Prezydent Nawrocki bezlitosny na Westerplatte! Przełomowa decyzja Niemiec w rocznicę wybuchu wojny

Według zapowiedzi Wolframa Weimera, budowa pomnika polskich ofiar w Berlinie ma rozpocząć się w 2027 roku. Zanim jednak na plac wejdą robotnicy, rozstrzygnięty zostanie oficjalny konkurs na projekt monumentu. Jury ma wyłonić zwycięską pracę w grudniu 2026 roku.
Pomnik ma stanąć w symbolicznym miejscu w centrum Berlina – na terenie dawnej Opery Krolla, w bezpośrednim sąsiedztwie Urzędu Kanclerskiego oraz Bundestagu. To właśnie tam niemiecki najeźdźca pieczętował plany agresji. Zgodnie z założeniami niemieckiego Bundestagu, oprócz samego pomnika ma powstać tam również Dom Polsko-Niemiecki, który będzie pełnił funkcję placówki wystawienniczej, edukacyjnej i miejsca spotkań.
Droga przez mękę, czyli walka o pamięć i „30 ton prowizorki”
Ogłoszenie daty rozpoczęcia budowy to kolejny etap w długiej i skomplikowanej batalii o upamiętnienie polskich ofiar. Chociaż niemiecki Bundestag podjął decyzję o budowie pomnika, a rząd federalny zatwierdził projekt w czerwcu 2024 roku, przez długi czas realizacja stała w miejscu. Na przeszkodzie stanęła urzędnicza niemoc oraz brak środków finansowych, których władze Berlina nie potrafiły wygospodarować na ten cel.
Z powodu tych opóźnień, z inicjatywy społeczeństwa obywatelskiego – reprezentowanego przez Niemiecki Instytut Spraw Polskich w Darmstadt – w kwietniu 2025 roku do Berlina sprowadzono tymczasowy monument. Zamiast zapowiadanego, okazałego pomnika, w wyznaczonym miejscu stanął ważący blisko 30 ton głaz narzutowy, nazwany Kamieniem Pamięci. Dyrektor Instytutu, prof. Peter Oliver Loew, tłumaczył wówczas, że kamień ma umożliwić godne upamiętnienie ofiar do czasu wzniesienia właściwego obiektu, zaznaczając, iż ma on charakter czysto prowizoryczny i nie zastępuje głównego projektu.
Zgrzyt dyplomatyczny wokół „Kamienia Pamięci”
Oficjalne odsłonięcie Kamienia Pamięci nastąpiło 16 czerwca 2025 roku i wywołało falę komentarzy oraz kontrowersji po obu stronach granicy. Wybór daty uznano za niefortunny – 16 czerwca przypada bowiem rocznica rozpoczęcia w 1944 roku niemieckiej akcji Sturmwind II, wymierzonej w polską partyzantkę w Puszczy Solskiej.
Sama uroczystość odsłonięcia głazu obnażyła głębokie podziały polityczne. Choć nowy kanclerz Niemiec Friedrich Merz zapewniał wcześniej podczas wizyty w Warszawie, że budowa pomnika to dla niego sprawa priorytetowa, ostatecznie nie pojawił się na ceremonii. Na wydarzeniu zabrakło również polskiego premiera Donalda Tuska.
Ostra reakcja prezydenta na Westerplatte
Dotychczasowe działania Berlina spotykają się z chłodną i bezkompromisową oceną ze strony polskich władz. Podczas uroczystości na Westerplatte w rocznicę wybuchu II wojny światowej, prezydent Karol Nawrocki w ostrych słowach skomentował postawę Niemiec.
- To nie jest realny sojusz ani realna przyjaźń, jeśli nie możemy postawić pomnika polskich ofiar drugiej wojny światowej w Berlinie. A za niego stoi przywieziony przez ciężarówkę kamień – powiedział prezydent.
Prezydent RP jednoznacznie wezwał niemiecki rząd oraz kanclerza Friedricha Merza nie tylko do przyspieszenia prac nad realnym pomnikiem, ale również do wypłaty reparacji wojennych za gigantyczne straty poniesione przez Polskę pod niemiecką okupacją.
Gra o reparacje w tle
Sprawa pomnika w Berlinie jest nierozerwalnie połączona z szerszym kontekstem dyplomatycznym i finansowym rozliczeniem zbrodni. We wrześniu 2022 roku polscy badacze oszacowali straty wojenne Polski na kwotę 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów złotych, wskazując na śmierć ponad 5 milionów obywateli. Podczas gdy strona niemiecka konsekwentnie twierdzi, że sprawa reparacji z punktu widzenia prawa jest zamknięta, w Polsce temat ten wciąż budzi ogromne emocje.
źr. wPolsce24 za Deutsche Welle











