Moskwa znów grozi atomem, a niemieckie media nakręcają spiralę strachu. Czy Europie grozi nuklearna hekatomba?

Z opublikowanego przez niemiecki dziennik „Die Welt” tekstu wyłania się ponury obraz impasu dyplomatycznego. Według źródeł zbliżonych do rosyjskiego kierownictwa, Władimir Putin ma uważać dotychczasowe formaty negocjacyjne za wyczerpane. Kreml, rozczarowany brakiem ustępstw ze strony Zachodu i rosnącą skutecznością ukraińskich uderzeń w rosyjską infrastrukturę, rzekomo sonduje możliwość radykalnej eskalacji – w tym uderzeń w centrum Kijowa oraz użycia taktycznej broni masowego rażenia jako „środka ostatecznego”.
Niemiecki strach – woda na młyn Kremla
Dla uważnego obserwatora geopolityki schemat ten nie jest nowy. Od samego początku konfliktu Rosja posługuje się doktryną eskalacji, by zastraszyć opinię publiczną na Zachodzie. Głównym odbiorcą tej retoryki są kraje Europy Zachodniej, z Niemcami na czele, gdzie pacyfistyczne nastroje i głęboko zakorzeniony lęk przed wojną stanowią idealny grunt pod rosyjską dezinformację.
Gdy Moskwa wysyła sygnały o możliwości „otwarcia puszki Pandory”, za Odrą natychmiast odzywają się głosy wzywające do ustępstw, wstrzymania dostaw broni czy zmuszenia Ukrainy do kapitulacji pod płaszczykiem „ratowania pokoju”. Nagłaśnianie widma nuklearnego uderzenia przez zachodnie media często służy wyłącznie wywołaniu paraliżu decyzyjnego w stolicach państw NATO.
Czy grozi nam nuklearna rzeź? Fakty kontra emocje
Mimo sensacyjnych nagłówków, chłodna analiza faktów prowadzi do zupełnie innych wniosków niż katastroficzne wizje. Nawet eksperci cytowani w niemieckim artykule – m.in. analityk Alexander Gabujew z Carnegie Russia Eurasia Center – podkreślają, że ryzyko sięgnięcia przez Rosję po broń atomową pozostaje skrajnie niskie.
Przemawia za tym kilka kluczowych czynników:
-
Brak przygotowań operacyjnych: Wywiady państw NATO nie odnotowują żadnych fizycznych ruchów głowic czy zmian w procedurach rosyjskich sił strategicznych, które wskazywałyby na przygotowania do uderzenia.
-
Stanowisko globalnych graczy: Kluczowi partnerzy handlowi Moskwy – Chiny oraz Indie – wielokrotnie i jednoznacznie ostrzegali Putina przed przekroczeniem progu nuklearnego. Złamanie tego tabu oznaczałoby dla Rosji natychmiastową, całkowitą izolację gospodarczą i polityczną na arenie międzynarodowej.
-
Odstraszanie NATO: Moskwa doskonale zdaje sobie sprawę, że użycie broni masowego rażenia w Europie spotkałoby się z druzgocącą odpowiedzią konwencjonalną Sojuszu Północnoatlantyckiego, co oznaczałoby faktyczny koniec reżimu na Kremlu.
Wnioski dla Polski: Siła, nie uległość
Polska i kraje wschodniej flanki NATO muszą zachować spokój i trzeźwość oceny. Rosyjski szantaż nuklearny to przede wszystkim narzędzie polityczne, mające na celu złamanie woli oporu i powstrzymanie modernizacji obronnej wolnego świata.
Odpowiedzią na rosyjskie pogróżki i niemieckie wahania nie może być strach, lecz konsekwentne wzmacnianie własnego potencjału obronnego, zacieśnianie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi oraz twarda polityka odstraszania. Tylko zdecydowana postawa i gotowość do obrony są w stanie zagwarantować bezpieczeństwo w naszym regionie. Szkoda tylko, że na czele rządu w Polsce stoją ludzie, którzy bardziej wsłuchują się w głosy nie nad Wisłą, a za Odrą.
źr. wPolsce24 za „Die Welt”











