Wstyd na Westerplatte: Dulkiewicz płacze nad sowieckimi ofiarami, przemawiając w świętym dla Polaków miejscu

Czy pani prezydent ma świadomość, gdzie stoi? Wydaje się, że powinna mieć - przecież to prezydent Gdańska. Jednak chyba nie rozumie jego znaczenia dla Polski, i naszej historii.
Westerplatte to punkt zero polskiej tragedii. To tutaj 1 września 1939 r. padły pierwsze strzały II wojny światowej – skierowane przeciwko Polsce. Tymczasem pani Dulkiewicz, stojąc u stóp Pomnika Obrońców Wybrzeża, wspominała sowieckich cywilów: „Nawet milion cywilów straciło życie” – mówiła o Leningradzie.
Ale 85 lat temu rozpoczęło się też jedno z najtragiczniejszych oblężeń w historii – blokada Leningradu. Niemal 900 dni ludzie uwięzieni w swoich domach zmagali się ze skrajnym niedostatkiem i mrozem do minus 40 stopni. Opisy, do czego głód zdolny jest pchnąć człowieka, ścinają krew w żyłach. Nawet milion cywilów straciło życie” - mówiła Dulkiewicz.
Ale o czym zapomniała? O tym, że 17 września 1939 r. Armia Czerwona uderzyła na Polskę od wschodu. O Katyniu, deportacjach na Syberię i sowieckiej okupacji. Owszem, blokada Leningradu była okrutna – i była dziełem Niemców. Jednak miejscem na upamiętnianie sowieckich ofiar nie jest Westerplatte 1 września.
Dulkiewicz, broni się Pani uniwersalnym hasłem „nigdy więcej wojny”, ale w tym miejscu i dniu ma ono posmak politycznej poprawności, która zaciera różnicę między sprawcami a ofiarami. Polacy nie chcą słyszeć na Westerplatte o równym cierpieniu wszystkich narodów.
Pani prezydent, jeśli chce Pani mówić o Leningradzie – proszę bardzo, ale nie 1 września na Westerplatte. Nie w dniu niemieckiej napaści na Polskę. Nie w miejscu polskiego bohaterstwa. Polacy mają prawo oczekiwać w tym dniu przede wszystkim polskiej perspektywy. Tymczasem Pani znów dała dowód, że ważniejsze są dla Pani ponadnarodowe hasła niż bolesna, wciąż niezaspokojona polska pamięć.
źr. wPolsce24 za X











