Polecisz z dzieckiem… ale czy razem? Ryanair znów pod ostrzałem

Nowe zasady są proste tylko na pierwszy rzut oka. Rodziny z dziećmi dostaną miejsca obok siebie dopiero po odprawie, w ramach automatycznego przydziału. W praktyce oznacza to jedno: pasażer nie ma żadnej kontroli nad tym, gdzie usiądzie. Najczęściej będą to miejsca w tylnej części samolotu – czyli dokładnie tam, gdzie linie lotnicze „lokują” pasażerów bez wykupionych dodatków.Kto chce siedzieć bliżej przodu albo wybrać konkretne miejsce? Ten scenariusz się nie zmienia – trzeba dopłacić.
Koniec jednej opłaty, początek kolejnych pytań
Ryanair wycofuje część kontrowersyjnych praktyk związanych z tzw. „obowiązkową opłatą rodzinną”, która zmuszała rodziców do wykupienia miejsca, by mieć gwarancję siedzenia obok dziecka. Po interwencji regulatora w Wielkiej Brytanii linia musiała złagodzić zasady. Ale pytanie pozostaje: czy rzeczywiście chodzi o poprawę komfortu pasażerów, czy raczej o kosmetyczne dostosowanie się do presji, bez rezygnacji z maksymalizacji dodatkowych opłat?
Dla linii lotniczej to nie pierwszy konflikt z brytyjskim urzędem ds. konkurencji. Ryanair od lat balansuje na granicy tego, co formalnie legalne, i tego, co klienci uznają za uczciwe. Model biznesowy przewoźnika od dawna opiera się na jednym schemacie: niski koszt wejścia i cała lista dodatkowych opłat. W teorii klient wybiera. W praktyce – jeśli chce podstawowego komfortu, dopłaca. Nowe zasady dotyczące miejsc dla rodzin nie zmieniają tego fundamentu. Zmieniają jedynie sposób jego opakowania.
Ryanair mówi o ułatwieniach dla rodzin. Krytycy widzą kolejną próbę wygładzenia kontrowersyjnych praktyk bez realnej zmiany modelu działania. Jedno pozostaje bez zmian: w tanim lataniu „darmowe” bardzo często oznacza tylko tyle, że koszt został przeniesiony gdzie indziej.
źr. wPolsce24 za The Sun/EuroNews











