Smutna prawda o polskich truskawkach. Czy wiemy, co w ogóle jemy?

Polacy żyją w potężnej iluzji. Od lat powtarza się nam, że gigantyczne sieci handlowe i dyskonty karmią nas „plastikową”, naszpikowaną chemią żywnością, a prawdziwy ratunek czeka na lokalnych bazarkach lub bezpośrednio z tyłu furgonetki zaufanego plantatora. Raport Fundacji Pro-Test, która oddała próbki polskich truskawek do niezależnego, akredytowanego laboratorium, zrzuca na nas bombę prawdy.
Wyniki porażają: niezależnie od tego, gdzie kupisz owoce – w dyskoncie, na targu czy od uśmiechniętego sprzedawcy – fundujesz swojemu organizmowi regularny koktail chemiczny.
Pestycydowy koktajl na Twoim talerzu
Badacze wzięli pod lupę owoce z czterech popularnych źródeł. To, co odkryli w laboratorium, mrozi krew w żyłach. W truskawkach z warszawskiego bazarku wykryto pozostałości aż sześciu różnych pestycydów. Z kolei owoce kupione bezpośrednio od rolnika, rzekomo „prosto z krzaka i naturalne”, zawierały aż pięć toksycznych związków. Kaptan, boskalid, piraklostrobina, pirymetanil – te nazwy brzmią jak spis inwentarza fabryki chemicznej, a nie skład letniego deseru!
Dla przypomnienia: we wcześniejszym teście w truskawkach z Biedronki znaleziono aż siedem substancji, a w Lidlu – trzy. Oznacza to jedno – mit czystego, wiejskiego owocu umarł bezpowrotnie. Rolnicy pompują w ziemię i rośliny gigantyczne ilości agrochemii, byle tylko utrzymać zbiory i wygrać walkę z pleśnią.
Normy na granicy, czyli legalna trucizna?
Oficjalne komunikaty uspokajają: „żadna z próbek nie przekroczyła dopuszczalnych norm prawnych”. Ale czy to naprawdę powinno nas uspokajać? Normy ustalane są dla każdej substancji z osobna. Żaden urzędnik w Brukseli czy Warszawie nie badał jednak, jak na ludzki organizm działa kumulacja pięciu lub siedmiu różnych pestycydów naraz! Lekarze i toksykolodzy alarmują – tak zwany „efekt koktajlu” to tykająca bomba zegarowa. Substancje te mogą wchodzić ze sobą w reakcje, niszcząc nasz układ hormonalny, obciążając wątrobę i wykazując działanie rakotwórcze oraz uszkadzające układ rozrodczy.
Niebezpieczeństwo czai się wszędzie
Truskawka to owoc wyjątkowo delikatny, gąbczasty, który chłonie chemię oraz wilgoć jak gąbka. Oprócz pestycydów, masowe uprawy i nieodpowiednie przechowywanie sprzyjają rozwojowi groźnych pleśni oraz bakterii. Kupując kobiałkę tych owoców na przydrożnym straganie, kupujemy iluzję świeżości. W rzeczywistości przynosimy do domu bombę biologiczną i chemiczną.
Czy jesteśmy bezbronni? Zwykłe płukanie truskawek pod kranem nie zmyje tej chemii – większość tych substancji jest zaprojektowana tak, by nie zmył ich deszcz. Aby częściowo uratować zdrowie, eksperci zalecają zaawansowane metody: mycie w wodzie ozonowanej, używanie myjek ultradźwiękowych, a nawet... gotowanie owoców. Tylko kto chce jeść gotowane truskawki w upalny czerwcowy dzień?
Ekspertka od planowania domowego budżetu Paulina Daszkiewicz zauważa, że warto zaopatrzyć się w ekologiczne płyny do mycia świeżych warzyw i owoców, które usuwają część szkodliwych substancji.
- W sezonie jem truskawki kilogramami i w przeszłości różnie było z samopoczuciem. Odkąd zaczęłam świadomie czyścić te owoce, jest o wiele lepiej - przekonuje Daszkiewicz.
Zanim następnym razem ulegniesz czarowi „świeżych, polskich truskaweczek”, zastanów się dwa razy zanim od razu po zakupie zjesz z kobiałki kilka sztuk. Czysta natura na straganach już nie istnieje. Została zastąpiona przez bezwzględny agro-biznes, w którym zysk liczy się bardziej niż zdrowie konsumenta. Niestety polscy rolnicy, by sprostać konkurencji, muszą chronić swoje uprawy, co niestety przekłada się na skład owoców.
źr. wPolsce24 za rynekzdrowia.pl











