Skandal w ministerstwie. Dziesiątki milionów bez konkursu na... internetowy kurs ratowania życia na froncie. Nawet „Wyborcza” uderza w resort zdrowia!

Chodzi o gigantyczne środki z unijnego programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego, które Ministerstwo Zdrowia lekką ręką i w trybie niekonkurencyjnym – czyli bez żadnego otwartego konkursu – przyznało Wojskowemu Instytutowi Medycznemu (WIM). Dokładna kwota poraża: to aż 32,9 miliona złotych na szkolenia z zakresu medycyny taktycznej.
Gdzie leży haczyk? Diabeł tkwi w szczegółach tego kuriozalnego projektu. Z założeń wynika, że przeszkolonych ma zostać 4 tysiące osób. Prosty rachunek wskazuje, że koszt „edukacji” jednego uczestnika to ponad 8 tysięcy złotych! Eksperci cytowani w mediach łapią się za głowy, podkreślając, że profesjonalne, uznawane na świecie kursy standardu TCCC czy TECC kosztują ułamek tej kwoty. Tak wyśrubowaną cenę można by jeszcze próbować tłumaczyć zaawansowanymi ćwiczeniami poligonowymi pod okiem międzynarodowych instruktorów, ale... nic z tych rzeczy.
Wojna na ekranie komputera
Jak ujawnia w artykule „Gazety Wyborczej” Judyta Watoła, z zapowiadanych 4 tysięcy uczestników realne, praktyczne szkolenie przejdzie zaledwie jedna czwarta z nich (tysiąc osób). Pozostałe trzy tysiące dostaną wersję... „light”. Będą uczyć się tamowania krwotoków i ratowania rannych żołnierzy, siedząc wygodnie przed monitorami komputerów. Kursy mają odbywać się wyłącznie online!
– Nie jestem sobie w stanie wyobrazić szkolenia medycznego online, więc na ten temat nawet nie będę dyskutował. To dla mnie jest jakaś głupota i bzdura – komentuje na łamach prasy były uczestnik misji wojskowych, nie kryjąc zażenowania pomysłami urzędników.
Miliony wydane, certyfikatów brak. Standardy NATO? „Bez wartości”
Jakby tego było mało, okazuje się, że absolwenci tego niezwykle kosztownego programu nie otrzymają żadnych certyfikatów respektowanych przez struktury NATO. Choć WIM jako akredytowany ośrodek normalnie takie dokumenty wystawia i inkasuje za to rynkowe opłaty, w tym konkretnym projekcie zrezygnowano z zachodnich standardów. Tłumaczenie Instytutu poraża bezczelnością – urzędnicy stwierdzili bowiem, że na prawdziwej wojnie taki międzynarodowy certyfikat... „nie ma żadnej wartości”.
Na domiar złego, choć „szkolenia” ruszają już w czerwcu, szczegółowy program i jego założenia wciąż... powstają. Wszystko organizowane jest „na kolanie”, ale miliony z ministerstwa zdążyły już popłynąć szerokim strumieniem.
Fakt, że to właśnie „Gazeta Wyborcza” – zazwyczaj pełniąca rolę medialnej tarczy dla rządu – decyduje się na tak ostry i bezpardonowy atak na Ministerstwo Zdrowia, dowodzi jednego: w resorcie dzieją się rzeczy, których nie da się już dłużej pudrować ani zamiatać pod dywan. Czy doczekamy się dymisji, czy sprawa – jak wiele innych – zostanie rozmyta?
źr. wPolsce24 za "Gazeta Wyborcza"











