I to by było na tyle, jeśli chodzi o europejską solidarność. Niemcy chcą kupić kolejne myśliwce od USA

F-35 Lightning II to amerykański myśliwiec V generacji produkowany przez koncern Lockheed Martin. Występuje w trzech wariantach: standardowym A, B, który może startować i lądować pionowo oraz C, który jest dostosowany do operowania z lotniskowców. Ta maszyna okazała się wielkim sukcesem eksportowym. Używa ich już 12 państw, w tym Polska – nasze F-35 przechodzą obecnie ostatnie testy w USA – a 8 kolejnych złożyło już zamówienia.
Rozważają kupno kolejnych
Niemcy w 2022 roku zamówiły w 2022 roku 35 tych samolotów w wariancie A. Mają m.in. zastąpić myśliwce Panavia Tornado jako nosiciel amerykańskich taktycznych ładunków atomowych B-61, które znajdują się w Niemczech w ramach programu Nuclear Sharing. Dwa źródła Reutersa powiedziały agencji, że teraz Niemcy rozważają zwiększenie tego zamówienia. Według jednego rozważają kupno 35 dodatkowych F-35, za cenę ponad 80 mln dolarów za sztukę, drugie źródło nie znało konkretnej liczny. Oba podkreśliły, że żadne konkretne decyzje jeszcze nie zapadły.
Zapytano o to, rzecznik niemieckiego rządu zaprzeczył. - Nie ma żadnych planów i nie ma żadnej decyzji – stwierdził. Rzeczni ministerstwa obrony powiedział jednak w oświadczeniu, że chodzi o konkretne plany lub decyzje polityczne – co nie wyklucza, że Niemcy rozważają ten zakup, ale rozmowy są jeszcze na bardzo wczesnym etapie.
Nie mogą się dogadać
Jak zauważa Reuters, te doniesienia pojawiły się w momencie, gdy dla wszystkich stało się jasne, że program Systemu Walki Powietrznej Przyszłości (FCAS) ma poważne kłopoty. FCAS to wspólny program zbrojeniowy Niemiec, Francji i Hiszpanii, w którym bierze udział Dassault, Airbus i Indra Sistemas. Oprócz dronów, jego efektem miał być myśliwiec VI generacji, który zastąpiłby używane przez Francję Rafale i niemieckie i hiszpańskie Eurofightery. Miałby wejść na służbę w 2040 roku.
Media już pod koniec zeszłego roku donosiły, że ten program, którego wartość oszacowano na 100 mld euro, przeżywa trudne chwile chwile. Powodem były napięcia między niemieckim i francuskim przemysłem lotniczym. Jak informował Reuters, biorące w nim udział firmy nie mogą się dogadać co do podziału obowiązków i praw do technologii. IG Metall, największy niemiecki związek zawodowy, zagroził nawet zerwaniem współpracy nad tym projektem, jeśli nie zostanie z niego wyrzucony Dassault. Jego przedstawiciele w liście, który 8 grudnia wysłali do ministra obrony Borisa Pistoriusa i ministra finansów Larsa Klingbeila napisali, że nie przeszkadza im współpraca z francuskim przemysłem – o ile nie jest to współpraca z Dassault. Popieramy europejską współpracę i przyjaźń niemiecko-francuską. Ale Dassault depcze je z samolubnych powodów – podkreślili.
Nie będzie europejskiego myśliwca?
Jak donosi Reuters, insiderzy spodziewają się, że Francja i Niemcy wycofają się wkrótce z pomysłu budowy wspólnego myśliwca. Nadal będą jednak współpracowali nad budową dronów, a także tzw. chmury bojowej – cyfrowego systemu, który miał łączyć platformy załogowe i bezzałogowe w ramach FCAS. Agencja przypomina, że w środę kanclerz Friedrich Merz zastanawiał się na antenie jednego z podcastów, czy Luftwaffe na pewno potrzebuje nowego myśliwca. Czy za 20 lat będziemy potrzebować załogowych myśliwców odrzutowych? Czy będziemy go potrzebować, biorąc pod uwagę, że będziemy go musieli opracować dużym kosztem? - pytał.
Strona amerykańska uważa, że F-35 będzie użytecznym myśliwcem co najmniej do 2070 roku, a według niektórych szacunków do 2088 roku. Zakup kolejnych maszyn tego typu dałby więc Niemcom więcej czasu na zdecydowanie jak ma wyglądać przyszłość ich lotnictwa bojowego. Równocześnie jednak jeszcze bardziej uzależniłby ich siły zbrojne od amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, a w obecnym klimacie w Europie nie zostanie to zapewne przyjęte zbyt ciepło.
źr. wPolsce24 za Reuters











