Kryzys w Ceucie zbiera śmiertelne żniwo. Dziesiątki imigrantów straciły już życie

Ceuta to miasto w północnej Afryce, które należy do Królestwa Hiszpanii od 1580 roku. Ma status miasta autonomicznego i stanowi, razem z położoną dalej na wschód Melillą, jedyną granicę lądową UE z Afryką. Maroko, z którym graniczą, nie uznaje hiszpańskich praw własności do tych eksklaw i jej rządy często nazywają je terytoriami okupowanymi.
Szturm na granicę
Jak informowaliśmy wcześniej, Ceuta zmaga się teraz z inwazją nielegalnych imigrantów z terenu Maroka. Jak informują media, do miasta, które zamieszkuje ok. 85 tys. osób, dostało się ponad 60 tys. osób. Lokalne władze otwarcie mówią o kryzysie humanitarnym, a premier Hiszpanii Pedro Sanchez wysłał już wojsko do pomocy.
Ceutę od Maroka oddziela wysoki, umocniony płot graniczny. Pokonanie go nie jest łatwe, więc większość imigrantów decyduje się na próbę ominięcia go wpław. Większość wyrusza z marokańskiego miasteczka Fnideq. Wystarczy przepłynąć z niego ok. 5 km by znaleźć się na plaży po hiszpańskiej stronie płotu. Inni płyną z położonego nieco bliżej granicy miasteczka Belyounech. Ta droga bywa jednak niebezpieczna. Jak informują lokalne władze, w obecnym szturmie zginęło już co najmniej 34 imigrantów. Większość się utopiła, ale niektórzy zostali zmiażdżeni przez szturmujący płot tłum.
Maroko twierdzi, że nie ma z tym nic wspólnego
Ceuta co jakiś czas zmaga się ze szturmami imigrantów i zwykle jest to efekt napięć dyplomatycznych z Marokiem. W maju 2021 roku rząd w Rabacie zlikwidował kontrole graniczne po swojej stronie, przez co ok. 8 tys. imigrantów przedostało się do Ceuty w dwa dni. Powszechnie uznawano wtedy, że powodem było to, że Hiszpania pozwoliła na leczenie separatysty z Zachodniej Sahary, do której rząd Maroka rości sobie pretensje.
Tym razem jednak rząd w Rabacie zapewnia, że nie ma z tym nic wspólnego, a współpraca z Hiszpanią przebiega poprawnie. Zrzuca winę za obecną sytuację na przemytników ludzi. W mediach społecznościowych pojawiły się jednak nagrania, na których widać, jak marokańska policja w ogóle nie reaguje na ciężarówki, które dowożą kolejnych imigrantów pod granicę. Socjalistyczny premier Hiszpanii również obwinia o to te gangi. Twierdzi, że okłamują swoich klientów twierdząc, że Hiszpania rzekomo zmieniła przepisy imigracyjne.
Zawiniła decyzja sądu?
Innego zdania jest jednak minister spraw wewnętrznych Hiszpanii Angel Victor Torres. Jego zdaniem wpływ na wybuch tego kryzysu miał niedawny wyrok hiszpańskiego sądu. Ten stwierdził, że nielegalni imigranci, którzy zostaną podjęci z wody przy próbie nielegalnego dostania się do Ceuty lub Melilli, nie mogą być masowo zwracani do Maroka.
Fakt, że jego rząd zalagalizował w zeszłym miesiącu pobyt ponad miliona imigrantów też zapewne nie był bez wpływu. Ta legalizacja nie obejmuje imigrantów, którzy obecnie szturmują Ceutę, ale zapewne liczą, że w przyszłości zrobi to ponownie.
W samym mieście sytuacja jest krytyczna. Ośrodki dla imigrantów od dawna są już pełne, więc tysiące imigrantów śpi w parkach lub błąka się bez celu po ulicach. Lokalne służby narzekają, że wsparcie wysłane przez Madryt – 60 żołnierzy i 30 policjantów – to zdecydowanie za mało, by poradzić sobie ze skutkami tego kryzysu.
Juan Jesus Vivas, prezydent Ceuty, domaga się od rządu w Madrycie ogłoszenia stanu wyjątkowego i wysłania dodatkowych sił. Socjalistyczny rząd nie chce się jednak na to zgodzić, twierdzi, że przepisy uniemożliwiają takie działanie z powodu nielegalnej imigracji.
źr. wPolsce24 za Guardian











