Rozmowy w sprawie Grenlandii były trudne? Kamery zarejestrowały zaskakującą scenę

Administracja Donalda Trumpa otwarcie twierdzi, że chce przejąć kontrolę nad Grenlandią. Oficjalną przyczyną jest to, że ich zdaniem Dania nie dba w wystarczającym stopniu o bezpieczeństwo tej wyspy, a rosyjskie i chińskie okręty regularnie naruszają jej wody terytorialne, co stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa USA. Amerykanie przyznają także, że chcieliby wydobywać jej surowce naturalne, w tym metale ziem rzadkich, które obecnie stoją odłogiem.
Tajemnicą poliszynela jest jednak fakt, że głównym powodem zainteresowania Grenlandią jest obawa, że w razie ogłoszenia niepodległości dostanie się ona w strefę wpływu Chin – oraz to, że ta wyspa jest niezbędna do kontrolowania szlaków handlowych, które mogą pojawić się na Arktyce z powodu zmian klimatu. Członkowie administracji Trumpa nie ukrywają, że chcieliby ją kupić, ale Duńczycy nie chcą się na to zgodzić. Amerykanie nie wykluczają interwencji zbrojnej, choć zdaniem większości ekspertów użycie siły do jej uzyskania jest skrajnie mało prawdopodobne.
Musieli się uspokoić?
W środę minister spraw zagranicznych Danii Lars Lokke Rasmussen i jego grenlandzka odpowiednik, Vivian Motzfeldt spotkali się w Białym Domu z wiceprezydentem JD Vancem i sekretarzem stanu Marciem Rubio. Spotkanie, które potrwało ok. 80 minut, odbyło się za zamkniętymi drzwiami i strona amerykańska nie udziela na razie informacji o jego przebiegu.
Tuż po rozmowach kamery zarejestrowały zaskakującą scenę. Rasmussen, który w przeszłości dwukrotnie był premierem Danii, po rozmowach udał się szybkim krokiem na parking w pobliżu Białego Domu, ze zwisającym z kącika ust papierosem. Dołączyła do niego wyraźnie przygnębiona Motzfeldt, którą dyplomata poczęstował papierosem.
Nagranie tego momentu błyskawicznie rozeszło się po internecie. Dziennik "New York Post" informuje, że na Grenlandii wywołało mieszane uczucia. Większość nie wini swoich polityków za to, że chcieli uspokoić w ten sposób nerwy. Nie brak jednak także opinii, że powinni udać się w tym celu w miejsce, w którym nie ma kamer. Jeden z Grenlandczyków stwierdził, że był to pokaz słabości i złego wpływu Duńczyków na Grenlandczyków. Typowi Duńczycy, i typowi Grenlandczycy, którzy idą w ich ślady – stwierdził.
Trump kpi z wysiłków Danii
Na wspólnej konferencji prasowej Rasmussen stwierdził, że jego zdaniem to spotkanie było szansą przekonania Trumpa, że Grenlandia nie jest tak bezbronna, jak mu się wydaje. Stwierdził, że narracja o tym, że Chińczycy robią w jej pobliżu co chcą, jest błędna, bo według ich informacji żaden chiński okręt nie pojawił się w pobliżu tej wyspy od co najmniej dekady. Stwierdził także, że Kopenhaga chroni tę wyspę, nie pozwalając Chińczykom na inwestycje w jej infrastrukturę. Nie jest tajemnicą, że grenlandcy politycy, z których większość popiera niepodległość, od lat starają się przyciągnąć na nią chińskich inwestorów.
- Jest jasne, że prezydent marzy o podbiciu Grenlandii. Wyraziliśmy się bardzo, bardzo jasno, że nie leży to w interesie królestwa – dodał.
Tuż przed spotkaniem Trump napisał na swoim portalu Truth Social, że USA potrzebuje Grenlandii do budowy tarczy antyrakietowej, tzw. Złotej Kopuły. Dodał, że amerykańska kontrola nad nią zwiększy bezpieczeństwo całego NATO. Wykpił też zapewnienia, że Dania jest w stanie zapewnić jej bezpieczeństwo. Problemem jest to, że Dania nie będzie mogła nic zrobić, jeśli Rosja lub Chiny będą chciały okupować Grenlandię, ale my możemy zrobić wszystko – dowiedzieliście się o tym w zeszłym tygodniu przy okazji Wenezueli – powiedział po rozmowach, chociaż podkreślił, że jeszcze nie zna ich przebiegu – Nie mogę polegać na tym, że Dania poradzi sobie sama. Wiecie, mówili, że dodali dodatkowy zaprzęg – i mówili to na serio – dodatkowy psi zaprzęg w zeszłym miesiącu, dodali dodatkowy zaprzęg. To nie wystarczy - ironizował Trump.
Prezydent odnosił się do oświadczenia z grudnia, w którym Kopenhaga faktycznie poinformowała, że wzmocni zabezpieczenia wyspy przez dwa psie zaprzęgi, które będą ją patrolować. Zapowiedziała jednak wtedy także dwa nowe okręty patrolowe i dwa drony dalekiego zasięgu, a także wydanie dodatkowych 1,5 mld dolarów na jej obronę. Rasmussen powiedział dziennikarzom, że Trump padł ofiarą dezinformacji, bo jego kraj zapewnia nie psie zaprzęgi, a okręty, drony i myśliwce by zwiększyć bezpieczeństwo wyspy.
Podkreślając, że nie ma potrzeby, by Amerykanie ją przejmowali, przyznał jednak, że dzielimy, w pewnym stopniu, jego obawy. Dodał, że obie strony stworzą grupę roboczą na wysokim poziomie, by sprawdzić, czy uda się znaleźć wspólną drogę naprzód, a USA, w ramach umowy z 1951 roku Amerykanie zawsze mogą poprosić o zwiększenie swojej obecności wojskowej na tej wyspie.
źr. wPolsce24 za New York Post, Politico











