Skandaliczne zachowanie policji. Brutalny atak imigrantów, po którym funkcjonariusze... aresztowali napadniętego białego chłopaka!

Wielka Brytania od lat boryka się z problemem tzw. „poprawności politycznej”, która zdaniem wielu komentatorów całkowicie sparaliżowała tamtejsze organy ścigania. Najnowsze wydarzenia z Broad Street w Birmingham idealnie wpisują się w ten niepokojący trend, wywołując masowe oburzenie użytkowników platformy X (dawny Twitter).
Brutalne pobicie i szokujący finał interwencji
Do zdarzenia doszło w nocy w samym centrum Birmingham. Nagranie, które błyskawicznie obiegło media społecznościowe, pokazuje dramatyczne sceny: trzech czarnoskórych mężczyzn osacza i brutalnie atakuje białego, wyraźnie oszołomionego chłopaka.
Kiedy na miejsce dociera patrol policji, świadkowie spodziewali się natychmiastowego obezwładnienia napastników. Stało się jednak zupełnie inaczej. Brytyjska policjantka, zamiast ścigać i zatrzymać agresorów, całą swoją uwagę skupiła na poszkodowanym, ostatecznie go aresztując.
Wielka Brytania to żart” – to jeden z najdelikatniejszych komentarzy, jakie pojawiły się pod adresem tamtejszych służb.
Policja się tłumaczy, internauci punktują kłamstwa
Pod naciskiem opinii publicznej, oficjalny profil policji w Birmingham (Brum Police) opublikował oświadczenie. Służby próbowały ratować wizerunek, twierdząc, że funkcjonariusze zastali „grupę bijących się mężczyzn”, a w trakcie interwencji jeden z policjantów miał zostać uderzony.
To właśnie z tego powodu zatrzymano i oskarżono jednego mężczyznę.
Tłumaczenia te spotkały się z miażdżącą ripostą społeczności portalu X, która dodała do wpisu policji tzw. notatkę kontekstową (Community Note). Użytkownicy wytknęli służbom rażącą niekonsekwencję i unikanie odpowiedzialności:
Policja w Birmingham twierdzi, że 'zajęła się incydentem', ale nie informuje o żadnych aresztowaniach za udział w samym 'incydencie'. Zgodnie z paragrafem 5 ustawy o porządku publicznym (Public Order Act), 'zachowanie zakłócające porządek' jest przestępstwem. Policja przyznaje, że była świadkiem 'zakłócenia porządku', ale zdecydowała się nie dokonywać żadnych aresztowań [wobec napastników]” – czytamy w sprostowaniu społeczności.
Komentatorzy nie mają wątpliwości: mamy do czynienia z rażącą asymetrią w działaniu policji, która woli unikać konfrontacji z agresywnymi grupami mniejszościowymi, wyżywając się na łatwiejszych celach.
Cień sprawy Henry’ego Nowaka
Dla wielu obserwatorów wydarzenia z Birmingham to bolesne déjà vu. Sytuacja ta wprost przypomina głośną i tragiczną sprawę Henry’ego Nowaka – sprawę, która stała się symbolem upadku brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości i całkowitej bezradności (bądź złej woli) tamtejszych urzędników wobec rodowitych mieszkańców i Europejczyków.
W przypadku Nowaka, podobnie jak ma to miejsce dzisiaj na ulicach Birmingham, system zamiast chronić ofiarę i ukarać realnych przestępców, obrócił całą swoją moc przeciwko człowiekowi, który znalazł się w złym miejscu i o złym czasie. Sprawa ta udowodniła, że w imię ideologicznego spokoju brytyjskie instytucje są w stanie poświęcić bezpieczeństwo i prawa jednostki, byle tylko nie narazić się na zarzuty o brak „inkluzywności” czy „rasizm” wobec realnych sprawców przemocy.
Wydarzenia na Broad Street pokazują, że proces anarchizacji brytyjskich miast postępuje w zatrważającym tempie. Kiedy obywatel nie może liczyć na ochronę ze strony państwa, a policja staje po stronie agresorów lub wykazuje się całkowitą biernością wobec bandytyzmu, fundamenty zachodniej cywilizacji zaczynają pękać.
Sprawa z Birmingham z pewnością nie ucichnie, a konserwatywni publicyści na całym świecie coraz głośniej pytają: jak długo jeszcze Brytyjczycy będą tolerować system, w którym bycie ofiarą może skończyć się za kratkami?
źr. wPolsce24











