Prezydent Nawrocki wysłał obserwatora na Radę Pokoju Trumpa tak, jak... von der Leyen. I co na to Tusk z Sikorskim?

Według zapowiedzi podczas inauguracyjnego posiedzenia mają zostać ogłoszone deklaracje wpłat przekraczające 5 mld dolarów oraz zobowiązania dotyczące udziału wojsk w przyszłej misji stabilizacyjnej.
Polska jest obecna – w formule obserwatora. Nasz kraj reprezentuje szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz, który nie zabierze głosu.
Prezydent apelował, rząd kluczył
Udział w charakterze obserwatora wpisuje się w sygnały płynące z Pałacu Prezydenckiego. Prezydent Karol Nawrocki apelował, by Polska przynajmniej przyglądała się inicjatywie i nie wykluczała się z międzynarodowej debaty.
Rząd nie przedstawił jednak jednoznacznej rekomendacji, czy Polska powinna przystąpić do Rady Pokoju. W przestrzeni publicznej przedstawiciele rządu kolportowali również fałszywe przekazy, że udział w Radzie Pokoju wymaga bezwarunkowej wpłaty miliarda dolarów. Brylował w tym zwłaszcza minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Efekt? Polska jest przy stole, ale tylko dzięki Kancelarii Prezydenta RP i bez jasnej politycznej deklaracji.
Bruksela: wątpliwości wobec Rady… i obecność w Waszyngtonie
Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja po stronie Unii Europejskiej. Komisja Europejska sygnalizowała wcześniej zastrzeżenia wobec formatu Rady Pokoju. Część państw członkowskich – m.in. Francja, Hiszpania i Portugalia – krytykowała samą koncepcję oraz sposób jej powołania.
A jednak w Waszyngtonie pojawiła się przedstawicielka Komisji Europejskiej. UE reprezentuje komisarz ds. regionu śródziemnomorskiego Dubravka Šuica. Decyzja o jej wyjeździe – jak przyznała rzeczniczka KE – nie była konsultowana z państwami członkowskimi. Uzasadnieniem było zaproszenie skierowane personalnie do przewodniczącej Komisji Ursuli von der Leyen przez administrację amerykańską.
Rzecznicy Komisji podkreślają, że udział ma charakter obserwacyjny i nie oznacza formalnego uznania Rady Pokoju. Jednocześnie argumentują, że UE – jako największy dostawca pomocy dla Palestyńczyków – musi być obecna przy rozmowach o odbudowie Gazy.
Powstaje jednak wyraźny dysonans. Z jednej strony zastrzeżenia wobec inicjatywy Trumpa i podnoszenie wątpliwości co do jej formatu. Z drugiej – wysłanie jednego z najwyższych rangą przedstawicieli Komisji na inauguracyjne posiedzenie.
Kto naprawdę chce być przy stole?
Rada Pokoju – niezależnie od politycznych ocen – stała się faktem. Przy stole zasiadają przedstawiciele 49 państw, w tym kilkanaście reprezentowanych przez najwyższe władze. W komitecie wykonawczym znaleźli się m.in. sekretarz stanu USA Marco Rubio oraz były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair.
źr. wPolsce24 za PAP










