Będą nas szczepić lekami wymyślonymi przez AI! To się nie mieści w głowie

Świat pędzi naprzód, a globalne elity naukowe i technologiczne zdają się nie zadawać sobie najważniejszego pytania: Gdzie jest granica? Jak donoszą media, brytyjscy naukowcy z Uniwersytetu Cambridge we współpracy z firmą biotechnologiczną DIOSynVax ogłosili „historyczny sukces”. Po raz pierwszy w dziejach ludzkie organizmy zostały poddane testom preparatu, którego najważniejszy, aktywny składnik (tzw. superantygen mający rzekomo chronić przed całymi rodzinami koronawirusów) został od A do Z zaprojektowany przez Sztuczną Inteligencję.
Propagandyści postępu już dzisiaj pieją z zachwytu. Słyszymy o „nowej erze medycyny”, o tym, że algorytm w kilka miesięcy wykonał pracę, która zespołom ludzkich genialnych naukowców zajęłaby całe lata. Komputery przeanalizowały miliony kombinacji genetycznych i stworzyły strukturę, która ma „wyprzedzać mutacje” wirusów. Pierwsza faza testów na grupie 39 ochotników już się zakończyła, a w planach są kolejne eksperymenty na większych grupach ludzi.
Jednak za fasadą haseł o „zbawieniu ludzkości przed przyszłymi pandemiami” kryją się fundamentalne, głęboko niepokojące pytania etyczne i egzystencjalne. Czy oddanie komputerom kontroli nad tym, co wstrzykuje się do ludzkiego krwioobiegu, to wciąż jeszcze nauka, czy już niebezpieczna hybris i igranie z naturą?
Algorytm nie ma sumienia ani odpowiedzialności
Tradycyjna medycyna od wieków opierała się na ludzkim geniuszu, ale przede wszystkim – na ludzkiej intuicji, etyce i osobistej odpowiedzialności lekarza oraz badacza. Naukowiec z krwi i kości odpowiada za swoje dzieło swoim nazwiskiem, sumieniem, a lekarz, przysięgą Hipokratesa. A kto weźmie odpowiedzialność, jeśli „zaprojektowany przez AI” superantygen po latach wywoła nieprzewidziane skutki uboczne? Komputer? Linijki kodu? Globalna korporacja technologiczna, która zasłoni się „błędem algorytmu”?
Warto zauważyć, w jaki sposób ten nowy cud techniki ma być aplikowany. Entuzjaści projektu z dumą podkreślają, że nowa szczepionka nie będzie wymagała nawet tradycyjnej igły. Ma być wtłaczana przez pory skóry za pomocą specjalnego strumienia płynu pod wysokim ciśnieniem. Szybko, masowo, bezboleśnie. Dla technokratów to ideał: bezproblemowa, masowa dystrybucja substancji zaprojektowanej przez sztuczny umysł. Dla ludzi przywiązanych do tradycyjnego rozumienia wolności i integralności własnego ciała brzmi to jak kolejny krok w stronę dystopijnego świata rodem z powieści George’a Orwella czy Aldousa Huxleya.
Lekcja z przeszłości odrobiona?
Nie musimy szukać daleko w historii, by pamiętać, z jak wielkim naciskiem i presją społeczną spotykały się szczepienia w okresie ostatnich kryzysów zdrowotnych. Wówczas preparaty były jednak tworzone przez ludzkie zespoły. Co stanie się w przyszłości, gdy globalne organizacje, takie jak WHO, zaczną rekomendować – lub wręcz wymuszać – przyjmowanie substancji, których struktury nie potrafi do końca pojąć żaden ludzki mózg, ponieważ przerosła nas złożoność algorytmów?
Przekazanie Sztucznej Inteligencji monopolu na projektowanie leków to de facto oddanie technokratycznym korporacjom ostatecznej władzy nad ludzkim zdrowiem. Przecież to giganci z Doliny Krzemowej i wielkie fundusze inwestycyjne kontrolują serwery, na których te algorytmy operują.
Medycyna nie może stać się zakładnikiem cyfrowej czarnej skrzynki (tzw. black box), gdzie na wejściu wrzuca się dane, a na wyjściu otrzymuje gotowy produkt medyczny, bez pełnego zrozumienia mechanizmu przez ludzkich ekspertów. Pora głośno i wyraźnie zapytać polityków oraz rady etyczne: czy pozwolimy na to, by maszyny decydowały o biologicznym kształcie przyszłych pokoleń? Bo jeśli dziś zgadzamy się na szczepionki od AI, jutro możemy obudzić się w świecie, gdzie algorytmy będą projektować całe nasze życie – od kołyski aż po grób.
źr. wPolsce24 za theconversation.com











