Imigranci gwałcili kobiety, chwalili się tym w internecie. Wstrząsajęce śledztwo niemieckiej prokuratury

Z tego tekstu dowiesz się:
- Szokujące ustalenia z Niemiec. Śledczy odkryli siatkę grup na Telegramie, w których członkowie mieli wymieniać się poradami dotyczącymi odurzania kobiet, chwalić gwałtami i publikować nagrania swoich ofiar.
- Zapadły już pierwsze wyroki. Skazani to m.in. studenci i informatycy z Chin, którzy – według sądów – dopuszczali się brutalnych przestępstw seksualnych z użyciem środków odurzających.
- Śledztwo zatacza coraz szersze kręgi. Niemiecka prokuratura bada ponad 20 podobnych grup, a część z nich mogła liczyć nawet dziesiątki tysięcy uczestników. Nie oznacza to jednak, że wszyscy ich członkowie popełnili przestępstwa.
- Sprawa ma międzynarodowy wymiar. Tropy z Niemiec pomogły w śledztwach prowadzonych m.in. w USA i Holandii. Europol koordynuje operację „Projekt Meduza”, wymierzoną w internetowe sieci promujące przemoc seksualną z użyciem narkotyków.
- Pytania o rolę Telegrama. Platforma zapewnia, że usuwa treści związane z przemocą seksualną, jednak odmówiła odpowiedzi na część pytań dotyczących niemieckiego śledztwa.
Jak informuje "Guardian", członkiem takiej grupy był Tong Z., którego w zeszłym roku sąd w Berlinie skazał na pięć lat i 9 miesięcy więzienia za gwałt w zaostrzonych okolicznościach, niebezpieczne uszkodzenie ciała i naruszenie prywatności.
Brał na cel swoje znajome
Ofiarami studiującego w Niemczech Chińczyka były kobiety z jego kręgu znajomych. Było ich co najmniej 11. Tong miał robić im po kryjomu zdjęcia, gdy spały, brały prysznic etc., w kilku domach w Niemczech i podczas wycieczek do Polski, Dani i Chin. Miał także dostać się do domu swojej sąsiadki przy pomocy zapasowego klucza i zainstalować ukrytą kamerę w jej łazience.
W 2024 roku zgwałcił lekko upośledzoną fizycznie i psychicznie kobietę, której wcześniej podał środek usypiający w drinku, a wszystko zarejestrował kamerą. Kobieta dowiedziała się o tym dopiero od policjantów. Mężczyzna przyznał się przed sądem do winy.
"Niemiecka szkoła jazdy"
Nie działał jednak sam. Już po tym, gdy został skazany, wyszło na jaw, że był członkiem grupy dyskusyjnej na Telegramie. Jej członkowie - co najmniej osiem osób - chwalili się w niej swoimi przestępstwami seksualnymi i pokazywali zdjęcia i nagrania swoich ofiar. Nazwali ją „Niemiecka szkoła jazdy dla ekspertów” i używali „samochodowego” szyfru.
„Samochodami” nazywali ofiary, „paliwem” pigułki gwałtu, „prowadzenie” oznaczało gwałt. Zdarzało im się także nazywać swoje ofiary „martwymi świniami”. Z tych ośmiu osób tylko jedna nie była obywatelem Chin.
Oprócz Tonga Z., dwaj inni członkowie tej grupy usłyszeli już wyroki. Jednym z nich jest 44-letni informatyk Dapeng Z., który dostał 14 lat za gwałt i próbę morderstwa. 28-letni student Zhongyi J. Za podobne zarzuty dostał 11 lat. Sądy uznały, że mieli świadomość tego, że potężne dawki środków usypiających, jakie podawali swoim ofiarom, mogły doprowadzić do ich śmierci.
To jednak nie koniec. Agencja AP informuje, że niemieccy śledczy odkryli, że takich grup było więcej. Obecnie badają ponad dwa tuziny. Ich członkami mogły być dziesiątki tysięcy osób. Większość ich uczestników, a także większość ofiar, pochodzi z Chin.
Niemieckie przepisy dotyczące prywatności sprawiają, że prokuratura nie może zdradzić zbyt wielu szczegółów tego śledztwa, w tym, ile kobiet padło ich ofiarą. Główny prokurator Frankfurtu Dominik Mies powiedział jednak dziennikarzom, że sprawców charakteryzowała wyjątkowa bezlitosność, uprzedmiotowienie ofiar i perfidne planowanie zbrodni.
Działali nie tyko w Niemczech?
Jak zauważa AP, podobne sprawy pojawiają się ostatnio na całym świecie, ale władze na razie nie łączą ich z niemieckimi śledztwami. O tym, że taki związek jednak istnieje, może świadczyć to, że w wielu tych sprawach kluczowe okazały się być informacje od niemieckich służb i dziennikarzy.
Jedna z takich spraw miała miejsce w Los Angeles. W zeszłym roku niemieccy śledczy poinformowali tamtejszą policję o studencie z Chin, który mógł dokonywać gwałtów przy użyciu środków chemicznych. Ostatecznie oskarżono go o napaść seksualną na trzy kobiety. Miał dostać pigułki gwałtu od obywatela Chin mieszkającego w Niemczech.
W Holandii w zeszłym miesiącu policja zatrzymała czterech mężczyzn, którzy mieli dokonywać napaści seksualnych na kobiety, które znali. Nie ujawniono, czy też są Chińczykami, ale wiadomo, że było to możliwe, dzięki informacjom od niemieckich i brytyjskich służb.
Wiadomo także, że podawali im pigułki gwałtu, a w grupach w mediach społecznościowych rozmawiali o swoich zbrodniach i chwalili się nagraniami. Europol zapowiedział w zeszłym tygodniu międzynarodową operację o kryptonimie „Projekt Meduza”, wymierzoną w internetowe sieci, które promują przemoc seksualną z użyciem narkotyków. W tej operacji, której przewodzą służby z Niemiec i Wielkiej Brytanii, aresztowano już 57 osób.
Czy Telegram o tym wiedział?
Ta sprawa obudziła pytania o to, w jaki sposób te pokoje dla gwałcicieli mogły działać na Telegramie. Firma napisała w oświadczeniu, że treści dotyczące przemocy seksualnej są zabronione na ich platformie i rutynowo usuwane, a oni spełniają wszystkie wymogi prawne. Nie chciała jednak odpowiedzieć na pytania AP o sprawę z Niemiec i o to, czy wiedziała o niej wcześniej i co zrobiła, by powiadomić o tym władze.
Warto odnotować, że założyciel tej aplikacji, Rosjanin Paweł Durow, został aresztowany w 2024 roku w Paryżu. Jest oskarżony o to, że jego aplikacja była wykorzystywana do sprzedaży narkotyków, prania brudnych pieniędzy i innych przestępstw, w tym dystrybucji treści pedofilskich. Twierdził, że jest niewinny i obwiniał za to fakt, że rosnąca gwałtownie liczba jej użytkowników sprawia, że przestępcom łatwiej jest jej nadużywać. Śledztwo w tej sprawie nadal trwa.
Kolejny wyrok być może już dziś
Jak informuje AP, ośmiu członków „Niemieckiej szkoły jazdy”, o których informowały wcześniej media, nie są jedynymi. Według prawnik Magdaleny Gebhard, która reprezentowała jedną z ofiar na wcześniejszym procesie, byli członkami „wewnętrznego kręgu”, ale niektóre takie grupy miały po 50 tys. członków.
AP ustaliła, że niemiecka policja dowiedziała się o tych grupach dopiero w 2024 roku, chociaż niektóre powstały cztery lata wcześniej. Stało się to po tym, gdy wspomniany wcześniej Dapeng Z., w którego skazaniu pomogły chińskie służby, zmienił taktykę. Zamiast atakować tylko kobiety, które znał wcześniej, zaczął brać na cel także te, które poznał w internecie.
Być może dzisiaj przed sądem w Berlinie zapadnie kolejny wyrok. Kończy się tam bowiem proces Zhitinga S., który również miał być członkiem „wewnętrznego kręgu”. Jest oskarżony m.in. o napaści seksualne i posiadanie pornografii dziecięcej. Miał również wykorzystywać przeszkolenie medyczne, by doradzać, jak najlepiej uśpić kobietę przed gwałtem.
źr. wPolsce24 za AP, Guardian











