Sensacyjne dokumenty. Unia wiedziała o lukach w kontrolach żywności, mimo to forsowała umowę z Mercosur. Co naprawdę trafi na nasze stoły?

Sprawę nagłośnił Adrian Biernacki, były rzecznik prasowego Stałego Przedstawicielstwa RP przy Unii Europejskiej w Brukseli, przytaczając fragmenty raportu Komisji Europejskiej. Cytaty są jednoznaczne i pochodzą z oficjalnych wniosków audytowych.
„Brak wyznaczonego organu właściwego do nadzoru”
W raporcie czytamy wprost: „Brak wyznaczonego organu właściwego do nadzoru nad ryzykiem mikrobiologicznym na poziomie gospodarstw.” To nie jest drobna luka proceduralna. To informacja, że na etapie upraw i plantacji – czyli tam, gdzie zaczyna się łańcuch żywnościowy – nie ma jasno określonej instytucji odpowiedzialnej za kontrolę zagrożeń mikrobiologicznych.
Jeszcze mocniejsze jest kolejne zdanie z dokumentu: „Nie przeprowadza się oficjalnych kontroli na poziomie produkcji podstawowej.” Oznacza to, że realne, państwowe kontrole nie obejmują etapu, na którym powstaje surowiec roślinny. A to właśnie tam może dochodzić do skażeń biologicznych, problemów z higieną czy niewłaściwego stosowania środków ochrony roślin.
W praktyce rodzi to zasadnicze pytanie: czy system kontroli zaczyna działać dopiero wtedy, gdy produkt jest już przetworzony i przygotowany do eksportu?
Niedofinansowanie i braki kadrowe
Z ustaleń audytorów wynika, że problemy mają charakter systemowy. Lokalne oddziały nadzoru są niedofinansowane i zmagają się z brakami kadrowymi. To nie są zarzuty polityczne, lecz wnioski zawarte w raporcie KE.
Pada też szczególnie niepokojące stwierdzenie: „brak zrozumienia zasad HACCP przez personel.” System HACCP to fundament bezpieczeństwa żywności w Unii Europejskiej – opiera się na analizie zagrożeń i krytycznych punktach kontroli. Jeśli osoby odpowiedzialne za nadzór nie rozumieją jego zasad, trudno mówić o skutecznym zarządzaniu ryzykiem mikrobiologicznym.
To właśnie ten element budzi największe obawy w kontekście eksportu do UE. Unijny rynek opiera się na założeniu równoważności standardów. Jeśli jednak system kontroli w kraju eksportującym nie funkcjonuje zgodnie z deklaracjami, pojawia się pytanie o realne bezpieczeństwo.
Certyfikaty eksportowe bez gwarancji dla produkcji podstawowej
Szczególnie wymowny jest fragment raportu dotyczący certyfikatów eksportowych. Jak wskazali audytorzy, rejestracja, na podstawie której zatwierdzane są dokumenty przy eksporcie do UE, dotyczy zakładu przetwórczego i „nie zapewnia żadnej gwarancji dotyczącej produkcji podstawowej.”
To oznacza, że formalnie wszystko może się zgadzać na etapie przetwórni, ale nie ma pewności co do warunków, w jakich powstał surowiec. Innymi słowy – certyfikat nie musi być potwierdzeniem bezpieczeństwa na poziomie pola czy plantacji.
W kontekście zwiększenia wymiany handlowej z krajami Mercosur ta informacja nabiera szczególnej wagi. Umowa ma otworzyć szerzej unijny rynek na produkty rolne. Tymczasem już przed jej finalizacją audytorzy KE wskazują na poważne luki w systemie nadzoru.
Audyt tuż przed politycznym przyspieszeniem
Najbardziej kontrowersyjny pozostaje moment powstania dokumentów. Kontrole odbyły się we wrześniu i październiku 2025 r. W tym samym czasie w Brukseli trwały intensywne działania zmierzające do domknięcia negocjacji z Mercosur.
Oznacza to, że Komisja Europejska dysponowała wiedzą o brakach w systemie nadzoru sanitarnego, gdy jednocześnie przyspieszano proces polityczny. To zestawienie faktów rodzi pytania o hierarchię priorytetów: czy kwestie bezpieczeństwa żywności były równie istotne jak tempo finalizacji umowy?
Dla konsumentów w Polsce i całej UE kluczowe jest jedno: jakie mechanizmy kontroli będą obowiązywać po wejściu w życie umowy i czy luki wskazane przez audytorów zostały realnie usunięte.
Bo w tej sprawie nie chodzi wyłącznie o geopolitykę i handel. Chodzi o to, co naprawdę trafi na nasze stoły.
źr. wPolsce24 za X/Adr_Biernacki











