Boty wystawiają L4, lekarze mają kłopoty. Patologie telemedycyny

-
Rosną dyscyplinarki wobec lekarzy współpracujących z „receptomatami” i „zwolnieniomatami”, gdzie za wydawanie recept i L4 odpowiadają boty działające masowo i automatycznie.
-
Problem trwa od 2022 r., a brak regulacji wynika m.in. z popularności telemedycyny oraz jej roli w odciążaniu NFZ.
-
Nasilają się kradzieże certyfikatów ZUS lekarzy – hakerzy wyłudzają dane przez fałszywe SMS-y i strony imitujące mObywatela, a lekarze odkrywają proceder dopiero po fakcie.
-
Niektórzy medycy świadomie udostępniają swoje certyfikaty firmom, a NIL podkreśla, że bez zmian w prawie nie da się powstrzymać nadużyć w internetowej pseudo-telemedycynie.
Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski potwierdza: po drugiej stronie internetowych „receptomatów” lub „zwolnieniomatów” siedzą boty. Mogą nawet zadać użytkownikowi kilka rutynowych pytań na czacie, ale recepty czy L4 wystawiają z automatu. I to masowo. Liczby idą w setki lub tysiące w ciągu doby.
Popularna telemedycyna
Według Kosikowskiego problem zaczął się ok. 2022 r. w czasie pandemii Covid.- Jest rok 2025 i dotąd nic się nie zmieniło. (...) W internecie mnożą się spółki oferujące tego typu usługi, których wraz z rozwojem nowych technologii będzie tylko przybywać. Z odpowiedzi, które dostajemy od decydentów można wyczytać, że rozwiązanie problemu się nie opłaca, bo telemedycyna to popularna w społeczeństwie forma konsultacji z lekarzem, która dodatkowo odciąża NFZ - mówi Kosikowski.
Ataki hakerskie
Innym problemem, na jaki zwraca uwagę rzecznik NIL jest wykradanie certyfikatu ZUS lekarzom. Ataki hakerskie stają się częścią tego biznesu. - Celem ataku jest certyfikat ZUS, dzięki któremu lekarz może wystawiać zwolnienia i recepty online - wyjaśnia
Scenariusz wygląda mniej więcej tak: lekarz dostaje sms o treści „Certyfikat ZUS zostanie zawieszony, prosimy o ponowne zalogowanie w celu zaktualizowania”. Jeśli kliknie w link, przechodzi na stronę do złudzenia przypominającą aplikację mObywatel.
Zdarza się, że lekarz o masowym wystawianiu przez siebie recept czy zwolnień dowiaduje się z ZUS-u lub Naczelnego Sądu Lekarskiego albo od pacjentów, którzy kontaktują się z nim prywatnymi kanałami. Okazuje się wówczas, że doszło do kradzieży certyfikatu.
Łatwy zarobek
Ale niektórzy lekarze świadomie udostępniają firmom swoje certyfikaty ZUS. Bo to szybki i łatwy zarobek. - To wciąż pojedyncze sytuacje. Zwykle kończą się tak, że lekarz po prostu blokuje swój certyfikat i wyrabia nowy. Nie słyszałem, aby kiedykolwiek udało się wyciągnąć konsekwencje wobec firm, które certyfikat od lekarza wykradły - mówi rzecznik NIL.
Rozmówca „GW” podkreśla, że NIL od dawna domaga się od rządzących stosownych regulacji prawnych, które pozwoliłyby ukrócić działanie internetowych „receptomatów” i „zwolnieniomatów”.
źr. wPolsce24 za PAP/"GW"











