędzy ze służby zdrowia na prywatne konta osób blisko związanych z Koalicją Obywatelską, z Donaldem Tuskiem i Mieczysławem Strukiem, który jest marszałkiem województwa i szefem PO na Pomorzu. To się w głowie nie mieści, to po prostu skandal.
Sprawę w ostrych słowach skomentował również poseł Kacper Płażyński, wskazując na podwójne standardy obecnej władzy:
Za naszych czasów robiono wszystko, by dofinansowywać posiłki dla pacjentów i realnie skracać kolejki. Ta ekipa zamiast na pacjentów, woli przeznaczać setki tysięcy złotych dla „swoich” politycznych kacyków. Znajdźcie mi choć jeden przykład z czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości, gdzie partyjny prominent dostaje pół miliona złotych odprawy za niekonkurowanie w instytucji medycznej, idąc na fotel ministra! Nie znajdziecie takiego przykładu, bo u nas takiego bezwstydnego złodziejstwa w biały dzień po prostu nie było! Przejęli szpitale i traktują je jak partyjny łup.
W podobnym, alarmującym tonie wypowiedziała się posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk, uderzając bezpośrednio w odpowiedzialność samej minister:
Podstawowym pytaniem, jakie dziś publicznie stawiamy pani minister jest to, czy szukając rzekomych oszczędności, obarczając winą lekarzy, sama stosowała moralne i przejrzyste standardy? Jeśli dzisiaj chce oceniać innych i drastycznie ogranicza fundusze na leczenie Polaków, to najpierw powinna sama udowodnić, że jej gigantyczne apanaże i umowy w tej spółce były etyczne. Nie pozwolimy na to, by Koalicja Obywatelska skłócała środowisko medyczne z pacjentami i niszczyła polskie szpitale, podczas gdy ich właśni politycy bezwstydnie dojeżdżają publiczny system opieki zdrowotnej.
Lekarze-rekordziści i gigantyczna dziura budżetowa
To jednak nie koniec wątpliwości, które doprowadziły do poselskiej interwencji. Parlamentarzyści sformułowali blisko 20 niezwykle szczegółowych pytań do zarządu spółki. Domagają się m.in. pełnych zestawień najwyższych miesięcznych i rocznych wynagrodzeń lekarskich z lat 2017–2026, kopii raportów przekazywanych radzie nadzorczej, szczegółów dotyczących ścieżek zatwierdzania najwyższych stawek i aneksów oraz twardych danych dotyczących czasu pracy lekarzy kontraktowych. Chodzi w szczególności o przypadki medyków, którzy wykazują ponad 250, a nawet ponad 300 godzin pracy w miesiącu.
Posłowie ostro skrytykowali systemowe patologie i gigantyczną dziurę budżetową, jaka pustoszy polską ochronę zdrowia pod rządami obecnej koalicji. Zwracano uwagę na doniesienia o lekarzach-rekordzistach, którzy za godzinę pracy potrafią inkasować astronomiczne stawki, podczas gdy szpitale toną w długach.
Chcemy to sprawdzić i wprowadzić uczciwe, przejrzyste i sprawiedliwe zasady. My nie walczymy z lekarzami ani pacjentami. Walczymy o to, by pieniądze nie uciekały bokiem. Ministerstwo i NFZ twierdzą, że nie są w stanie tego skontrolować, a nowo wprowadzane ustawy celowo pomijają spółki i spółdzielnie lekarskie, przez co większość publicznych pieniędzy jest poza realnym nadzorem. Proponujemy wprowadzenie transparentnego systemu nadzoru harmonogramów pracy w czasie realnym, by automatycznie wyłapywać pokrywające się godziny dyżurów. 90 procent lekarzy jest uczciwych, ale te 10 procent, które kombinuje za przyzwoleniem politycznych nominatów z Koalicji Obywatelskiej, niszczy wizerunek całej grupy – zaznaczał poseł Patryk Wicher.
Posłowie przypomnieli również o drastycznym ograniczeniu dostępu do kluczowych badań diagnostycznych, takich jak kolonoskopia czy gastroskopia, oraz o trikach księgowych rządu, polegających na przesuwaniu wypłat za nadwykonania dopiero na okres po nadchodzących wyborach, by ukryć katastrofalną kondycję finansową szpitali.
Według parlamentarzystów realna dziura w systemie ochrony zdrowia może wynosić już od 40 do nawet 50 miliardów złotych.
Co dalej? Zarząd ma dwa tygodnie
Zarząd Szpitali Pomorskich oraz reprezentujący spółkę radca prawny dostali dwa tygodnie na dostarczenie posłom kompletu dokumentów i precyzyjnych odpowiedzi na piśmie.
Mają prawny obowiązek udostępnić nam te dokumenty. Gdy je otrzymamy, zreferujemy sprawę opinii publicznej. Jeśli potwierdzą się najgorsze scenariusze o marnotrawieniu publicznych środków w czasie, gdy brakuje pieniędzy na podstawowe leczenie Polaków, sprawa natychmiast trafi do organów ścigania. Czas skończyć z traktowaniem państwowych instytucji jak prywatnego folwarku polityków Koalicji Obywatelskiej – podsumowali zgodnie parlamentarzyści.
Do sprawy będziemy wracać.
źr. wPolsce24











