Syn prezydenta Ukrainy ukrywa się przed poborem. Żołnierze rozpoczęli zbiórkę na bilet do domu dla Ołeksija Poroszenki

Inicjatorzy zbiórki apelują również do mediów, aby bojkotowały polityków, których dzieci uchylają się od służby - wynika z wpisu w mediach społecznościowych żołnierza o pseudonimie "Stalker", cytowanego przez agencję UNN.
– Moi przyjaciele i ja postanowiliśmy rozpocząć bezterminową akcję „Synowie polityków – na front!”. W ramach tej inicjatywy ogłaszam pierwszą zbiórkę – na bilet powrotny dla Ołeksija Poroszenki. Dlaczego zbieramy dla niego? Bo dziś Ołeksij ma poważny problem. Choć jego ojciec zgromadził na kontach nawet półtora miliarda dolarów, chłopakowi nie starcza na powrót do domu. Musi jeść foie gras tylko co drugi dzień, bo cały jego majątek jest zajęty – a sam jest poszukiwany za unikanie służby wojskowej – napisał „Stalker”.
Radzą, ale dzieci nie dadzą
Jeśli syn Petro Poroszenki nie przyjmie biletu, zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na zakup dronów dla ukraińskiej armii.
„Stalker” zauważa, że w ostatnim czasie aktywizują się politycy, którzy chętnie udzielają rad, jak walczyć i negocjować pokój. Ich synowie, którzy powinni podlegać obowiązkowi służby, ukrywają się tymczasem za granicą i nie wiążą swojej przyszłości z Ukrainą.
Wydają pieniądze, które rodzice zarobili na wojnie
– Żyją, studiują, wydają pieniądze, które ich rodzice zarobili na wojnie i na Ukrainie. Ale ani jednego roku swojego sytego i szczęśliwego życia nie planują spędzić w tym kraju. Bo doskonale wiedzą, co ich rodzice robią z państwem: kradną, kombinują, dzielą łupy. Najlepszy przykład? Synowie Poroszenki: Ołeksij i Mychajło. Najstarszy niedawno skończył 40 lat. Oni i ich znajomi trzymają pozycje na froncie w Londynie. Na pierwszej linii luksusowego życia – walczą z homarami w najlepszych restauracjach i przybliżają zwycięstwo osobistego komfortu nad codziennością zwykłych ludzi – napisał „Stalker”.
źr. wPolsce24 za unn.ua