Koalicja Postępowa Bułgaria, związana z byłym prezydentem Rumenem Radewem, zdobyła aż 44,7 proc. głosów – wynika z danych po przeliczeniu 92 proc. kart. To ponad 1,3 mln wyborców.
Dla porównania:
- partia GERB Bojko Borisowa – 13,4 proc.
- koalicja Kontynuujemy Zmiany–Demokratyczna Bułgaria – 13,2 proc.
- DPS–Nowy Początek Deliana Peewskiego – 6 proc.
- Odrodzenie – 4,4 proc.
Szacunki wskazują, że ugrupowanie Radewa może liczyć na samodzielną większość – od 129 do 131 mandatów w 240-osobowym parlamencie.
„Koszmar” wraca w nowym miejscu?
Nowy układ sił budzi emocje, bo Radew i jego środowisko bywają określani przez krytyków podobnymi etykietami, jakie przez lata przypisywano Viktorowi Orbanowi – jako politycy antyimigracyjni, sceptyczni wobec Brukseli czy bardziej otwarci na relacje z Rosją. W tym ujęciu, dla części europejskich elit politycznych scenariusz, który miał się kończyć nad Dunajem, właśnie zaczyna się na Bałkanach – tym razem w Sofii.
Kraj zmęczony wyborami
Niedzielne głosowanie było już ósmymi wyborami parlamentarnymi w Bułgarii od 2021 roku – w tym aż siódmymi przedterminowymi.
Radew zapowiedział po ogłoszeniu wyników:
„Zrobię wszystko, co możliwe, aby uniknąć konieczności ponownego organizowania przedterminowych wyborów w Bułgarii”
Nowy rozdział w Sofii
Choć oficjalny podział mandatów ma zostać ogłoszony w ciągu kilku dni, jedno jest już jasne – wyborcy w Bułgarii zdecydowali się na wyraźną zmianę. A dla Brukseli może to oznaczać początek kolejnej politycznej układanki, tym razem z Sofią w roli głównej.
źr. wPolsce24 za PAP