Piekielna żona. Otruła męża, a potem napisała książkę o radzeniu sobie z żałobą. Finał głośnej sprawy

Z tego tekstu dowiesz się:
-
Sąd uznał Kori Richins winną zamordowania męża oraz próby wcześniejszego zabójstwa – grozi jej dożywocie.
-
Kluczowym dowodem była śmiertelna dawka fentanylu w organizmie ofiary oraz poszlaki wskazujące, że kobieta podała narkotyk w drinku.
-
Prokuratura wykazała możliwy motyw finansowy – ogromne długi Richins i perspektywę 4 mln dolarów z ubezpieczenia i spadku.
-
Śledczy ujawnili, że oskarżona miała romans i planowała nowe życie, a także wcześniej próbowała otruć męża.
-
Ważną rolę odegrały zeznania świadków, analiza telefonu oraz dowody na zakup narkotyków.
-
Po śmierci męża Richins napisała książkę dla dzieci o radzeniu sobie z żałobą, co dodatkowo nagłośniło sprawę.
-
Ława przysięgłych była jednomyślna – decyzję o winie podjęto po zaledwie 3 godzinach narady.
Sprawa miała swój początek 4 marca 2022 roku. 35-letnia Kori Richins wezwała tego dnia karetkę do swojego męża Erica. Gdy sanitariusze przybyli na miejsce, mężczyzna już nie żył.
Richins zeznała, że wieczorem ona i jej mąż wypili po drinku, bo świętowali udaną transakcję jej firmy. Następnie miała pójść spać z jednym z ich dzieci, któremu przyśnił się koszmar. Gdy wróciła do sypialni, jej mąż był nieprzytomny i miał zimną skórę.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było przedawkowanie fentanylu – miał w organizmie pięciokrotną śmiertelną dawkę tego narkotyku.
Bała się, że po rozwodzie zostanie z niczym
Po jego śmierci Richins napisała książkę dla dzieci o chłopcu, który stracił ojca – miała pomagać im w radzeniu sobie z żałobą. Promowała ją w lokalnych mediach.
Niedługo potem została aresztowana przez policję. Zdaniem prokuratury to ona zamordowała męża. Prokuratura twierdziła, że Richins czuła się nieszczęśliwa w małżeństwie. Na sali sądowej potwierdzili to jej znajomi.
Miała wtedy romans z jednym ze swoich pracowników, któremu pozwalała mieszkać za darmo w domu należącym do jej firmy i kupowała mu drogie prezenty, w tym samochód. Z wiadomości SMS, które do niego wysyłała, wynikało, że marzyła o tym, że odejdzie od męża i zwiąże się z kochankiem. Mężczyzna w czasie procesu twierdził, że zawsze uważał, że kobieta fantazjuje.
Zdaniem prokuratury Richins nie rozwiodła się z mężem, bo bała się, że utraci jego pieniądze. Był on właścicielem dobrze prosperującej firmy kamieniarskiej. Firma Richins, która zajmowała się tzw. flippingiem – kupowała nieruchomości, remontowała je i odsprzedawała z zyskiem – była za to w tragicznej sytuacji finansowej, a ona sama była potwornie zadłużona. Jej księgowy zeznał, że w momencie śmierci męża jej majątek wynosił -1,6 mln dolarów.
Zdaniem prokuratury kobieta liczyła, że spadek i pieniądze z ubezpieczeń na życie jej męża – z których, zdaniem śledczych, co najmniej jedno sfałszowała, podrabiając jego podpis – pozwolą jej spłacić długi i rozpocząć nowe życie z kochankiem. Liczyła, że po jego śmierci dostanie łącznie 4 miliony dolarów.
Próbowała go zabić już wcześniej
Zdaniem prokuratury ofiara nigdy nie miała problemów z narkotykami i to żona podała mu je w drinku. Kobieta, którą Richins zatrudniała wcześniej w charakterze sprzątaczki, zeznała, że pracodawczyni trzykrotnie prosiła ją o zakup narkotyków, twierdząc, że potrzebuje ich dla wspólnika. Analiza logowania telefonów komórkowych wykazała, że we wskazanych przez nią dniach przebywała w tym samym miejscu, co diler, od którego je kupiła.
Zdaniem prokuratury Richins chciała też zabić swojego męża już wcześniej, w walentynki. Podała mu wtedy fentanyl w kanapce, ale mężczyzna przestał ją jeść, gdy źle się poczuł.
Za drugim razem podała mu specyfik w alkoholu. Sprzątaczka zeznała, że gdy kupowała jej narkotyki po raz drugi, między walentynkami a dniem śmierci jej męża, Richins poprosiła ją, by tym razem załatwiła coś mocniejszego.
Przed aresztowaniem podejrzana wyczyściła swój telefon, ale policyjni technicy ustalili, że szukała w internecie informacji o śmiertelnej dawce fentanylu, policyjnych procedurach, wypłatach ubezpieczeń na życie, a nawet o warunkach panujących w więzieniach w stanie Utah, w którym mieszkali.
Sąd się nie wahał
Richins nie przyznała się do winy. Jej obrońcy twierdzili, że prokuratura nie ma żadnych dowodów na to, że podała mężowi ten narkotyk i opiera się wyłącznie na teoriach i przypuszczeniach.
Proces Richins przeciągał się z powodu kłótni o dowody, świadków itp., ale w poniedziałek w końcu się zakończył. Kobieta usłyszała ponad trzy tuziny zarzutów, z których główne to morderstwo w zaostrzonych okolicznościach i próba morderstwa.
Po wysłuchaniu ponad 40 świadków i mów końcowych prokuratora i adwokata, ława przysięgłych uznała jednogłośnie, że kobieta jest winna wszystkich stawianych jej zarzutów. Przed wydaniem wyroku przysięgli debatowali zaledwie ok. 3 godzin. Richins czeka teraz na rozprawę, na której pozna wyrok, ale najprawdopodobniej dostanie dożywocie.
źr. wPolsce24 za CNN











