Te koty są ikoną Nowego Jorku. Aktywiści chcą je zalegalizować

Bodegi są charakterystycznym elementem nowojorskiej kultury. Tym słowem określa się niewielkie sklepiki, które sprzedają towary pierwszej potrzeby i ciepłe jedzenie. Zwykle umieszcza się je na rogach budynków, są otwarte do późnych godzin nocnych, a ich właściciel jest również sprzedawcą. Często są prowadzone przez imigrantów.
Walczą z myszami i przyciągają klientów
Jak informuje agencja AFP, wiele bodeg – mniej więcej jedna trzecia – ma własnego kota. Austin Moreno, właściciel bodegi na Manhattanie, powiedział dziennikarzom, że jego kot Simba jest niezwykle ważny dla funkcjonowania jego sklepiku, bo chroni towary przed myszami. Przyznał także, że zwierzę jest żywą reklamą, która przyciąga klientów. - Ludzie, bardzo często, przychodzą spytać, jak ma na imię. Pewnego dnia jakieś dziewczyny zobaczyły go po raz pierwszy, a teraz przychodzą tu codziennie – powiedział dziennikarzom.
Problem w tym, że koty w bodegach są w Nowym Jorku nielegalne. Zgodnie z przepisami sanitarnymi nie wolno bowiem trzymać zwierząt w sklepach, w których sprzedawana jest żywność, a za złamanie zakazu grożą wysokie mandaty. Być może jednak wkrótce się to zmieni. Aktywiści walczą bowiem o to, by bodegi nie podlegały pod ten zapis.
Jednym z nich jest Dan Rimada, założyciel organizacji Bodega Cats of New York, który robi kotom zdjęcia i publikuje je w mediach społecznościowych. W zeszłym roku stworzył w tym celu petycję, którą podpisało aż 14 tys. osób. - Te koty są częścią tkaniny Nowego Jorku, i to ważna historia do opowiedzenia – stwierdził.
Sprawa zainteresowała już polityków
Być może ich wysiłki przyniosą efekty. Jak informuje AFP, zainspirowany tą petycją miejski radny Keith Powers stworzył projekt przepisów, które zwolnią właścicieli bodeg z tych mandatów. Projekt jego ustawy przewiduje także, że miasto sfinansuje im szczepienia i sterylizację ich pupili.
Nie wszyscy aktywiści uważają, że to do dobry pomysł. Becky Wisdom, która ratuje bezdomne nowojorskie koty, powiedziała, że groźba mandatu to dobry straszak na właścicieli bodeg, by dbali o swoje zwierzęta. Jej zdaniem miasto powinno także finansować sterylizację kotów biednym rodzinom, a nie biznesmenom.
Allie Taylor, prezydent organizacji Wyborcy za Prawami Zwierząt, zauważyła, że to nie miasto, a władze stanowe zajmują się przepisami dotyczącymi funkcjonowania sklepów. Ona sama popiera inicjatywę Lindy Rosenthal, członka zgromadzenia stanowego. Ta przewiduje, że trzymanie kotów w bodegach stanie się legalne, ale ich właściciele musieliby spełnić szereg warunków, m.in. ich sterylizację, regularne wizyty u weterynarza oraz zadbanie, by miały jedzenie, wodę i bezpieczne miejsce do spania.
Aktywiści twierdzą, że wielu właścicieli bodeg nie dba o dobrostan ich kotów, a gdy zachorują lub się zestarzeją, wyrzuca je na ulicę.
źr. wPolsce24 za AFP











