Startup z Izraela chce… zaciemnić nam słońce. Horror rodem z SF — i realny plan geoinżynierii

-
Start-up Stardust planuje od 2026 roku rozpylanie własnych, „tajnych” cząsteczek w stratosferze (ok. 18 km wysokości), twierdząc, że technologia ma sztucznie ochłodzić planetę i stać się produktem sprzedawanym państwom.
-
Firma nie przedstawiła żadnych recenzowanych badań potwierdzających bezpieczeństwo, a opatentowana technologia oznaczałaby oddanie kontroli nad globalnym klimatem prywatnej firmie, poza nadzorem międzynarodowych instytucji.
-
Brak globalnych regulacji pozwala działać w szarej strefie, a eksperci ostrzegają przed nieprzewidywalnymi skutkami: zmianą opadów, zakłóceniami klimatycznymi, ryzykiem konfliktów i potencjalnym złamaniem Convention on Biological Diversity.
-
Krytycy ostrzegają, że bez przejrzystości i odpowiedzialności klimat może stać się towarem, a decyzje o dostępie do światła słonecznego — zależeć od firm, co rodzi fundamentalne pytania o bezpieczeństwo, demokrację i globalną sprawiedliwość.
Pomysł brzmi jak science-fiction, ale dziś to rzeczywistość, a start-up zebrał na ten cel już 60 mln dolarów od inwestorów. Za każdym zdaniem marketingowym o „ratowaniu klimatu” kryje się gigantyczne ryzyko — dla ludzi, środowiska, klimatu — i całkowity brak gwarancji. Oto, co wiadomo, i dlaczego powinniśmy się bać.
Co chce zrobić Stardust?
Firma, która jest zarejestrowana w USA, a jej siedziba znajduje się w Izraelu deklaruje, że w 2026 r. zacznie kontrolowane eksperymenty w stratosferze przy użyciu samolotów, które rozpylałyby tajemnicze, opatentowane przez firmę, cząstki na wysokości ok. 18 kilometrów.
Czemu ma to służyć? Według twórców — globalnemu schłodzeniu planety, by powstrzymać wzrost temperatur spowodowany ociepleniem klimatu. Stardust obiecuje, że cząstki mają być „chemicznie obojętne, bezpieczne dla ludzi i środowiska, które po pewnym czasie bezpiecznie opadają”.
Planowany model biznesowy: sprzedawanie technologii państwom, które zdecydują się ją wdrożyć jako część strategii klimatycznej.
Nikt nie gwarantuje bezpieczeństwa
Stardust nigdy nie opublikował badań w recenzowanych czasopismach — wszystkie deklaracje o bezpieczeństwie opierają się na obietnicach. Technologia ma być opatentowana — co znaczy, że decyzje o globalnym klimacie mogłyby należeć do prywatnej firmy, nie społeczności międzynarodowej.
Nie ma międzynarodowych regulacji zabezpieczających przed takim eksperymentem — co pozwala na działanie w szarej strefie globalnego prawa klimatycznego.
Krytycy podkreślają, że takie działanie może mieć nieprzewidywalne konsekwencje — od zmiany pogody, przez zaburzenia opadów, po katastrofy ekologiczne i konflikty między państwami.
Jedna z organizacji monitorujących argumentuje, że projekt Stardust może łamać międzynarodowe zobowiązania wynikające z Convention on Biological Diversity — która od 2010 r. w praktyce zabrania dużych działań geo-inżynieryjnych.
Czy już trzeba krzyczeć „stop”?
Jeśli Stardust i jemu podobni dopną swego — klimat przestanie być wspólnym dobrem, a stanie się towarem. Prywatne firmy będą decydować, ile słońca dostaniemy, a społeczeństwa — czy chcą żyć w stale przyciemnionym świecie.
To nie tylko problem ekologiczny — to problem sprawiedliwości, prawa, demokracji. Bo kto kontroluje tę technologię? Kto odpowie, jeśli coś pójdzie źle? Nie ma odpowiedzi.
Kiedy w grę wchodzi słońce — naturalny skarb całej planety — nie wystarczą obietnice. Potrzeba transparentności, globalnej regulacji, międzynarodowej zgody. A dziś Stardust deklaruje wszystko — poza tym, co najważniejsze: bezpieczeństwem swojej technologii i odpowiedzialnością jeśli coś pójdzie nie tak.
źr. wPolsce24 za stardustsolutions.com/politico.eu











