Socjalistyczny premier i biżuteria za 1,3 mln euro. Prokuratura: to mogła być „zapłata w naturze” za polityczne przysługi

Nawet lewicowe media w Hiszpanii nie mogą już ukrywać skandalu, który wstrząsa Partią Socjalistyczną (PSOE). Śledztwo prowadzone przez hiszpański wymiar sprawiedliwości ujawnia bowiem obraz byłego premiera, który - zamiast służyć swojemu krajowi - dorobił się majątku na kontaktach z reżimami z Ameryki Południowej i Bliskiego Wschodu.
1,3 miliona euro w sejfie. „Prezenty” od dyktatorów?
W lipcu tego roku policja UDEF przeszukała gabinet Zapatero w Madrycie, znajdując kolekcję biżuterii, która - jak wynika z wyceny zleconej przez hiszpański sąd - jest warta aż 1 323 915 euro. Wśród skonfiskowanych przedmiotów znajdują się naszyjniki z brylantami i szafirami, bransoletki z rubinami oraz pierścionki z diamentami.
Przez długi czas socjaliści utrzymywali, że to „prezenty” od zagranicznych przywódców. Sam Zapatero w lipcowym wywiadzie dla TVE zasłaniał się tajemniczością, unikając konkretów. Jego obrońcy sugerowali nawet, że kosztowności miał podarować mu król Arabii Saudyjskiej Abd Allah w 2007 roku. Problem w tym, że jak ujawniła prokuratura, ta wersja jest kompletną fikcją.
„Zapatero nie był w stanie dostarczyć żadnych dokumentów”
Były premier, przesłuchiwany przed sędzią José Luisem Calamą 10 czerwca, skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień, ale zobowiązał się dostarczyć w ciągu „tygodnia lub dziesięciu dni” certyfikaty potwierdzające, że biżuteria pochodzi z dyplomatycznych darów. Minęły trzy miesiące. Jak podaje dziennik ABC, „Zapatero nie był w stanie przedstawić niczego”, bo takie dokumenty po prostu nie istnieją. Źródła sądowe nie pozostawiają wątpliwości: Gdyby je dostarczył, sam przyznałby się do przestępstwa przyjęcia łapówki. Gdyby przedstawił dokumenty, uznałby tym samym przestępstwo przekupstwa. Choć mogłoby ono ulec przedawnieniu, dla wizerunku byłoby zabójcze – twierdzą śledczy.
Wenezuelski szlak i „spisek naftowy”
Śledczy są przekonani, że biżuteria pochodzi z Wenezueli - kraju, w którym Zapatero zbudował sieć wpływów po 2019 roku, pomagając reżimowi Nicolása Maduro w obchodzeniu międzynarodowych sankcji naftowych. Jak donosi ABC, chodzi o operacje na czarnym rynku ropy naftowej, które przynosiły ogromne pieniądze.
Ale wenezuelski wątek to tylko jedna z linii śledczych. Policja bada również możliwość, że część biżuterii pochodzi z krajów Afryki Północnej lub Bliskiego Wschodu. Eksperci podkreślają, że choć kosztowności są niezwykle drogie, ich wykonanie jest „prymitywne”, co wskazuje na pochodzenie z obszarów, gdzie tego typu „zapłata w naturze” jest na porządku dziennym.
Sánchez broni kolegi. „Musimy bronić jego niewinności”
Choć skandal jest coraz bardziej kompromitujący, obecny premier Hiszpanii Pedro Sánchez stara się bronić swojego partyjnego kolegi. W poniedziałkowej rozmowie w radiu SER zapewnił, że należy bronić „domniemania niewinności” Zapatero. Dodał również, że były premier „zagwarantował mu”, iż udowodni legalność pochodzenia biżuterii.
Tymczasem prokuratura wskazuje, że sama biżuteria to wierzchołek góry lodowej. W tle, jak opisują hiszpańskie media przewija się sprawa linii lotniczej Plus Ultra, której rządowe dotacje miały trafić do kieszeni Zapatero. Jego domniemany słup, Julio Martínez („Julito”), przyznał już przed sądem, że były premier „wyznaczał cele” i otrzymywał za to 1% wartości rządowego wsparcia.
„To nie jest tylko Plus Ultra”
Źródła prokuratorskie mówią wprost: „Plus Ultra to tylko mała część” całego procederu. W planie jest znacznie większe dochodzenie, które może odsłonić prawdziwą skalę korupcji wśród hiszpańskich elit lewicy. Czy Pedro Sánchez podzieli los swojego poprzednika? Czy hiszpańska lewica wreszcie odpowie za swoje związki z reżimami? Jedno jest pewne – biżuteria otworzyła puszkę Pandory, której nikt w Madrycie nie będzie mógł już zamknąć.
źr. wPolsce24 za ABC











